Nerwy jak postronki trzeba mieć, żeby zachować spokój, słuchając porównań Rafała Bruskiego. Moja babcia wpadła w popłoch, kiedy usłyszała, że Bydgoszcz zasuwa w tempie 160 km/h. Tak prezydent opisał rozwój miasta. Trudno się dziwić starszej pani. Przy takiej prędkości nawet drobna kolizja może mieć tragiczny finał. No cóż, jacy doradcy prezydenta, takie porównania.
Zważywszy na rozwój innych miast, to akurat porównanie nie było zbyt szczęśliwe. Jesteśmy w ogonie. Jeśli zachować metaforykę prezydenta, inne miasta rozwijają się w tempie 300, 400 bądź 500 km/h.
Rafał Bruski opowiada takie, z przeproszeniem, dyrdymały, ponieważ prowadzi kampanię wyborczą. Tylko dwa lata zostały do wyborów samorządowych. W kampanii politycy różne rzeczy wygadują. Wyolbrzymiają sukcesy, a porażki przemilczają. Potencjalni wyborcy mogą łyknąć taki bajer. Oczywiście ci najbardziej prostoduszni i naiwni. Ale, jak widać na zdjęciu z konferencji prasowej podsumowujących rządy Bruskiego, nie wszystkim się udziela hurraoptymizm prezydenta. Jego zastępcy miny mają minorowe. Oni po prostu znają stan faktyczny.
Annie Mackiewicz spać nie dają śmieci. Bydgoskie śmierdzą pod blokami, a toruńskie nie są dostarczane do Bydgoszczy. Prezydent Torunia, mimo umowy, złośliwie ich nie przekazuje, gdyż chce wykończyć bydgoską spalarnię śmieci. Zaraz trzeba będzie bydgoszczanom podnieść opłaty, żeby ten gigant mógł dalej funkcjonować.
Ustawa o sześciolatkach odebrała pewność siebie Iwonie Waszkiewicz. Pani wiceprezydent liczyła na dużą kasę. Na dziecko w przedszkolu państwo daje dużo mniej pieniędzy niż na ucznia pierwszej klasy. Tymczasem bydgoszczanom spodobało się, że już nie muszą swoich sześcioletnich dzieci wysyłać do szkoły.
Maria Wasiak czuje się dziwnie w towarzystwie prezydenta. Przywykła do wymieniania uwag z ekonomistami przez duże ?E?. Teraz przyszło jej wysłuchiwać przemyśleń prowincjonalnego polityka, który cieszy się jak kilkuletni chłopczyk, gdy widzi fotomontaż ze swoją podobizną na tle hali targowej z 1906 roku.
Skarbnik siedzi osowiały, bo nie dopuszczono go do głosu. Ja też żałuję. Piotr Tomaszewski tak pięknie opowiada o nadwyżce operacyjnej, dzięki której miasto może zaciągać nowe kredyty.
To nie jest wesoły autobus ani… wesoły swing.