O istnieniu Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego dowiedziałem się kilka lat temu. Jego ówczesna szefowa wysłała wtedy kontrolę na UJ, bo ktoś się ośmielił napisać pracę magisterską na temat Wałęsy.

Tak na marginesie, magistrant z Krakowa zawstydził badaczy historii najnowszej i dziennikarzy, jak Polska długa i szeroka. Książka o Wałęsie powinna zostać napisana zaraz po czerwcu 1989 roku. Wtedy żyło wielu świadków poszczególnych zdarzeń z jego życia i jeszcze nie zostaly przetrzebione archiwa w szkołach, gdzie późniejszy prezydent pobierał nauki i w przedsiębiorstwach, w których pracował nim pojechał do Gdańska.

Poza szokującą informacją o kontroli na Uniwersytecie Jagiellońskim o ministerstwie zajmującym się szkołami wyższymi więcej nie słyszałem. Aż do zeszłego tygodnia. Za sprawą tragicznych następstw imprezy na UTP w Bydgoszczy. Troje studentów nie żyje. Straciło życie w wyniku bezmyślności i nieprzestrzegania zasad bezpieczeństwa na bydgoskiej uczelni. Aktualna szefowa tego resortu zwróciła się do senatu UTP z wnioskiem o odwołanie rektora, gdyż, nie tylko jej zadaniem, nienależycie nadzoruje to, co się dzieje na uczelni.

Przyznam się do chwili słabości. Pomyślałem, że tym wnioskiem ministerstwo uzasadniło sens swojego istnienia. Ta chwila słabości szybko minęła. Nie należy powoływać nikomu niepotrzebnych instytucji tylko z powodu deficytu właściwych dla danej sytuacji zachowań.

Impreza odbyła się na UTP. Jeżeli doszło do tragedii, to rektor musi się poczuwać do odpowiedzialności. To nie on pilnował porządku na imprezie, ale to za jego milczącym przyzwoleniem impreza przebiegała tak a nie inaczej.
Gdybym ja był na jego miejscu, złożyłbym dymisję na dowód rozpaczy. Przecież troje bardzo młodych ludzi nie żyje! Straciło życie w wyniku horroru, który powstał za sprawą złej organizacji imprezy na UTP. A za to, co dzieje się na uczelni, odpowiada rektor.

Kurczowe trzymanie się stanowiska przez rektora wywołuje uczucie zażenowania u bardzo wielu bydoszczan. Co mam powiedzieć kumplom z innych miast? Oni są przekonani, że rektorzy ich uczelni zachowaliby się w takiej sytuacji całkiem inaczej.