Pierwszy tydzień lutego spędziłem z kumplami w Alpach, więc nie wiem, co się wtedy ciekawego działo w moim kochanym mieście. Ale inaczej niż śmiesznie nie mogło być, bo bydgoskie elity dbają o to, żeby wkoło było wesoło. To widać na przykładzie minionego tygodnia.
Rektor UKW nie wpuścił Stanisława Michalkiewicza na teren uczelni. Wprawdzie felietonista ?Najwyższego czasu? potrafi rozbawić słuchaczy, ale nie lepiej niż prof. Janusz Ostoja-Zagórski. Dowodzi tego każda uczelniana uroczystość, podczas której pan rektor przemawia, bo słuchacze bawią się w zgadywanie, co zostało powiedziane. Jeśli trafi się na osoby z bujną wyobraźnią, robi się odjazdowa zabawa.
Red. Michalkiewicz nie mógł odbyć spotkania ze swoimi czytelnikami na terenie UKW, gdyż dzięki prof. Ostoi-Zagórskiemu bardzo urósł w ostatnich latach prestiż uczelni. Stało się tak za przyczyną tytułu doktora honoris causa UKW, który otrzymał prezydent Bronisław Komorowski.
To wydarzenie pozwala uzmysłowić sobie jak spójną wizję rozwoju uczelni posiada jej rektor. Bydgoszcz zwraca się ku Brdzie, więc Uniwersytet Kazimierza Wielkiego musi się zwrócić ku wodzie. W marcu 2013 roku powstała na uczelni Katedra Rewitalizacji Dróg Wodnych, a miesiąc później został nadany tytuł doktora honoris causa prezydentowi RP.
Nie widać związku? Jakże nie widać! Od czasu kampanii wyborczej w 2010 roku wiadomo, że Bronisław Komorowski interesuje się hydrologią i dysponuje interesującymi przemyśleniami. Na pytanie, czy w związku z powodzią, powinny zostać przełożone wybory prezydenckie, wyjaśnił niemądrym dziennikarzom: ?W zeszłym roku powódź, w tym roku powódź, więc pewnie ludzie są już oswojeni i obyci z żywiołem. Woda ma to do siebie, że się zbiera i stanowi zagrożenie, a potem spływa do głównej rzeki i do Bałtyku?.
Stanisław Michalkiewicz napisał w 2010 roku felieton, w którym odwołał się do zniszczeń, które woda spowodowała trzy lata wcześniej: ?Wygląda na to, że nowe tysiąclecie właśnie zostało zainaugurowane nową powodzią, która przybiera tak zastraszające rozmiary przede wszystkim dlatego, że władze państwowe z tamtej powodzi nie wyciągnęły żadnych wniosków. Dotyczy to zarówno premiera Włodzimierza Cimoszewicza, którego tamta powódź spłukała z rządowego fotela, charyzmatycznego premiera Jerzego Buzka, który zadbał o wprawienie w korpus Rzeczypospolitej setek tysięcy klamek, żeby wyposzczeni działacze Solidarności i pozostałych stronnictw patriotycznych z koalicji AWS – UW mieli się gdzie uwiesić, jako że SLD i PSL zdążyły uprzednio wszystkie co do jednej klamki zająć.?
Te dwa cytaty ujawniają przepaść między sposobem myślenia osób, których słowa zostały przytoczone. Komorowski widzi człowieka jako integralną część świata natury, a sam wypowiada się jak mąż stanu, który szuka tego, co łączy, a nie tego, co dzieli. A Michalkiewicz zwyczajnie jątrzy. Organizuje polowanie na czarownice. Niszczy więzi międzyludzkie. Neguje wartość aspiracji i dążenia do wytyczonych celów. I na spotkanie z takim człowiekiem miał rektor wynająć aulę UKW?!
Nie było żadnych przeciwwskazań do udostępnienia w zeszłym roku auli UKW na spotkanie Radosława Sikorskiego ze studentami. Bo on, tak jak Komorowski, to prawdziwy mąż stanu, który szuka tego, co łączy, a nie tego, co dzieli. W minionym tygodniu były marszałek sejmu pokazał klasę i zgodził się zostać członkiem rady nadzorczej spółki miejskiej Bydgoski Park Przemysłowo-Technologiczny, za wynagrodzeniem blisko 4 tys. zł miesięcznie. Sikorski oświadczył, że pieniądze te zamierza poświęcić na stypendia dla uczniów I LO.