Andrzej Siemianowski ukończył studia magisterskie w zakresie wychowania fizycznego, specjalność nauczycielska na AWF w Gdańsku oraz wyższe studia zawodowe o specjalności biologia w WSP Bydgoszczy, a ponadto studia podyplomowe w zakresie administracji i zarządzania, a także zarządzania projektami z wykorzystaniem środków pomocowych Unii Europejskiej.

Pracował jako nauczyciel w szkole podstawowej i ponadgimnazjalnej. Od 1997 r. był dyrektorem Zespołu Szkół nr 1 w Lubiczu Górnym. Jest także radnym powiatowym, drugą kadencję pełni funkcję przewodniczącego rady.

O Andrzeju Siemianowski głośno zrobiło się w toruńskich mediach w 2010 roku, kiedy był oskarżany o wyłudzenie mieszkania z Krajowego Funduszu Mieszkaniowego.

Przedstawicielka KFM, Władysława Sadowska, prezes spółdzielni, tak relacjonowała na łamach “Gazety Pomorskiej”, konflikt z ówczesnym przewodniczącym rady powiatu toruńskiego: – Każdy, kto starał się o taki lokal, musiał wypełnić oświadczenie, że nie ma tytułu prawnego do innego mieszkania, ani takiego prawa nie ma osoba zgłoszona do wspólnego zamieszkania. Nie sprawdzaliśmy jego wniosku ze względu na dużą ilość oświadczeń, a ponadto w stosunku do osoby cieszącej się dużym autorytetem to byłoby nieeleganckie. Teraz wiemy, że kłamał, bo w tym czasie miał i ma do dziś mieszkanie w spółdzielni Na Skarpie w Toruniu.

Andrzej Siemianowski tłumaczył, także w “Gazecie Pomorskiej”, że w 2001 r., kiedy składał wniosek takiego obostrzenia jeszcze nie było: – Zgodnie z obecnymi przepisami, by otrzymać lokal z KFM, nie można mieć żadnego innego mieszkania. W 2001 r. nie można było mieć lokalu, ale na terenie tej samej miejscowości.

Prezes Spółdzielni Mieszkaniowej Lubicz wypominał na łamach “Gazety Pomorskiej” Andrzejowi Siemianowskiemu, że “lokatorzy co dwa lata powinni składać deklaracje o dochodach.”.

Andrzej Siemianowski wyjaśniał krótko: – Musiałem to jakoś przeoczyć.

Przydzielone mieszkanie zdaniem prezesa spółdzielni było w latach 2007-2009 pustostanem.

- Licznik wody przez wiele miesięcy ani nie drgnął. Dopiero od czerwca 2009 zaczęła tam mieszkać córka Siemianowskiego – twierdził na łamach “Gazety Pomorskiej” prezes spółdzielni.

Urząd Gminy i Spółdzielnia Mieszkaniowa Lubicz domagały się od radnego rezygnacji z mieszkania. Andrzej Siemoniak nie zrezygnował i jest nadal posiadaczem mieszkania dofinansowanego przez KFM.

- To był spór personalny – twierdzi dziś Andrzej Siemianowski. – Walczyłem o obniżkę czynszów dla ludzi. Władze spółdzielni chciały się na mnie zemścić. Dziś mieszka w tym mieszkaniu moja córka z wnukami.