Przebieg sesji absolutoryjnej przypomina swoisty rytuał. Radni koalicji rządzącej miastem chwalą, radni opozycyjni ganią. Wykonanie budżetu jest na dalszym planie.

Udzielanie prezydentowi absolutorium w większości miast staje się okazją do wymiany ciosów między „obozem władzy” a opozycją. Pod tym względem Bydgoszcz nie odbiega od normy. Jednak pod względem sposobu argumentowania bydgoscy samorządowcy różnią się zasadniczo od swoich kolegów w innych miastach.

Nasze miasto charakteryzuje  po prostu kumulacja nietypowości, o czym najlepiej świadczy fakt, że stery dzierży były nawigator morski, procesem narodzin prawa miejscowego kieruje znany ginekolog - położnik, a do radnych z najdłuższym stażem należy literat, którego interpelacje obecny prezydent wydał drukiem, a broszurę zatytułował „Samorządowa poezja interpelacyjna”. Może za tym przykładem coraz więcej radnych stara się ozdabiać metaforami  swoje wystąpienia. Skarbnik miasta też jest nietypowy, o innych pełniących wysokie funkcje  pracownikach ratusza nie wspominając.

Społecznościowy skarbnik

Piotra Tomaszewskiego trudno  sobie wyobrazić ślęczącego nad słupkami, natomiast jak ryba w wodzie czuje się  podczas publicznych wystąpień. Jest też aktywny na Facebooku. 20 czerwca dokonał wpisu na swoim profilu:  „Jutro po Sesji Rady Miasta pozwolę sobie na swobodne omówienie ekonomiczno finansowych koncepcji, które niewątpliwie pojawią się podczas różnych wypowiedzi w trakcie Sesji..... Do usłyszenia”. Znaczy się, bardziej niż z radnymi i mieszkańcami, którzy śledzą przebieg sesji w Internecie, woli dzielić się swoimi spostrzeżeniami z fejsbukowiczami.

Składając następnego  dnia sprawozdanie z wykonania budżetu, oszczędził słuchaczom nudnego wywodu, za to dał im zadanie domowe do wykonania: - Należy sobie zadać pytanie: dlaczego należy być zadowolonym z finansów miasta i dlaczego budżet za poprzedni rok to jest coś, co powinno budzić dumę mieszkańców, dumę z władz miasta i dumę z rady miasta.

O papierowych sukcesach bez jadu politycznego

Przewodniczący opozycyjnego klubu rannych PiS jako wieloletni działacz związkowy wprawiony jest  głównie w działaniach interwencyjnych. Wie jednak, że w nowej roli  nie powinien używać języka związkowego. Występując podczas sesji absolutoryjnej, Mirosław Jamroży obiecał: „Nie będę uprawiał jadu politycznego”, a po tym wstępie nadal używał języka metaforycznego i odniósł się do „papierowych sukcesów” prezydenta Rafała Bruskiego. Zapytał m.in., jakie są jego zasługi w tym, że wzrosły  wpływy do  kasy miejskiej  z tytułu podatków PIT i CIT albo o 140 mln zł z tytułu zleceń państwa. - Ale niewątpliwie zasługą pana prezydenta jest to, że wzrosły podatki od nieruchomości o 8,5 mln zł - zakpił przewodniczący klubu PiS.

Bydgoszcz lśni blaskiem coraz bardziej lśniący

W to, że klub radnych PO  będzie głosował za udzieleniem prezydentowi Bruskiemu absolutorium, nikt nie wątpił. Radnemu Jakubowi Mikołajczakowi nie udało się jednak utworzyć zgrabnych przenośni, kiedy przemawiał w imieniu klubu i wyliczał osiągnięcia prezydenta. Mimo że bardzo się starał, wyszedł mu tylko pleonazm: -  Bydgoszcz lśni blaskiem i ten blask jest każdego dnia bardziej widoczny i bardziej lśniący.

Warto jednak docenić intencje. Może w przyszłym roku będzie lepiej.

Zbyt ładnie opakowany cukierek

Jan Szopiński, występując w imieniu koalicyjnego klubu SLD Lewica Razem, ocenił, że wystąpienie Piotra Tomaszewskiego  było „znakomite  propagandowo”, ale ze sprawozdania finansowego skarbnika nie można się dowiedzieć, jakie były powody niezrealizowania dużej części zaplanowanych na miniony rok inwestycji.

- Czy jest to efekt braku właściwego zarządzania, czy jest to efekt błędów projektowych, czy jest to efekt braku środków - chciał się dowiedzieć Jan Szopiński, a następnie przeszedł od niezrealizowanych inwestycji do gospodarki opadami.

- Powiedział pan w kwestii śmieci, że środki wchodzą i wychodzą. No tak. To się panu zgadza na stronie 360, ale na stronie 507 już się nie zgadza, bo tam drobnym drukiem dopisał pan, że miało być 82 a jest 79, więc trzeba dopłacić - zarzucił skarbnikowi wiceprzewodniczący rady miasta.

Interesowało go też, czy Piotr Tomaszewski jest zadowolony z liczby korekt, które były do budżetu wprowadzone. Korekty są uzasadnione, jeśli wpływają dodatkowe pieniądze do budżetu, pozostałe są nieuzasadnione. Tymczasem w trakcie roku autopoprawka goniła autopoprawkę podczas sesji rady miasta. – W związku z tym ja aż taki zadowolony z tego opakowanego cukierka na pana miejscu bym nie był -  stwierdził Jan Szopiński.

Rozbawiło go, że w rozdziale „Ważne ulice” skarbnik wpisał ulicę Eskulapa. - Dowcipnie pan nas potraktował - ocenił radny SLD, według którego wielu bydgoszczan nie wie, gdzie taka ulica się znajduje.

- Panie skarbniku zaprezentował pan dobry towar, ale towar, który nie wymaga aż takiej propagandy sukcesu z pana strony i aż tak dobrego opakowania - uznał w konkluzji wiceprzewodniczący rady miasta.

Jego opinia bardzo przypadła do gustu  Stefanowi Pastuszewskiemu. - Faktycznie, pan skarbnik puścił taki balon propagandowy, takiego zeppelina, który leci nad Bydgoszczą, a mieszkańcy mają się cieszyć, bo są ładne hasła - uzupełnił wypowiedź Jana Szopińskiego radny - poeta.    

Proza życia

Po wystąpieniach klubowych przyszła kolej na jedynego bydgoskiego radnego niezrzeszonego, którego nikt nie podejrzewa o skłonność do wyrażania myśli w sposób metaforyczny. - Jak zwykle klub PO jest zachwycony z tego, że pan prezydent nie zrealizował połowy zapowiadanych na 2016 rok inwestycji - wygarnął, prosto z mostu, Bogdan Dzakanowski.

Zarzucił też prezydentowi, że nie realizuje uchwały, zgodnie z którą powinien co najmniej 35 mln zł rocznie przeznaczać na budowę dróg osiedlowych. Tymczasem zaplanował na 2016 niecałe 9 mln zł na utwardzenie gruntówek. - A i to zadanie zostało wykonane w zaledwie w 28 procentach - ustalił radny niezależny.

Te wszystkie wypowiedzi nie miały najmniejszego znacznie dla wyników głosowania. Przed sesją było wiadomo, że prezydent uzyska absolutorium.