Wczoraj krótko przed północą policję w Nakle nad Notecią zaalarmowała mieszkanka Anielin (gm. Sadki) o niezabezpieczonym przejeździe kolejowym. Wzburzona kobieta poinformowała, że jechała autem przez przejazd kolejowy w Anielinach. Choć zauważyła nadjeżdżający pociąg, zapory były otwarte. Maszynista składu, sygnałami dźwiękowymi ostrzegł ją przed niebezpieczeństwem. Kobieta zdążyła zatrzymać się przed przejazdem. Wobec złamania procedur obsługa pociągu, który zatrzymał się na pobliskiej stacji podjęła czynności sprawdzające, dlaczego bariery były otwarte. Okazało się, że dróżnik nie opuścił on rogatek, mimo że był w pracy.

Funkcjonariusze sprawdzili stan trzeźwości mężczyzny. Alkotest wykazał w jego organizmie 0,08 promila alkoholu. Mieszkaniec Mroczy został zatrzymany i osadzony w policyjnym areszcie. Pobrano od niego krew do dalszych badań.
- 51-latek jeszcze dzisiaj zostanie przesłuchany i wszystko wskazuje na to, że usłyszy zarzut nieumyślnego sprowadzenia bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu lądowym. Za przestępstwo to kodeks karny przewiduje karę pozbawienia wolności do lat 3 – informuje mł. asp. Justyna Andrzejewska, oficer prasowy KPP Nakło nad Notecią.

Niezamknięcie rogatek na przejeździe w Anielinach skomentował Mirosław Siemieniec, rzecznik prasowy PKP Polskie Linie Kolejowe S.A. – Pracownik został natychmiast odsunięty od pełnienia czynności związanych z ruchem pociągów. Dróżnik miał właściwe przygotowanie do pełnienia obowiązków i dodatkowe szkolenia. Dla PKP Polskich Linii Kolejowych S.A. bezpieczeństwo jest priorytetem, dlatego sprawa zostanie dokładnie wyjaśniona. Niewłaściwe zachowanie na posterunku oznacza konsekwencje służbowe. Zmiana pracowników na posterunku przeprowadzona była bardzo szybko, dlatego zdarzenie nie miało wpływu na kursowanie pociągów – zapewnił Mirosław Siemieniec.