Po powrocie z nart sprawdziłem, co ciekawego działo się w mieście w czasie mojej nieobecności. Najciekawsze zdarzenia miały miejsce 8 lutego. Tego dnia ukazały się w dwóch gazetach lokalnych artykuły na temat nowego samochodu wojewody. Ciężko było zajarzyć, dlaczego tego samego dnia dwie gazety podjęły akurat ten sam temat, na dodatek mocno przestarzały, bo nowy volkswagen pojawił się przed Urzędem Wojewódzkim dwa miesiące wcześniej.
Sprawa się wyjaśniła, gdy sprawdziłem, do kogo należą oba tytuły. Zarówno ?Gazeta Pomorska?, jak i ?Express Bydgoski? są własnością niemieckiego koncernu wydawniczego Verlagsgruppe Passau. Artykuły na temat nowego auta wojewody ukazały się 8 lutego, a dzień wcześniej złożyła wizytę w naszym kraju kanclerz Angela Merkel.
Czy wychodzące w Bydgoszczy gazety będące własnością Niemców zostały wykorzystane do politycznej rozgrywki? Jaki był cel publikacji na temat wozu wojewody? Przychodzą mi do głowy różne odpowiedzi na to pytanie.
Wprzódy interpretacja zakładająca dobrą wolę strony niemieckiej. Publikacje w ?Gazecie Pomorskiej? i ?Expressie Bydgoskim? miały uświadomić czytelnikom, jak daleko jest jeszcze Polsce do rozwiniętych krajów. Nie do pomyślenia jest w Niemczech, żeby tak wysokiej rangi urzędnik jak wojewoda, reprezentant rządu w terenie, jeździł ciągle wymagającym napraw dziesięcioletnim samochodem z pół mln km przebiegu na liczniku.
Ale nie wykluczam, że cel publikacji był inny. Może chodziło o pokazanie możliwości, jakie daje posiadanie mediów w Polsce. Do Niemców należą największe gazety regionalne i takie potęgi medialne, jak gazeta ?Fakt?, radio RMF FM czy portal Onet. A z czwartą władzą trzeba się liczyć.
Drugie wydarzenie też pokazuje rolę czwartej władzy. 8 lutego ukazała się w mediach relacja z nieprzyjemnego zdarzenia, do którego doszło w Fordonie. To był pokaz tego, czym jest bydgoska kultura w wydaniu urzędniczym (Miejskie Centrum Kultury) i groteskowym (Obywatelska Rada Kultura). Bez przekazu medialnego ludzie nie dowiedzieliby się, jak wygląda umiejętność kulturalnego i empatycznego postępowania.
Wydawało się ekipie związanej z krzewieniem kultury w Bydgoszczy (MCK i ORA), że po likwidacji gimnazjów łatwą zdobyczą będzie budynek szkolny przy ul. Gawędy. Iluzja ta była spowodowana życiem w oderwaniu od problemów bydgoszczan. Związanej z krzewieniem kultury w Bydgoszczy ekipy nie interesowało, że mieszkańcy (tak rodzice uczniów, jak nauczyciele) nie godzą się na przeniesienie podstawówki z budynku przy ul. Gawędy.
Ludzie ?krzewiący kulturę? (MCK i ORA) dostali po nosie, czego się nie spodziewali, mając za sobą poparcie władz miasta. Pojechali na bezczela do Fordonu, żeby obejrzeć budynek, w którym, jak byli przekonani, wkrótce zostanie otwarta filia MCK. Natomiast fordoniacy sądzili, że ludzie ?krzewiący kulturę? przybędą po to, żeby z nimi skonsultować pomysł utworzenia centrum kultury w tym miejscu.
Ludzi rozwścieczyło, że ekipa Marzeny Matowskiej w towarzystwie przedstawicieli ORA przyjechała do szkoły przy ul. Gawędy nie po to, żeby z nimi dyskutować, ale żeby dokonać wizji lokalnej. Na szczęście, byli na miejscu dziennikarze i opisali całą sytuację. A ratusz, żeby wyjść z twarzą po tym falstarcie, ogłosił, że fordońskie dzieci nadal będą się mogły uczyć w budynku przy ul. Gawędy.
Czy tak by się stało, gdyby nie media? Rola czwartej władzy jest nie do przecenienia.