Miły jubileuszowy pretekst
Jędrzej Prusak i Andrzej Tasarek to muzycy legendarnych bydgoskich Nietoperzy, ale przede wszystkim przyjaciele od zawsze, kiedyś sąsiedzi, z płotem co łączył, a nie dzielił. Przyjaźni nie naruszył upływ czasu, ani też kilka granic państwowych. Jędrek od 1969 roku na stałe w Finlandii, ale 2 marca, każdego roku wraz z rodziną, obowiązkowo w rodzinnym mieście, na urodzinach mamy Andrzeja.
Pani Alfreda Tasarek jest Jubilatką wyjątkową. W tym roku ukończyła 103 lata. Dołączam się z życzeniami zdrowia w imieniu wszystkich przyjaciół jej syna Andrzeja. Dziękuję również za to, że właśnie Jubileusze Pani Alfredy stały się od kilku lat miłymi pretekstami do spotkań i muzykowania. No bo wiadomo, jeśli z Finlandii przyjeżdża Jędrek Prusak, to musi być granie!
Skrzypek na księżycu
Andrzej Tasarek, co prawda próbował przekornie i filuternie wmówić publiczności, że to nie będzie koncert, ale ta teza nie miała szansy na realizację! Jak to nie koncert, jeśli na estradzie w gotowości muzycznej gitarzyści Andrzej Morawski i Heniu Kujawa, nasz dobry holenderski znajomy Ton van Oort na saksofonie, Paweł Wiśniewski za klawiaturą, Weronika Tasarek muskająca werbelek i jej tata Andrzej na gitarze basowej. Leszek Mulorz, trębacz znakomity, który dołączył do kolegów nieco zdyszany, na perkusji dawno nie widziany w akcji Janusz Baj (prawie specjalnie z Lubeki z żoną Barbarą). Gospodarz klubu Javuz Kivaner dyskretnie doglądał na swoim operatorskim stanowisku, aby to wszystko i grało, i brzmiało…
Oczywiście, na koniec o muzycznej gwieździe wieczoru. Jędrek Prusak lubi i umie zaskakiwać! Jego wejście ze skrzypeczkami, zaciekawiło, skupiło uwagę. Wyglądało to tak w teksańskim stylu, ale to tylko pozór. Brzmienie całej kapeli było bowiem w dobrym paryskim, przedwojennym stylu! To właśnie duch Django Reinhardta unosił się w pomieszczeniu, przemykając obok portretów Elli Fitzgerald i Satchmo Armstronga. “Blue Moon” w wydłużonej, improwizowanej wersji trudno zapomnieć, a skrzypka i ich partię w tej kompozycji w szczególności. Na tym instrumencie grywał kiedyś Alfred Tasarek, ojciec Andrzeja!
Długi finisz
To wszystko jednak, co nie tylko wzrusza, ale i burzy krew, wydarzyło się w ostatniej godzinie. Muzycy chwilami wymieniali się na estradzie. Na gitarze basowej przez pewien czas zagrał, znany wirtuoz Eugeniusz Posadzy.
Najważniejsza roszada nastąpiła za klawiaturą. Kiedy za fortepianem rozgościł się Jędrek Prusak, było wiadomo, że temperatura musi wzrosnąć!
Wszyscy wiedzą, że Jędrek to estradowe zwierzę i tak było i tym razem. “Hallelujah I Love Her So” i “Unchain My Heart”. Te kawałki Raya Charlesa potrafią i rozgrzać, i rozkołysać, a i są szkołą rytmicznego przyklaskiwania. W tej części kawał wokalnego talentu pokazał Adam Wieczorek, szczególnie w polskojęzycznej wersji “Watermelon Man”. Na końcówkę tego utworu poproszony został o współudział Leszek Agaciński (kiedyś w grupie Temperamenty).
Leszek, jak to mówią, potrafi ryknąć, chociaż skromność i brak wiary w swoje dawne i obecne możliwości, nadal go mocno paraliżuje i ogranicza. W utworze “Niedziela będzie dla nas” rozgrzał się już całkiem, całkiem! Duet wokalny Adam i Leszek chyba nas w przyszłości nieraz zaskoczy, jak sądzę!
Jędrek Prusak zaśpiewał również nieco publicystycznie, czy delikatnie prześmiewczo, w utworach “Rzeka” i “San Escobar”, tak jakby dla uzupełnienia swojego artystycznego obrazu, a może i wewnętrznej potrzeby.
Do zobaczenia
Wieczory takie jak ten, 6 marca 2017 roku, zawsze rodzą pytania. Kiedy następne spotkanie, gdzie? Ważna jest ta potrzeba radosnego obcowania z muzyką, chociaż trudno coś zadekretować, postanowić na mur. Może takie nie powodujące przesytu, urocze, niespodziewane mityngi mają w sobie to coś?
Warto odnotować również, że na sali obecni byli i ci, którzy nie pokazali się na estradzie, ale zapewne uczynią to w przyszłości. Krzysztof Drobniewski (kiedyś gitarzysta Nietoperzy), Kuba Pacanowski (kiedyś basista Płonącego Krzewu Dzikiej Róży i grupy Magic), Tolek Dudziński (świetny w roli Elvisa i nie tylko), Łukasz Wołoszczak (kiedyś gitarzysta grupy Hans Jorg, miłośnik Beatlesów i całej klasyki rockowej). Wymienieni, to muzycy różnych generacji, ale zakochani w klasyce muzyki rozrywkowej bez reszty.
Czekajmy więc na kolejny, miły pretekst, poryw indywidualnego lub zbiorowego entuzjazmu, który zaowocuje następnym magicznym wieczorem w ElJazzie, Klubie Park, czy innym miejscu…
Zbigniew Michalski