W wyniku ministerialnej decyzji w lipcu na rynek dodatkowo trafi około 130 tys. ton benzyn silnikowych i oleju napędowego. Tymczasem dzienne zużycie paliwa w Polsce to 45 tys. ton. Eksperci przewidują, że interwencja ministerstwa to kropla w całym wakacyjnym zapotrzebowaniu na paliwa. Zwłaszcza Polska Izba Paliw Płynnych wszczęła akcję pod tytułem ?Sprawdzam?, mającą unaocznić, ile podatków w każdym litrze paliwa. Okazuje się, że dzisiaj cena surowca i marża rafinerii stanowi ok. 46 proc. ceny paliwa, reszta to akcyza, podatek VAT, opłata paliwowa, koszty transportu, koszty pośrednie, i jak oblicza Izba, uwzględniając 7% ukrytych podatków, obciążenia fiskalne to już ponad 50% ceny tankowanego paliwa.

W tej sytuacji decyzja w sprawie uwolnienia zapasów ropy naftowej, nie rozwiązuje problemu drogich paliw. W niedługim czasie państwa zrzeszone w Międzynarodowej Agencji Energetyczne będą musiały uzupełnić obowiązkowe zapasy ropy naftowej i cena wróci do poprzedniego poziomu. Dodatkowo, od 1 stycznia 2012 roku, zgodnie z dyrektywą Unii Europejskiej 2003/96/WE, kończą się okresy przejściowe związane ze stosowaniem minimalnego podatku akcyzowego na olej napędowy.

Trudno też zachować optymizm, mając na uwadze słabnącą nie tylko w stosunku do szwajcarskiego franka, ale do euro i dolara, pozycję złotówki. Zatem w wakacje taniej nie będzie, może być tylko drożej. Według danych Eurostatu, za jeden dzień pracy przeciętny Polak może kupić 38 litrów paliwa, podczas gdy Europejczyk 86 litrów.