Radni Prawa i Sprawiedliwości zorganizowali konferencję prasową, na którą oprócz dziennikarzy zaprosili skrzywdzonych przez miasto mieszkańców.
- Kiedy rząd wychodzi naprzeciwko ludziom - odczuwalnym elementem działalności rządu było 500+ - to w tym samym czasie, żeby ludziom nie było za dobrze, rada miasta głosami PO i SLD, a właściwie PO, bo SLD było w tej kwestii podzielone, podwyższyła opłaty za bursy dla dzieci - powiedział na wstępie konferencji na Starym Rynku radny Krystian Frelichowski. Porównał też podwyżki rządowe i bydgoskie. Rząd podwyższa stawkę godzinową, pensję najniższą, a miasto czynsze w mieszkaniach komunalnych i lokalach użytkowych. Przypomniał, że w przypadku czynszów mamy do czynienia z podwyżką kroczącą, czyli systematycznym wzrostem ceny za metr kw. W roku 2012 było to 5,30 zł, a obecna stawka wynosi 10,80 zł.
- Jakby tego było mało, rosną czynsze dzierżawne, które dotykają właścicieli małych sklepów. Dotyczy to również ogródków działkowych - kontynuował wyliczanie radny Prawa i Sprawiedliwości, stwierdzając w konkluzji, że miasto zabiera ludziom to, co dał im rząd. W jego przekonaniu, jest to działanie świadome, żeby ludziom żyło się gorzej, bo wtedy winą obarczą partię rządzącą w kraju.
- Prezydent destabilizuje rozwój przedsiębiorczości w naszym mieście - zarzuciła Rafałowi Bruskiemu radna Grażyna Szabelska, przestrzegając, że takie będą konsekwencje wysokich (od 100-400%) podwyżek opłaty za dzierżawę gruntów miejskich.
- Część przedsiębiorców po prostu tego nie wytrzyma, będą musieli zamknąć swoją działalność. Czy to będzie korzyść dla miasta? Panie prezydencie! Czasem bardziej się opłaca być hojnym niż chytrym! – zwróciła się do nieobecnego prezydenta Bydgoszczy dr Szabelska.
Przedstawiciele klubu radnych PiS zaapelowali do prezydenta o „zamrożenie podwyżki dzierżawy gruntów”, która mocno uderzy w bydgoskich przedsiębiorców i „zamrożenie podwyżek” w lokalach użytkowych.
Wdzięczni radnym za podjęcie próby powstrzymania kolejnych podwyżek są drobni bydgoscy przedsiębiorcy. Właściciel sklepu na Kapuściskach, który stoi na gruncie miejskim, przypomniał, że musi płacić nie tylko czynsz dzierżawny (wzrósł w tym roku o 100% z 450 na 900 zł miesięcznie), ale także podatek od nieruchomości, za wywóz śmieci i jeszcze ZUS. - To nas po prosu zabija - stwierdził bydgoski sklepikarz.