Członkowie bydgoskiej Wolności protestowali dzisiaj przed otwartymi drzwiami Zielonych Arkad przeciw ustawie o ograniczeniu handlu w niedzielę.
W pierwszą niedzielę, kiedy zaczął obowiązywać zakaz handlu w niedzielę, głównie w galeriach handlowych, członkowie bydgoskiej Wolności zorganizowali konferencję prasową przed wejściem do Zielonych Arkad. - Zakaz jest tylko z nazwy, bo drzwi do galerii są otwarte. W czym pracownicy galerii, stacji benzynowych, małych sklepików, restauracji są gorsi od pracowników galerii czy butików? To hipokryzja ze strony rządzących, że pracownicy nie są równo traktowani, a zakaz traktuje się wybiórczo. Jednym daje się możliwość pracy, innym zakazuje - powiedział Seweryn Stadnicki. Prezes Oddziału Bydgoskiego Wolności określił ustawę zakazującą handel w niedzielę jako kolejny uchwalony przez sejm bubel prawny. - Przepisy będą omijane i wykorzystywane wbrew woli rządzących - stwierdził Stadnicki.
Konrad Biruta ocenił wartość aksjologiczną nowego prawa. - Podobno ma charakter chrześcijański, a będzie zniechęcać ludzi do Kościoła, ponieważ obywatele zaczynają się czuć jak popychadła. Wypycha się ludzi do kościoła i wypycha z ogólnego życia. Jest to ustawa, która pozbawia nas kolejnej cząstki wolności i godności - wskazywał Biruta.
- Po raz kolejny rządzący pokazali, że uważają się za kogoś, kto wie lepiej od obywateli, pracodawców i pracowników, kiedy można pracować, a kiedy nie. Nie wszyscy uważają niedzielę za dzień obowiązkowy do odpoczywania. Są studenci, którzy studiują od poniedziałku do piątku, a weekend to jest jedyny okres, w którym mogą zarobić, by się utrzymać - wskazywał członek bydgoskiej Wolności Tomasz Bethke. - Apelujemy, żeby każdy, i pracodawca, i pracownik, mógł decydować sam o sobie, kiedy może pracować, a kiedy nie i żeby państwo nie musiało wszystkich uszczęśliwiać na siłę - dodał Bethke.
Grzegorz Ciechanowski, wiceprezes okręgu Wolności zwrócił uwagę na to, że ustawa miała ułatwić życie pracownika, a w rzeczywistości je skomplikowała. - Pracownicy, którzy do tej pory pracowali w niedzielę, będą musieli pracować w sobotę do późnych godzin wieczornych, a w poniedziałek zaczynać pracę 15 minut po północy. Z jednej strony to jest dobrze, bo w ten sposób właściciele sieci handlowych uniknęli konieczności zwalniania ludzi, dla których po prostu w związku z wypadnięciem jednego dnia handlowego, nie byłoby już pracy - mówił Ciechanowski, dodając, że ustawa nierówno traktuje pracowników różnych branż i z tego powodu jej konstytucyjność jest wątpliwa.
Wiceprezes Ciechanowski powołał się na przykład Węgier. - Węgry po roku obowiązywania podobnych rozwiązań, wycofały się z nich. Liczymy na zdrowy rozsądek rządu, że pójdzie za przykładem naszych bratanków i także po niedługim czasie wycofa się ze swojego pomysłu zakazu handlu. Inaczej będzie musiał go wiecznie reformować i dodawać kolejne, niekończące się poprawki – zakończył konferencję Grzegorz Ciechanowski.


Fot. Jacek Nowacki