Juruś

? Zobacz, nic się nie zmieniło.
? Ta sama kanapa, tylko bardziej zabrudzona. Klei się, aż czarno?
? Jurek nie przykłada wagi do drobiazgów. Wiesz jaki on jest.
? To twoja wina. Zawsze go rozpieszczałaś. Wszystko za niego robiłaś?
Staromodnie ubrani, mężczyzna i kobieta, bezszelestnie przemieszczali się po mieszkaniu. Blada księżycowa poświata, przesłonięta przez jesienną mgiełkę, uniemożliwiała spojrzenie w ich twarze. Były jakby wielkie cienie, płaskie, bardziej czarne niż szare.
? Jedno co się zmieniło, to kuchnia?Zobacz, nowy zlew, gazowa plata, jakieś szafki.
? Ale bałagan taki jak zawsze. Ten chleb podsmażany na patelni chyba już zjełczał.
? Poczekaj. Zaraz go usunę.
? I patelnię wypucujesz jak bykowi jaja?
? Wypucuję. Po coś tu w końcu przyszłam.
? Chyba nie po to?? zaprzeczył mężczyzna.
? Ale to też mogę przy okazji zrobić ? upierała się kobieta, wrzucając nasiąkniętą olejem kromkę do kubła na śmieci i szukając czajnika, aby podgrzać wodę do wymycia patelni.
? Nie trzeba ? pospieszył z wyjaśnieniem mężczyzna. ? Odkręć ten czerwony kurek.
? Ciepła woda? ? zdziwiła się radośnie kobieta. ? To już on wody nie musi podgrzewać?
To ci ułatwienie! ? zawołała z radością.
? Ale on z tego nie korzysta. Myśli, że się samo zrobi. Nawet kurka z ciepłą wodą nie chce mu się odkręcić.
? Zaraz się zrobi. Obudzi się rano i zdziwi się, że jest zrobione ? kobieta wciąż była podniecona.
? Nie zauważy. Wielki pisarz?? w głosie mężczyzny kryła się nuta ni to kpiny ni to podziwu. Stosunki między ojcami i synami nie są jednoznaczne.

? Ale tego krzyżyka nad drzwiami nie zdjął ? ucieszyła się matka.
? Chyba jeszcze nie zauważył ? kontynuował ojciec. ? Chodź, zobaczymy, co w pokojach?
? No widzisz ? dodał po chwili tonem gorzkiego triumfu. ? Nie ma ani Matki Bożej Ostrobramskiej ani Serca Jezusowego. To, że zdjął Świętą Rodzinę znad twojej kanapy, rozumiem. Kicz. Mnie też się nie podobała, szczególnie ta kabotyńska łagodność, wręcz szczęśliwość na twarzy Świętego Józefa. Trzyma w ręku strug, widać, ze przed chwilą ciężko pracował, na twarzy krople potu, a tu taki wyraz szczęścia! Fałsz. Zmęczony mężczyzna to po prostu zły mężczyzna, a nie jakiś tam anioł. Chyba, że go kobieta rozładuje, bo wiele kochających kobiet traktuje sex jako placebo na stres u mężczyzn. Nie chcą w danej chwili się kochać, a się kochają. Wyższa szkoła miłości? Ale tam, w tej Ziemi Świętej, jak wiesz tego nie było. Najwyższa szkoła. Uniwersytet?
- Ale zdjął te obrazy niedawno. Jeszcze są ślady ? spieszyła ze zmianą tematu, a zarazem z obroną Jurusia, matka.
Rzeczywiście, nawet w bladym księżycowym oświetleniu widać było mniej wyblakłe prostokąty po zdjętych obrazach.
- Dawno, nie dawno? Na pewno dawno nie było tu remontu. Może nawet od naszych czasów ? ojciec był tej nocy wyjątkowo trzeźwym realistą, gorzkim nawet. Jak za tamtych lat. ? Nie pamiętam jakie tapety myśmy mieli. Chyba jednak te?
? Chodźmy do małego pokoju. On tam zawsze spał ? zaproponowała kobieta.
? Dzisiaj nie. Śpi w średnim. On śpi tam, gdzie może zasnąć.
? Skoro my to wiemy, to po co tu jesteśmy?
? Nie dla siebie, ale dla niego.
? To chodźmy do niego. Przecież nie obrazy przyszliśmy oglądać.

? Widzę was cały czas i słyszę ? odezwał się, leżący na kanapie w rogu i przykryty jakąś derką mężczyzna.
Jego siwe, dawno nie myte włosy, rozsiane w formie strąków rozkładały się na przetłuszczonej, zszarzałej poduszcze. Przypominały promienie słońca na którymś z tych zdjętych, kiczowatych, jak mówił ojciec, obrazów.
? Jak ci jest, syneczku? ? zakwiliła matka.
? Podle ? mrukliwie odparł leżący.
? Szkoda ? zupełnie bez sensu powiedział ojciec.
Zawsze w trudnych sytuacjach gadał bez sensu, albo zacinał się, czyli jak mówią Rosjanie, szukał słów w kieszeni.
? To wasza wina ? powiedział syn, lecz po chwili ciężkiego milczenia, które po tych słowach zaległo pomieszczenie, odezwał się nieco bardziej pojednawczo:
? Może nie do końca wasza, ale tak się złożyło.
Ojciec, niegłupi przecież, bo drukarz z zawodu, znalazł już w kieszeni odpowiednie słowa:
? Mama nie mogła mieć więcej dzieci.
? Mówię, że tak się złożyło ? Jurek wyraźnie chciał zakończyć ten wątek.
? Nie chcemy ci, Juruś, niczego radzić. Ustawiać ci życia, ale?? włączyła się matka.
? Nawet gdybyście chcieli, to i tak bez sensu. Mam prawie sześćdziesiąt lat i nic już nie da się zmienić ? wybuchnął Juruś.
? Przepraszamy cię.
? To też nie ma najmniejszego sensu. Sześćdziesiąt lat?? mruczał Juruś, poprawiając spadającą na podłogę, sztywną od brudu, kapę.
? Ale kołdrę mógłbyś z kanapy wyjąć. Kto to widział spać pod kapą? ? wkroczyła na grunt praktyczny, a wręcz znacznie bezpieczniejszy, matka.
? Nikt nie widzi. Tu nikt mnie nie widzi! Jestem sam jak kołek. Czy mama to rozumie?! ? zdenerwował się syn, waląc niczym maluch rytmicznie nogami aż kanapa dudniła.
? Jakoś to będzie ? ojciec znów nie mógł znaleźć słów w kieszeni.
Juruś, widać wciąż jeszcze kochający swoich rodziców, bo to naprawdę było kiedyś kochane, choć czasem nieznośne jak to jedynak, dziecko, też zmienił temat.
? Wiele razy was widziałem, ale nigdy nic nie mówiliście. Umarłych widać, ale nie słychać ? powiedział odkrywczo, znajdując jako rasowy pisarz nowy obszar tematyczny. ? Co się stało?
? Mamy specjalny przywilej.
? Ze względu na ciebie, synku.
? Ze względu na mnie? ? zdziwił się pisarz, znów tracąc entuzjazm. ? Na mnie szkoda zachodu.
? No to już pójdziemy? Z Bogiem, synku.
? Z Bogiem ? zdziwił się synek. ? Ja tu żadnego Boga nie widzę.
? A my?
? Wy? Wy byliście, to i jesteście. A On?
? On Jest. Uwierz, synku, On Jest!
? Zawsze wam wierzyłem i co z tego mam ?? mruknął stary, prawie sześćdziesięcioletni mężczyzna i znów zapadł w otchłań białego, niczym gęsta jesienna mgła za oknem, snu.