Od czasu do czasu wydostaje się na miasto wiadomość, że kolejny pracownik bydgoskiego oddziału TVP wygrał proces i trzeba mu wypłacić pieniądze. Nasze pieniądze. Pieniądze z abonamentu, które nie powinny być marnowane na procesy, odszkodowania i koszty sądowe.

W 2006 roku pracę w bydgoskim oddziale TVP stracił Piotr Woźniak. Pracował w nim od 1995 roku, od 2003 zajmował stanowisko kierownicze, był szefem sekcji reklamy.

- Maciej Grześkowiak zawołał mnie go gabinetu i powiedział bez ogródek, że zamierza na tym stanowisku zatrudnić swojego kolegę, Mariusza Krupę ? wyznał Piotr Woźniak. ? Miałem dobrowolnie zgodzić się na degradację.

Woźniak się nie zgodził, więc otrzymał? dyscyplinarne zwolnienie z pracy. Poszedł wówczas do radcy prawnego telewizji bydgoskiej, Jadwigi Grzegorek, z wydrukiem orzeczenia Sądu Najwyższego w bliźniaczej niemal sprawie, z którego wynikało, że bez trudu wygra z pracodawcą w Sądzie Pracy. Wyśmiała go.

Prawniczka naraziła firmę na porutę. Woźniak wygrał już na pierwszej rozprawie. Sąd Pracy, uznając zwolnienie z art. 52 za bezzasadne, przytoczył fragmenty orzeczenia Sądu Najwyższego, tego samego, na które nie zechciała zerknąć Jadwiga Grzegorek.

Zwolniony dyscyplinarnie pracownik został przywrócony do pracy w oddziale TVP Bydgoszcz i wkrótce otrzymał ?normalne? wypowiedzenie. Ponownie udał się do Sądu Pracy. Postępowanie w jego sprawie jeszcze się nie skończyło. Telewizja odwołała się do sądu II instancji.

W 2008 roku pracę w bydgoskim ośrodku TVP stracił Kajetan Soliński. Zgrzeszył tym, że wypowiadał się z uznaniem o swoim poprzednim szefie, Piotrze Woźniaku, i wykonywanej przez niego pracy. – O godzinie 11.00 otrzymałem wypowiedzenie umowy zawartej pomiędzy mną a telewizją, a do 15.00 miałem się wynieść z budynku przy Kujawskiej – opowiada o okolicznościach zwolnienia.

Kajetan Soliński nie mógł się odwołać do Sądu Pracy, gdyż nie był pracownikiem oddziału TVP Bydgoszcz. Telewizję wiązała umowa zawarta z nim jako firmą, zarejestrował bowiem własną działalność gospodarczą. Udał się do więc do Sądu Gospodarczego, wyrok I instancji zapadł w 2010 r. Sąd przyznał mu rację w stu procentach. TVB odwołała się do II instancji, gdzie również przegrała. W 2011 r. zapadł prawomocny wyrok, nakazujący wypłatę odszkodowania oraz kosztów procesowych, powiększonych jeszcze o koszty postępowania odwoławczego.

- Kiedy w 2009 roku dyrektorem został Pietraszak, z którym znamy się z czasu, kiedy razem pracowaliśmy w TVB, zadzwoniłem do niego, żeby doprowadzić do polubownego rozstrzygnięcia. Powiedział, że musi się zapoznać ze sprawą, ale gdy później telefonowałem, był już dla mnie niedostępny – relacjonuje Kajetan Soliński.

TVP musiała zapłacić zadośćuczynienie za naruszenie dóbr osobistych Andrzejowi Tomczakowi. Zwolniła go w 2008 roku ówczesna dyrektor bydgoskiego oddziału, Maria Kudroń, a sąd uznał, iż informacja na temat powodów odwołania wicedyrektora, jaką nakazała przeczytać w ?Zbliżeniach?, była skrajnie obraźliwa.

Ostatni proces oddział bydgoski TVP przegrał w grudniu minionego roku. Wytoczyła go była sekretarz redakcji, Anna Raczyńska. Dziennikarka wytoczyła telewizji proces (do którego nigdy by nie doszło, gdyby nadal była pracownikiem TVB, a dlaczego nim nie jest, trzeba by zapytać dyrektora Pietraszaka) o zerwanie umowy o dzieło, co miało miejsce za czasów dyrektorowania Marii Kuroń.

- Gdyby decyzja dyrektor Kudroń – bo to ona ją podjęła – została merytorycznie uzasadniona, przyjęłabym ją, rezygnując z przysługujących mi praw. Tak jednak nie było. Program został zrzucony z anteny bez mojej wiedzy, bez podania przyczyn, a powiadomiła mnie o tym drogą e-mailową osoba podległa mi służbowo ? wyjawiła nam Anna Raczyńska. – To było naruszenie wszelkich zasad. Pomijam ludzkie, bo w tej instytucji nie miało to wówczas znaczenia. Trudno jednak zignorować fakt, że byłam nie tylko autorem programu, ale również sekretarzem programowym. Żadne zmiany nie powinny być zatem podejmowane bez mojej wiedzy ? dodała moderatorka programu ?Sejmowe echo?.

Zgodnie z kodeksem cywilnym, zamawiający dzieło może taką decyzję podjąć, ale ponosi związane z tym koszty. Według kodeksu musi zapłacić ustaloną wcześniej kwotę.

Proces sądowy był poprzedzony próbą polubownego załatwienia sprawy.

- Trzykrotnie wysyłałam wezwanie do zapłaty, a w trakcie postępowania sądowego wyraziłam gotowość ugody. Pełnomocnik strony przeciwnej wyraźnie jednak oświadczyła, że ?dyrektor nie widzi takiej możliwości, ponieważ fakty, które stanowią podstawę sporu miały miejsce za czasów poprzedniego dyrektora? ? powiadomiła nas Anna Raczyńska.

W grudniu minionego roku Sąd Apelacyjny uznał, że telewizja ma zapłacić jej wymaganą kwotę z odsetkami oraz pokryć koszty sądowe.

Rekordową kwotę – 50 tys. zł plus odsetki, w sumie ponad 67 tys. zł, musiała telewizja zapłacić w 2010 roku Markowi Faściszewskiemu. Były dziennikarz, a następnie szef marketingu bydgoskiego ośrodka TVP, wytoczył proces o ochronę dóbr osobistych w związku z materiałem telewizyjnym wyemitowanym w marcu 2007 roku, w którym został przedstawiony jako tajny współpracownik SB o pseudonimie ?Francuz?.

Telewizja mogła tego procesu uniknąć. Marek Faściszewski przesłał do oddziału TVP sprostowanie, które, zgodnie z Prawem prasowym, należało w ciągu 7 dni opublikować. Ale telewizja tego nie uczyniła.

Oszkalowany dziennikarz zgłosił sprawę w Instytucie Pamięci Narodowej. Pion prokuratorski IPN zlecił ekspertyzę grafologiczną dokumentów z jego teczki. Okazało się, że jego zobowiązanie do współpracy i podpis pod nim są sfałszowane. Również podpis ?Francuz? pod relacją z podróży do Niemiec był podrobiony. Faściszewski dostarczył opinię grafologa do oddziału TVP Bydgoszcz. Nie było żadnej reakcji. Ani przeprosin, ani sprostowania.

Wówczas pomówiony dziennikarz skierował się do Obywatelskiej Komisji Dobrej Woli afiliowanej przy Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Komisja stwierdziła, że materiał wyemitowany na jego temat zawierał elementarne uchybienia warsztatowe. – ?Ówczesny dyrektor bydgoskiej TVP Maciej Grześkowiak odpowiada zaś za brak staranności w dążeniu do wyjaśnienia wątpliwości świadczących na korzyść obwinionego i za odrzucenie jego wniosku o sprostowanie i opublikowanie wyjaśnień. Oczernionemu Markowi Faściszewskiemu należą się słowa publicznych przeprosin.? ? stwierdzili członkowie Obywatelskiej Komisji Dobrej Woli.

Ta ocena zewnętrznego gremium również nie podziałała otrzeźwiająco na kierownictwo bydgoskiego ośrodka telewizyjnego. Nadal nie czuło się zobowiązane do sprostowania nieprawdziwej informacji. Dopiero po wydaniu opinii przez Radę Etyki Mediów, wyrażono zgodę na opublikowanie wyjaśnień pomówionego dziennikarza, ale skończyło się na deklaracjach.

Po dwóch latach przepychanek Faściszewski skierował pozew do sądu o ochronę dóbr osobistych. Gołym okiem widać, że można było tego procesu i związanego z nim wydatku bez trudu uniknąć.

Marek Faściszewski zdziwił się, że pełna kwota zadośćuczynienia ? blisko 70 tys. zł została mu przesłana z konta rachunku bankowego TVP w Bydgoszczy. Zdziwienie wynikało z tego powodu, że zasądzoną kwotę mieli, zgodnie z wyrokiem sądu, zapłacić solidarnie: dziennikarz, który przygotował nieprawdziwą informację (Jarosław Lewandowski), dyrektor, który odmówił publikacji sprostowania (Maciej Grześkowiak) oraz TVP Bydgoszcz. Tymczasem z dokonanego przelewu wynika, że najprawdopodobniej została dobrowolnie uregulowana w całości przez oddział bydgoski TVP, w czasie kiedy jego dyrektorem był Tomasz Pietraszak.

Faściszewski zapytał dyrektora Pietraszaka, w jakich proporcjach w całej kwocie zadośćuczynienia uczestniczyli poszczególni skazani. – Pietraszak stwierdził, że to mnie nie powinno obchodzić, gdyż moje roszczenia zostały w całości zaspokojone ? ujawnił nam Marek Faściszewski.

Nas jednak obchodzi. Zasądzona została kwota ok. 68 tys. zł. Dwie trzecie tej sumy powinny zapłacić wskazane w wyroku osoby, a jedną trzecią publiczna telewizja. Jesteśmy ciekawi, czy z naszych abonamentowych pieniędzy zostały spłacone czyjeś prywatne zobowiązania.

Jesteśmy też ciekawi, ile poszło na procesy z byłymi pracownikami: na odszkodowania i zadośćuczynienia, na odsetki, na koszty sądowe. Z naszych wyliczeń wynika, że grubo ponad 100 tys. zł. Oczywiście, były to wydatki związane z realizowaniem misji przez publiczną telewizję.

Zadaliśmy dyrektorowi Tomaszowi Pietraszakowi kilka pytań.
Ile spraw wpłynęło do sądów od roku 2005, w powództwa pracowników zwolnionych z pracy w oddziale TVP Bydgoszcz? Ile spraw zostało przegranych przez pozwanego, czyli TVP?
Odpowiedział, że takich spraw było pięć. ?Dwie z tych spraw zostały rozstrzygnięte na korzyść TVP, w dwóch uznano roszczenia pracownicze, natomiast jedna ze spraw jest w toku instancyjnym.?

Z jakimi kosztami to się wiązało? Chodzi o koszty sądowe oraz zasądzone kwoty wraz z odsetkami, które trzeba było zapłacić powodom. Z jakiej puli wypłacane są wynikające z wyroków sądowych pieniądze?
Odpowiedział: ?W zakresie kosztów sądowych związanych z prowadzeniem procesów, obowiązujące w spółce przepisy wewnętrzne, a także przepisy o ochronie danych osobowych, nie upoważniają mnie do udzielenia odpowiedzi.?

Czy oddział TVP Bydgoszcz starał się o polubowne załatwienie spraw, czyli o ugodę z powodami, aby uniknąć kosztów sądowych?
Odpowiedział: ?Inicjatywa polubownego załatwienia sporu może pochodzić od każdej ze stron uwikłanych w konflikt, a możliwość zawarcia ugody uwarunkowana jest zgodą obu stron.?