Wprawdzie temat spotkania brzmiał ?Media od kuchni?, ale gdańszczanin wyjawił, że został zaproszony, aby opowiedzieć o tygodniku ?Do Rzeczy?. Tak jednak wszystko jest poplątane w naszym kraju, że nie dało się mówić o tym tygodniku, nie mówiąc o tygodnikach ?Uważam Rze? oraz ?W sieci? i nie wspominając o ?Rzeczpospolitej?. Opowieść Piotra Semki dotyczyła więc kulis powstawania i funkcjonowania prawicowych czasopism w Polsce, czyli była na temat ?Media od kuchni?, chociaż publicysta zatytułował ją roboczo: ?Jak można zamordować gazetę??.

Swoją opowieść zaczął od roku 2006, kiedy to redaktorem naczelnym ?Rzeczpospolitej? został Paweł Lisicki. Gazeta znajdowała się wówczas na progu upadłości. Nowy naczelny odwrócił ten trend, uznając, że pismo zyska czytelników, gdy przestanie stronić od polityki. I się nie pomylił, gazeta zaczęła publikować materiały interesujące nie tylko przedsiębiorców, urzędników i księgowych, ale jej szef dorobił się przy tej okazji wrogów. Od 2008 roku naciskano na większościowego udziałowca spółki Presspublica (51% brytyjska grupa Mecom, 49% skarb państwa), aby wyrzucił Lisickiego. Bezskutecznie.

- Podobno minister Grad rozmawiał z prezesem Mecomu i robił to w taki arogancki sposób, że pan Montgomery się zawziął – wyjawił Semka, tłumacząc, dlaczego naciski rządu Tuska na współudziałowca nie przynosiły żadnych efektów.

W 2010 roku zmienił się prezes grupy Mecom, a rok później udziały w spółce Presspublica zostały sprzedane Grzegorzowi Hajdarowiczowi, który kupił także udziały skarbu państwa i został wyłącznym właścicielem spółki oraz wydawanych przez nią tytułów.

Dziennikarze związani z ?Rzeczpospolitą? i ?Uważam Rze? – jak relacjonował Piotr Semka – początkowo się zmianą właścicielską nie przejmowali, gdyż sądzili, że Hajdarowicz zainteresowany jest głównie zyskiem, a oba tytuły dobrze się sprzedawały. Utworzony w 2011 roku przez Pawła Lisickiego tygodnik ?Uważam Rze? w krótkim czasie prześcignął wszystkich konkurentów w kategorii tygodnik opinii. – Był kurą znoszącą przynajmniej srebrne, jeśli nie złote jaja – zażartował goszczący w fordońskiej parafii dziennikarz.

Zaczęły się jednak pojawiać niepokojące sygnały, np. zakaz polemizowania z ?Gazetą Wyborczą?. Punktem zapalnym była publikacja artykułu o znalezieniu trotylu na wraku samolotu pod Smoleńskiem. Tekst Cezarego Gmyza został przygotowany z zachowaniem zasad rzetelnego dziennikarstwa. Tomasz Wróblewski, ówczesny redaktor naczelny ?Rzeczpospolitej?, żeby sprawdzić prawdziwość informacji, pojechał do prokuratora generalnego, który potwierdził wykrycie śladów trotylu. Jednak po opublikowaniu artykułu Andrzej Seremet się tego wyparł. Wróblewski takiego zachowania poważnego urzędnika państwowego nie przewidział i nie wziął ze sobą dyktafonu.

- Gdyby nagrał rozmowę, wszyscy by mówili: Patrzcie, a to świnia! Pojechał do prokuratora generalnego i nagrywał go po cichu – zawyrokował Piotr Semka i przypomniał, że ?szczotki? artykułu Hajdarowicz pokazał w noc poprzedzającą publikację rzecznikowi rządu, Pawłowi Grasiowi.

W wyniku opublikowania tego tekstu zwolnieni zostali Cezary Gmyz i Tomasz Wróblewski. Pracę stracił także Paweł Lisicki, bo, wbrew zakazowi właściciela, zamierzał publikować artykuły Gmyza w ?Uważam Rze?. – Hajdarowicz nie przypuszczał, że nastąpi masowy protest, a jeśli nastąpi, to nie całego zespołu – powiedział Piotr Semka. Tymczasem wraz z Pawłem Lisickim odszedł prawie cały zespół redakcyjny, blisko 30 autorów, w tym najbardziej znani i cenieni publicyści tygodnika.

Współautor ?Lewego czerwcowego? wyjaśnił następnie przyczynę rozdzielenia się tych dziennikarzy. Część związała się z tygodnikiem ?W sieci? (obecnie ?Sieci?), część z pismem ?Do Rzeczy?. Ten pierwszy tytuł wspiera się na autorach, skupionych wokół portalu wPolityce.pl, którego redaktorem naczelnym jest Jacek Karnowski.

Póki Lisicki kierował ?Uważam Rze?, jego zastępca, Michał Karnowski powstrzymywał brata bliźniaka przed wydawaniem konkurencyjnego tygodnika. W związku z tym powstał dwutygodnik ?W sieci?, w którym ukazywały się wyłącznie teksty opublikowane wcześniej w Internecie. Sytuacja się zmieniła, gdy Lisicki wraz z zespołem odszedł z ?Uważam Rze?. W zasadzie wszyscy mogli od razu przejść do pisma ?W sieci?, ale powstały problemy natury ambicjonalnej. Lisicki nie chciał być podwładnym Karnowskiego, Karnowski nie zamierzał rezygnować ze stanowiska redaktora naczelnego.

Piotr Semka wyznał, że wolał związać się z tygodnikiem ?Do Rzeczy? nie tylko z powodów pokoleniowych, ani ze względu na lojalność wobec Pawła Lisickiego. Pismo ?W sieci? powstało dzięki wsparciu SKOK-ów, które są bliskie PiS-owi (senator Grzegorz Bierecki z ramienia PiS, to wieloletni prezes Krajowej Spółdzielczej Kasy Oszczędnościowo-Kredytowej, a obecnie szef rady nadzorczej tej instytucji). – Jak ktoś daje pieniądze, to ma wpływ. Przy całej sympatii dla prawicy, wolę pracować w medium niezależnym – wyjaśnił publicysta.

Uprzedzając pytanie, co z niezależnością tygodnika ?Do Rzeczy?, skoro jego wydawcą jest grupa kapitałowa PMPG, Semka wyjaśnił, jak się zabezpieczono. Do wydawania pisma utworzono spółkę Orle Pióro, której udziałowcami są w ? PMPG, a w ? dziennikarze tygodnika. Umowa spółki stanowi, że bez zgody mniejszościowego udziałowca nie można odwołać redaktora naczelnego.

- Nie będzie takiej sytuacji, że ktoś nam ukradnie tytuł, tak jak to się stało w przypadku ?Uważam Rze?. Hajdarowicz nadal wydaje ?Uważam Rze?, które dalej ma podpis: Tygodnik dziennikarzy niepokornych, a robi je zespół, który został wzięty z ulicy ? stwierdził Piotr Semka, ale dodał z gorzką satysfakcją: – Na dobre mu to nie wyszło, bo nakład spada.

Dziennikarz oświadczył, że trwa obecnie rywalizacja fair play między tytułami ?Sieci? (?W? zniknęło, po absurdalnym postanowieniu sądu) i ?Do Rzeczy?, a czas pokaże, jakiego wyboru dokonają czytelnicy, bo odnosi wrażenie, że na razie kupują obydwa tygodniki. Z sympatią odnosi się do zamiaru powołania niezależnej telewizji, chociaż wie, że to przedsięwzięcie wymaga gigantycznych pieniędzy. – Nie wiem, czy oni mają tyle pieniędzy, ale wiem, że entuzjazm potrafi góry przenosić – powiedział Semka o projekcie TV Republika.

Tłumaczył się też z faktu, że pisuje czasem do dodatku Plus Minus ?Rzeczpospolitej?. Trzeba, jego zdaniem, to robić, żeby ?Rzeczpospolita? nie stała się podobna do ?Gazety Wyborczej?.

W drugiej części spotkania gość odpowiadał na pytania, ale najpierw poprosił organizatorów o podanie mu kurtki, wyjaśniając, że niedługo wsiądzie do pociągu, gdzie może trafić na nieogrzewany przedział, więc woli nie być zbyt wyziębiony.

Najpierw został poproszony o komentarz do słów ministra Sikorskiego, który stwierdził, że Rosjanie nie oddadzą wraku tupolewa, bo gdy wrak wróci do Polski, to Antoni Macierewicz znajdzie na nim ślady bomby atomowej.

Semka przyznał, że kiedy poznał Radosława Sikorskiego w roku 1992, wydał mu się trochę postrzeloną, ale ciekawą postacią. Natomiast to, co teraz mówi, jest nie do przyjęcia i nie do usprawiedliwienia. Sikorski jest według niego całkowitym przeciwieństwem dyplomaty. – Nigdzie na świecie szefowie dyplomacji nie angażują się w walkę z wewnętrzną opozycją. Dyplomata unika ostrych słów, stara się dyplomatycznie milczeć niż gadać za dużo, łagodzić konflikty, a nie je podgrzewać – ocenił komentator, a co do wraku przypomniał, że jest on polską własnością. – Kpiąc z polskiego polityka, Sikorski ustawia się w jednym rzędzie z Rosjanami. My rozsądni Polacy z rządu Tuska i rozsądni Rosjanie kontra szaleniec Macierewicz. To coś obrzydliwego – uznał Piotr Semka.

Zachowanie ministra Sikorskiego skłoniło gościa do podania innych przykładów oczerniania własnego kraju i rodaków. – Politycy węgierskiej lewicy postkomunistycznej uwielbiają jeździć do parlamentu europejskiego i opowiadać, jakim łajdakiem jest Orban. Tacy pisarzy jak Andrzej Stasiuk czy Olga Tokarczuk żalą się w niemieckich gazetach, w jakim to dzikim i nietolerancyjnym kraju muszą żyć ? zrelacjonował Semka.

Jeden z uczestników spotkania zapytał, dlaczego redaktor godzi się uczestniczyć w programach publicystycznych TVN, gdzie jest całkowicie osamotniony, bo jest trzech na jednego. – Pan się nie może przebić ze swoimi poglądami. Oni pana wcale nie słuchają, tylko mówią swoje. Czy tam żadne reguły nie obowiązują? ? pytał zdenerwowany.

- Reguł nie będzie, bo to jest chamówa ? poinformował publicysta. Zdradził też, że jest grupa ludzi, która uważa, że nie powinno się przyjmować zaproszeń do programów Lisa, Olejnik czy Gugały. Ale są też tacy, którzy mu dziękują za to, że się pojawia w TVN, nawet osamotniony, bo przynajmniej jest głos wyrażający ich przekonania. Semka zaś sądzi, iż jego obecność i zdanie odrębne uświadamia telewidzom, że wokół danej sprawy jest kontrowersja i warto jej się bliżej przyjrzeć. – Gdyby mnie nie było w studio, ta trójka piłaby sobie z dziubków ? uznał dziennikarz.

Kolejne pytanie dotyczyło walk frakcyjnych w obrębie Prawa i Sprawiedliwości, czego potwierdzeniem jest opuszczanie partii przez zdolnych polityków młodszego pokolenia.

Piotr Semka porównał tę sytuację do wiejskiego gospodarstwa, w którym syn uważa, że ojciec już swoje zrobił i powinien jemu przekazać gospodarowanie. Kiedy syn nie może się doczekać, trzaska drzwiami i idzie szukać szczęścia w mieście. Albo odnosi sukces i zajeżdża na wieś mercedesem, by zaszpanować, albo mu się nie udaje i klepie biedę. Zbigniew Ziobro też był ciągle traktowany jak chłopiec, chociaż lata mijały. Podobnie Jacek Kurski. To odeszli i zaczęli coś własnego. Ale Semka nie wróży im sukcesu w najbliższych wyborach.

- To wymyślił Paweł Lisicki i kryje się za tym na pewno sentyment do ?Rzeczpospolitej? ? wyjaśnił Piotr Semka, odpowiadając na pytanie, skąd wziął się tytuł ?Do Rzeczy?.

Nie sprawiło publicyście ?Do Rzeczy? większego kłopotu ustosunkowanie się do przykrego zjawiska, o jakim opowiedziała jedna z uczestniczek spotkania. Martwi ją to, że politycy zmieniają partię, a potem opluwają ugrupowanie, które opuścili. Semka podzielił takich polityków na trzy grupy. Do pierwszej należą tacy, jak Stefan Niesiołowski. ? Ale to są przypadki psychiatryczne. ? zastrzegł dziennikarz. ? Oni muszą obrażać.

Do drugiej grupy zaliczył Giertycha, Marcinkiewicza i Kamińskiego. Chcą żyć dobrze z rządem, żeby mieć zlecenia. Wkupują się więc w łaski Platformy, opowiadając różne straszne rzeczy o Kaczyńskim. To się Platformie przydaje, bo nie są członkami PO. Dzięki nim krytykowanie szefa PiS jest zdywersyfikowane, nie płynie z jednego miejsca.

Natomiast Ziobro zgłasza jedynie zastrzeżenia do różnych decyzji. Ale czepianie się Traktatu Lizbońskiego uważa Semka za niepoważne. – Kiedy Kaczyński go podpisywał, jakoś nie miał tych zastrzeżeń – stwierdził z sarkazmem

- Robotnik nim podejmie pracę musi się poddać badaniom lekarskim. Czy posłowie też nie powinni? Mam na myśli takie przypadki, jak Niesiołowski – zapytał dziennikarza starszy wiekiem bydgoszczanin.

- Czy sądzi pan, że wyniki badań, które by zleciła marszałek Kopacz, byłyby obiektywne? ? odpowiedział pytaniem redaktor Piotr Semka.