Prezydent mówił przede wszystkim o tym, że realizuje swoją obietnicę wyborczą, w której zapowiadał, że będzie chciał dzielić się władzą. Jako dowód przytoczył powołanie licznej grupy pełnomocników, a jako metodę uruchomienie “wszechstronnych mechanizmów konsultacji społecznych”. Za przykład takich działań uznał Bydgoski Kongresu Kultury i konsultacje Miejskiej Pracowni Urbanistycznej przy opracowywaniu planu zagospodarowania przestrzennego Starego Miasta.

Zapowiedział rezygnację z uznaniowego przydzielania pieniędzy i udział w ich rozdziale przedstawicieli zainteresowanych grup społecznych.

Z nowych inicjatyw ogłosił organizację cyklicznych otwartych spotkań z mieszkańcami Bydgoszczy od I kwartału 2012 r. i powrót w nowej formule do budowy dróg osiedlowych.

Sporo miejsca w swoich wypowiedziach poświęcił projektowanym inwestycjom. Za obiecujące uznał pomysły dyrektora festiwalu Camerimage Marka Żydowicza, który – według Bruskiego – zamierza wybudować w Bydgoszczy centrum kongresowe przy udziale finansów rządowych, samorządowych i prywatnych. Przyznał jednak, że na razie brak tych ostatnich.

Specjalną troską prezydent objąć chce prace związane z budową dróg ekspresowych S5 oraz S10. Powołana ma zostać także Agencja Rozwoju Aglomeracji Bydgoskiej (ARAB), której zadaniem będzie praca na rzecz metropolii bydgosko?toruńskiej.

Na pytanie dlaczego zaproponowany przez niego budżet na 2012 rok jest tak agresywny wobec kieszeni zwykłych bydgoszczan odpowiedział: – Jeśli miasto chce mieć pieniądze na cele społeczne, musi je pozyskać od mieszkańców.

Zdaniem prezydenta taka jest logika finansów samorządu.

Zapytaliśmy prezydenta czy nie widzi kolizji między pracą swych pełnomocników a dyrektorami wydziałów ratusza. Jako przykład pomieszania kompetencji podaliśmy pełnomocnika prezydenta do spraw kultury Marzenę Matowską. Jest ona dyrektorem MOK, który podlega Wydziałowi Kultury, a tym samym podwładną dyrektora tego wydziału, a jednocześnie pełnomocnikiem prezydenta, a więc kimś w jakimś sensie nadzorującym dyrektora Wydziału Kultury.
- Ja chcę, żeby był taki konflikt. Taki konflikt jest twórczy ? odparł Rafał Bruski.

Dziennikarze interesowali się jak prezydent miasta będzie godził funkcję lokalnego szefa PO (został nim wczoraj) z misją w samorządzie. Bruski uznał, że nie ma w tym przypadku konfliktu interesów, poza tym funkcja partyjna nie jest na tyle absorbująca, żeby przeszkadzała mu w obowiązkach ratuszowych. Przypomnijmy, że poprzedni szef lokalnej Platformy Paweł Olszewski, uzasadniał swoją rezygnację z fotela przewodniczącego powiatowej PO właśnie nadmiarem związanej z nim pracy.

Przed kilkoma dniami napisaliśmy, że prezydent odmówił spotkania z kombatantami stanu wojennego ograniczając się do pouczania ludzi dawnego podziemia o tym, czym jest ?Solidarność? i walka o niepodległość. Na pytanie dlaczego potraktował ich tak obcesowo Bruski stwierdził, że otrzymuje dziennie 15 ? 20 zaproszeń; jest też coraz więcej świąt, które musi obsłużyć, musi więc dokonywać wyboru.

Prezydent krótko wypowiedział się też na temat współdziałania z wyższymi uczelniami. Oznajmił, że nie będzie dotował kształcenia bezrobotnych, jest natomiast otwarty na rozumną i racjonalną współpracę.

Ze stwierdzeń najczęściej pojawiających się i akcentowanych przez Bruskiego w debacie było: “jedyny rozwój następuje przez inwestycje”.