Wojciech Bielawa z ?Expressu Bydgoskiego? zobaczył pewnej lutowej nocy śmieci przed głównym wejściem do ratusza. W plastikowych workach i kartonach znajdowały się dokumenty i korespondencja urzędowa, do której każdy przechodzień mógł zajrzeć. Dziennikarz sfilmował ratuszowe śmieci, a film umieścił na swoim profilu na Facebooku. Taki był początek afery śmieciowej w Bydgoszczy.

Osoby odpowiedzialne za politykę informacyjną w Urzędzie Miasta Bydgoszczy sądziły najpierw, że wystarczy komunikat, iż firma sprzątająca została poproszona o złożenie wyjaśnień. Temat podchwyciły jednak inne media, sprawą zajęła się policja, a porządki w ratuszu skrytykowali lokalni politycy opozycyjni wobec partii rządzącej w mieście.

Rafał Bruski się wówczas rozzłościł i zmianie uległa strategia ratusza. Następnego dnia Michał Sztybel rozesłał do mediów komunikat informujący, że: ?Prezydent miasta podjął decyzję o natychmiastowym odwołaniu z funkcji dyrektora Wydziału Organizacyjno-Administracyjnego? oraz o rozwiązaniu umowy z firmą sprzątającą i ochroniarską.

?Express Bydgoski? triumfował: ?W ratuszu poleciały głowy?. Jednakże decyzje podjęte przez prezydenta okazały się tyleż natychmiastowe co pozorowane. Wojciech Jazdon nadal pracuje w bydgoskim magistracie. Niedawno podpisał się pod komunikatem o wynikach naboru jako? dyrektor Wydziału Organizacyjno-Administracyjnego.

Poprosiliśmy o informację, w jakim trybie objął to stanowisko. W lutym został przecież w trybie natychmiastowym odwołany. – Pan Wojciech Jazdon do 30.06.2016 r. był oddelegowany do wykonywania obowiązków głównego specjalisty w ówczesnym Wydziale Zdrowia i Świadczeń Społecznych. Po tym czasie powrócił na stanowisko zajmowane przed oddelegowaniem – komunikuje Anna Strzelczyk-Frydrych z Biura Obsługi Mediów i Komunikacji Społecznej.

Prawdę mówiąc, od początku byliśmy zdania, że za funkcjonowanie Urzędu Miasta odpowiedzialny jest sekretarz i to jego głowa powinna polecieć. Tymczasem prezydent ?zwolnił w trybie natychmiastowym? swojego kolegę ze szkoły. Na szczęście, głowa Wojciecha Jazdona doleciała tylko do innego wydziału, nie zahaczając o bruk.