Były dyrektor biura pragnący zachować anonimowość mówi ?Rzeczpospolitej?: – ? najbardziej zdumiało mnie, gdy z zestawienia składek do ZUS okazało się, że moja pensja jest wyższa, niż wynika z umowy.

Z tego co mówi były dyrektor wynika zatem, że poseł przywłaszczał sobie część jego wynagrodzenia. I na tym nie wyczerpują się zarzuty wobec posła. Zwolniony dyrektor zarzuca posłowi, że naruszał prawo pracy wobec zatrudnionej w swoim biurze sekretarki: – Do czasu mojej rezygnacji pracowała bez żadnej umowy i zapłaty ? twierdzi były dyrektor.

- To stek bzdur – twierdzi poseł Łukasz Krupa. – Przyjąłem tego człowieka do pracy. Bez żadnego okresu próbnego. Zaufałem mu. Potem byłem z jego pracy coraz bardziej niezadowolony. Poszedł na zwolnienie lekarskie i kiedy z niego wrócił, zażądał zwolnienia z winy pracodawcy. W tej sytuacji oddałem sprawę do Sądu Pracy i teraz ten człowiek wyskakuje z absurdalnymi zarzutami. To zwykły pieniacz.

Poseł twierdzi stanowczo, że nie przywłaszczał sobie części wynagrodzenia pracownika. Były dyrektor otrzymywał wynagrodzenie w wysokości 2800 zł netto i uznaniowe nagrody.

- Stąd opłaty ZUS są większe niż wynikające z samej umowy o pracę, bo obejmują także nagrody ? mówi poseł. – I były dyrektor doskonale o tym wie, że ZUS jest wyższy, bowiem oprócz pensji otrzymywał nagrody. Przed dziennikarzami zataja tę informację.

Zapytaliśmy posła, czy w związku z zarzutami byłego pracownika ma zamiar wystąpić na drogę sądową?
- Podejmę decyzję w tej sprawie po konsultacjach z prawnikiem i rzecznikiem naszej partii ? odpowiada poseł Krupa.

Nie udało się nam skontaktować z byłym dyrektorem biura posła Łukasz Krupy. Jeśli pozyskamy jego komentarz, niezwłocznie zapoznamy z nim naszych czytelników.