Z posłem Pawłem Skuteckim, inicjatorem akcji zbierania podpisów pod  wnioskiem o przeprowadzenie referendum w sprawie odwołania prezydenta Rafała Bruskiego, rozmawia Ewa Starosta.

- Wyrachowanie polityczne podpowiedziało środowisku, z którym jesteś związany, że aby zaistnieć w przyszłorocznych wyborach samorządowych, trzeba zrobić coś spektakularnego, czyli wniosek o referendum w sprawie odwołania prezydenta. To nie jest pytanie, tylko stwierdzenie. Pytanie brzmi: Czy nie obawiasz się, że jeśli nie uda się zebrać odpowiedniej liczby podpisów, bardzo osłabicie swoje szanse w wyborach?

- Wyrachowanie polityczne raczej by mi podpowiedziało transfer do PiS albo którejś z ministerialnych przystawek. Od półtora roku wykonujemy ciężką, tytaniczną pracę w terenie. Jestem regularnie w każdym powiecie, jesteśmy aktywni w Bydgoszczy. O wybory samorządowe jestem spokojny. Od kilku miesięcy prowadzimy Akademię Samorządności, gdzie szkolimy kandydatów na radnych. Do tego uruchomiliśmy stronę www.samorzadyzkukizem.pl, za pośrednictwem której mogą się do nas zgłaszać osoby chcące pracować na rzecz swoich Małych Ojczyzn. Bo mój okręg to nie tylko Bydgoszcz. Co do referendum, to po prostu coraz więcej osób widzi każdy dzień urzędowania Rafała Bruskiego jako dzień stracony dla miasta. Jeśli faktycznie nie zbierzemy podpisów, to będzie dla mnie osobiście kompromitująca porażka i będę musiał publicznie przeprosić zarówno prezydenta Bruskiego, jak i wszystkich bydgoszczan za niepotrzebne zamieszanie. Choć czy niepotrzebne… Pamiętasz jak zbieraliśmy podpisy pod referendum w sprawie likwidacji bydgoskiej straży miejskiej? Nie udało nam się zebrać, ale dzisiaj ta instytucja działa już zupełnie inaczej.


-  Wyrachowany transfer do PiS miałby oznaczać wspólną listę z kilkoma "biorącymi" miejscami dla kukizowców?

- Przepraszam, trochę drwię z zakrętów politycznych naszego .nowoczesnego posła i doniesień medialnych jakoby środowisko Kukiz'15 się rozpadało od prawie dwóch lat. Zupełnie serio: idziemy do wyborów samorządowych na poziomie województw i powiatów pod własnym szyldem i tutaj nie ma wyjątków. Na poziomie gmin mamy dowolność, możemy poprzeć lokalne ruchy, możemy wystawić listy pod własnym szyldem. Ruch Kukiz'15 połączyła chęć zmiany konstytucji i ogólniej - systemu. Na poziomie lokalnym trzeba mieć wspólny pomysł na gminę, powiat, województwo. My już taki pomysł wypracowaliśmy dawno temu jeśli chodzi o województwo i Bydgoszcz. W przypadku mniejszych gmin bywa różnie.

- To oczywiste, że lepiej mieć własny klub niż być przystawką, zwłaszcza, gdy ma się własny pomysł na gminę.  Pewnie jeszcze nie chcecie go ujawnić publicznie.

- Pomysł jest banalny i pewnie deklaratywnie dość powszechny: oddać Bydgoszcz bydgoszczanom. Plus konkretna wizja rozwoju miasta, ale to proszę wybaczyć zostawiam na kampanię. Czas od ostatnich wyborów, gdzie program Nowej Bydgoszczy wyborcy ocenili jako niezadowalający, przepracowaliśmy bardzo solidnie.

-  Wyróżnialiście się zdecydowanie w kampanii wyborczej, ale chyba mieszkańcy zagłosowali na szyldy, a nie na program. Zresztą, jako radni  opozycyjni nie moglibyście go realizować.  Co by was różniło od obecnej opozycji w radzie miasta?

- To samo, co nas różni w sejmie od partii. Nie zajęlibyśmy po cichu miejsca przy korycie, nie wzięlibyśmy żadnych stołków dla siebie ani dla rodziny i przyjaciół. Mielibyśmy wolną rękę w patrzeniu na rozwój miasta w perspektywie kolejnych pokoleń, zamiast najbliższej wypłaty własnej i podwieszonych kolegów. Tylko że mnie, nas nie interesuje bycie tylko opozycją. Chcemy przejąć władzę w państwie i w Bydgoszczy. Chcemy natychmiast skończyć z życiem na kredyt, z bylejakością, z arogancją władzy, której się wydaje, że wszystko wie lepiej.

- Obecni radni opozycyjni raczej nie dostali od miasta  stołków dla siebie, krewnych czy znajomych.

- Serio? Na razie nie będę się dzielił wiedzą w tym zakresie.

- Wróćmy do wniosku o referendum. 60 dni na zebranie 30 tysięcy podpisów. To wypada pół tysiąca dziennie. Jaką macie dniówkę?

- Na razie dużo lepszą, ale biorę poprawkę na efekt świeżości. Mnóstwo ludzi się zgłasza, przychodzi do biura, do miejsc, które ogłaszamy na Facebooku. Jest entuzjazm. Podjąłem decyzję w godzinę, bez przygotowania logistycznego, politycznego, finansowego, żadnego. Zbieramy podpisy raptem kilka dni. Od poniedziałku akcja będzie jeszcze bardziej uporządkowana. Jestem pewny, że zbierzemy te podpisy, już myślę o tym, jak przekonać bydgoszczan, żeby poszli do urn.