Reprezentant ugrupowania Pawła Kukiza w Bydgoszczy zaangażował się w tworzenie funduszu na rzecz poszkodowanych w wyniku szczepień obowiązkowych i w pomoc rodzinie z Gniewkowa, której chciano odebrać prawa rodzicielskie za niewyrażenie zgody  na obowiązkowe szczepienie córeczki zaraz po porodzie.

Ewa Starosta - Nie udało się doprowadzić do referendum w sprawie odwołania prezydenta Bydgoszczy.  A jaki finał znajdą  starania o stworzenie funduszu na rzecz poszkodowanych w wyniku szczepień obowiązkowych?

Paweł Skutecki - Fundusz powstanie. Swój projekt ustawy przygotowuje Ministerstwo Zdrowia, swój przygotował mój klub. Żeby było zabawniej, mam poważne uwagi do obu. Nie podoba mi się na przykład, żeby na ten fundusz płaciły koncerny, bo to nie one nakładają na Polaków obowiązek szczepień.

- Czyli w tej sprawie wykazałeś dużo większą skuteczność. Pewnie więcej serca w nią włożyłeś.

- Miałem na to zdecydowanie więcej czasu niż dwa miesiące.

- Od lutego 2016 roku jesteś wiceprzewodniczącym  parlamentarnego zespołu ds. bezpieczeństwa programu  szczepień ochronnych dzieci i dorosłych. Z nazwy wynika, że nie było zastrzeżeń do samego programu szczepień. Chodziło o zapewnienie osobom szczepionym bezpieczeństwa, czyli żeby nie doszło podczas iniekcji do zainfekowania organizmu jakimś paskudztwem, np. wirusem HIV. 

- Nie tylko. Chodziło o zbadanie, czy polski system szczepień jest bezpieczny dla osób szczepionych. Banalna rzecz, pytać o wydawałoby się oczywistości. Okazuje się, na przykład, że polskie dzieci są obowiązkowo szczepione przeciwko gruźlicy (BCG) z oczywistym i bezspornym naruszeniem zasad bezpieczeństwa. Producent szczepionki jako radykalne przeciwwskazanie do podania szczepionki wylicza wady układu immunologicznego, których u kilkugodzinnych noworodków nikt nie jest w stanie wykluczyć. Tym samym, statystyki nie oszukamy, ileś dzieci będzie na pewno miało poważne powikłania, ileś umrze. Z tego powodu prawie nigdzie na świecie nie podaje się szczepionki BCG noworodkom. Daje to do myślenia, prawda?

- Chodzi o szczepionkę przeciwko gruźlicy, czy o wszystkie obowiązkowe szczepienia?

-  Chodzi nam o cały program szczepień, mniejsze lub większe wątpliwości dotyczą wszystkich preparatów i procedur. Zresztą nie tylko ich. Istnieją poważne obawy dotyczące konfliktu interesów osób doradzających ministrowi w sprawach szczepień. Nie można nie pytać głośno, dlaczego kupiliśmy tańszą szczepionkę na pneumokoki, mimo że jest warunkowo dopuszczona przez ministra na podstawie przepisów o kataklizmach, a która chroni przed 10 typami serologicznymi pneumokoków. Konkurencyjna szczepionka, nieco droższa, chroni przed 13. A które typy są często spotykane w Polsce?

- Nie mam szans na odgadnięcie, ponieważ nie znam żadnych typów serologicznych.

- Właśnie te trzy... Problem z tą szczepionką jest podobny co z witaminą K. Oba preparaty są dopuszczone do obrotu decyzją ministra, oba nie zostały poddane standardowej procedurze Urzędu Rejestracji Produktów Leczniczych. Minister dopuścił je na podstawie przepisu Prawa farmaceutycznego mówiącego o klęsce żywiołowej. Ostatnio zapytałem ministra, z jaką klęską żywiołową mamy do czynienia od siedmiu lat, kiedy preparat Konakion został przez niego dopuszczony i jest podawany wszystkim noworodkom, mimo że nie ma nawet ulotki w języku polskim.

- Siedem lat temu był inny minister.

- Oczywiście, w kontekście szczepień nie nastąpiła jak na razie dobra zmiana. Pracuję w Komisji Zdrowia i widzę, kto tak naprawdę rządzi w tej branży. Na pewno nie minister. Decyzje zapadają na niższym szczeblu, który nie zmienia się od lat. Zmienia się za to sytuacja w sądach. Przed chwilą zapadło orzeczenie w warszawskim sądzie, gdzie sąd przyznał rację rodzicom odmawiającym szczepienia noworodka. To już kolejny taki wyrok, po Inowrocławiu.

- Te sądy uznały, że rodzice mają  prawo decydowania o tym, co uważają za dobre dla swojego dziecka. Ale inne sądy odbierają rodzicom prawo do opieki nad  dzieckiem i nie chodzi o alkoholików. 

- To co robią sądy rodzinne to temat na inną rozmowę. Dziecko po rozstaniu rodziców jest przedmiotem, narzędziem, amunicją w rękach sędziów, biegłych, a czasem, niestety, także samych rodziców. Dzisiaj 96 procent ojców w chwili rozwodu, a często dużo wcześniej, w ramach tzw zabezpieczenia, ma de facto odbierane prawo do wychowywania własnych dzieci, które bardzo często świadomie lub nie są alienowane od ojca. Dotyczy to setek tysięcy dzieci.

- Państwo za bardzo ingeruje w życie obywateli?

- Najczęściej skandowanymi hasłem na demonstracjach, zarówno w sprawach rodzinnych, jak i „szczepionkowych” jest: „Dzieci są nasze, nie państwowe”. To jest sedno sporu, czy wzorem hitlerowskich Niemiec i Lebensborn albo dzisiejszej Norwegii i Barnevernet dzieci będą własnością państwa, czy wzorem cywilizacji śródziemnomorskiej i chrześcijańskiej rodzina będzie cieszyła się autonomią tak długo, jak długo nie będzie to zagrażało życiu i zdrowiu jej członków.

 - Czy istnieje państwo, którego polityka rodzinna  czerpie wzory z cywilizacji śródziemnomorskiej i chrześcijańskiej?

- Nie znam uwarunkowań wszystkich państw świata, ale takie właśnie chciałbym widzieć w mojej Ojczyźnie. Mamy ogromny bagaż pozytywnych doświadczeń Polski opartej na wolności, obywatelskości. Opartej na wolnych Polakach i wolnych rodzinach. Jesteśmy z natury pomiędzy bolszewickim kolektywizmem a hedonistycznym indywidualizmem. Rodzina to jest nasze naturalne środowisko.