Start reprezentantów Polski w igrzyskach w Londynie, a wcześniej w Euro, był, delikatnie ujmując, daleko niesatysfakcjonujący. Wywołało to natychmiastową reakcję szefowej ministerstwa sportu. Ministra Mucha postanowiła, wzorując się na Brytyjczykach, stworzyć kilkunastoletni plan naprawy. Wszystkie jej pomysły są jednak poddawane krytyce.
Kiedy powołała zespół wsparcia, który ma jej pomagać w przeprowadzaniu zmian w polskim sporcie, media krytycznie oceniły jego skład. W zespole tym bowiem, oprócz wieloboisty Sebastiana Chmary, którego Urząd Kultury Fizycznej i Turystyki zdyskwalifikował za używanie metanabolu, znalazł się m.in. także płotkarz Paweł Januszewski, znany z głośnego wyrażania opinii o potrzebie legalizacji dopingu.
Krytykę, a także rozbawienie wywołało następne posunięcie Joanny Muchy. Ministra sportu zleciła przeprowadzenie ankiety na temat aktywności fizycznej Polaków. Ankieterzy zapytają 2 tys. osób o to, ile czasu poświęcają na uprawianie sportu, a także ile razy w ciągu tygodnia myją okna i zamiatają podłogi. W ten sposób ministra Mucha dowie się o umiarkowanym wysiłku fizycznym, na który zdobywa się dwa tysiące rodaków. Resort zapłaci za przeprowadzenie ankiety 75 tys. zł. Większość komentatorów uznała to przedsięwzięcie za zwyczajne wyrzucanie pieniędzy w błoto. Istotnie, wydaje się to dość okrężna droga do uzdrowienia polskiego sportu.
Ministra Mucha ma także garść pomysłów, które ujawniła ?Gazecie Wyborczej?: – Musimy sformułować takie programy dla talentów, które dadzą medale lub dobre miejsca. Pomogą stworzyć system rozgrywek w szkolnych sportach zespołowych gwarantujący, że najzdolniejsze dzieci będą wcześnie wyłapywane ? przekonywała czytelników. – Wielokrotnie rozmawiałam na ten temat z przedstawicielami MEN i jeszcze w tym tygodniu spotkam się ponownie. Nie jest tak, że jeśli szkoły nie są mi podległe, to nie mogę nic zrobić. Można zaproponować różne działania, np. konkursy dla nauczycieli na najlepsze zajęcia.
Jak wiadomo, Joanna Mucha nie zna się przesadnie dobrze na sporcie, nie jest także specjalistką w zakresie edukacji. Doświadczenie pedagogiczne ma natomiast poseł Teresa Piotrowska, która kilka lat prowadziła w szkole podstawowej lekcje religii. Ona z pewnością wie lepiej od swojej partyjnej koleżanki, co w szkole można zrobić dla poprawienia kondycji najmłodszych, czyli stworzenia podwalin pod przyszłą potęgę sportową naszego kraju. Przynajmniej w konkurencji piłka nożna. Poseł Piotrowska złożyła do ministra sportu i turystyki interpelację, z której ministra Mucha może czerpać inspiracje. Oto jej stosowny fragment:
“W większości klubów sportowych z wiodącą sekcją piłki nożnej, które funkcjonują na użyczonych przez władze samorządowe obiektach sportowych, w tym częściowo na ?Orlikach?, pracują za wynagrodzenie często od 300 zł do 500 zł przygodni instruktorzy, często bez odpowiedniego wykształcenia i w związku z tym stosownego do zadania przygotowania i doświadczenia pedagogicznego oraz merytorycznego.
W mojej opinii pierwszym krokiem w budowaniu podstawy prawidłowej piramidy szkoleniowej, aby efektem końcowym za lat 10?12 było posiadanie silnej drużyny narodowej klasyfikowanej w pierwszej dziesiątce FIFA, jest szybka zmiana kadry dokonującej naboru i szkolenia adeptów piłki nożnej.
Jedną z propozycji może być dofinansowanie pensum dydaktycznego nauczycieli wychowania fizycznego, którzy w części swojego etatu mogliby pracować w szkole, a w drugiej części wykonywać pracę trenera piłkarskiego dla dzieci w wieku szkolnym w klubie sportowym działającym na obiekcie sportowym użyczonym przez władze samorządowe.”
Ciągle nie ma odpowiedzi na tę interpelację. Nie wiemy więc, czy ministra Mucha wykorzysta podpowiedź posłanki Piotrowskiej.