Inicjatorzy referendum w sprawie odwołania prezydenta Rafała Bruskiego ogłosili dzisiaj fiasko przedsięwzięcia.

- Przynieśliśmy do komisarza wyborczego wymagany prawem formularz zniszczenia wszystkich podpisów, ponieważ nie zebraliśmy odpowiedniej ich liczby - powiedział poseł Paweł Skutecki, a następnie odczytał oświadczenie. Poseł Kukiz'15 oznajmił, że inicjatorzy referendum wykorzystali demokratyczne możliwości zapytania bydgoszczan, czy chcą odwołać prezydenta. - Z pokorą przyjmujemy decyzję bydgoszczan, żeby zmiany odbyły się w ustawowym terminie - dodał.

Paweł Skutecki podziękował wszystkim wolontariuszom zaangażowanym w akcję referendalną, w tym organizacjom katolickim z Akcją Katolicką na czele, narodowym, kibicowskim, a także nie wymienionym z nazwiska pracownikom ratusza "za bardzo konkretne dokumenty, które będziemy analizować w najbliższym czasie".

- Nie przegraliśmy tej potyczki. Wygraliśmy doświadczenie, zgraną drużynę, zdiagnozowaliśmy sojuszników, daliśmy bydgoszczanom jasny przekaz, kto w tym mieście jest jedyną opozycją. Już dzisiaj rozpoczynamy marsz po mandaty radnych. Prezydenta zmienimy, ale nieco później - oznajmił Paweł Skutecki i doprecyzował, że za prawdziwą opozycję w Bydgoszczy uważa środowisko, które w akcji referendalnej wystąpiło przeciw prezydentowi Bruskiemu. - Są w nim też przedstawiciele PiS - zaznaczył.

Zapytany, ile udało się zebrać podpisów, odpowiedział, że 25 tysięcy. - Było mnóstwo podpisów bez PESEL-i, z meldunkiem innym niż Bydgoszcz, głównie na tych listach poparcia, które były przyniesione do biura lub spłynęły pocztą - wyjaśnił i dodał, że mimo buńczucznych zapowiedzi, które padły w pierwszych dniach zbiórki podpisów: - To jest moja mała porażka, którą przekuję na nasz wielki sukces.

Robert Szatkowski ze stowarzyszenia Bydgoski Wyszogród powiedział. że sukcesem akcji referendalnej jest wycofanie się prezydenta z kilku podwyżek. - To były najlepsze dwa miesiące pana prezydenta. Nie świadczy to dobrze o prezydencie, który musi mieć bat nad głową - stwierdził Szatkowski.

Przysłuchujący się konferencji prasowej dwaj radni Platformy Obywatelskiej, Jakub Mikołajczak i Mateusz Zwolak, wyrazili obawy co do dalszego losu list z danymi 25 tys. bydgoszczan. - Nie powinny być wywożone poza Bydgoszcz. Na karcie do zbierania podpisów widniał podpis, że wszystkie podpisy trafią do komisarza wyborczego. Mamy zaufanie do komisarza wyborczego, że on w należyty sposób te dane by zabezpieczył i potem zniszczył. Przekazanie list z podpisami do firmy w Toruniu niszczącej dokumenty budzi nasze obawy  - mówił Zwolak. Na te słowa zareagował radny Bogdan Dzakanowski. - Kłamstwo! Nie można kłamać. Na karcie nie było takiej informacji - zaprzeczył Dzakanowski i zarzucił, że z jego skrzynki na listy, którą każdy radny posiada w ratuszu, zginęło wiele wypełnionych kart z podpisami poparcia dla referendum.