Poseł Platformy Obywatelskiej Michał Stasiński wzburzony jest brakiem zainteresowania służb rządowych poszkodowanymi nawałnicą, która miała miejsce miesiąc temu. Wojewoda Mikołaj Bogdanowicz zareagował błyskawicznie.
Posła Michała Stasińskiego tak wzburzyła hipokryzja i kłamstwa w sprawie rządowej pomocy dla poszkodowanych w nawałnicy, że postanowił to zdemaskować i zorganizował dzisiaj konferencję prasową. Parlamentarzysta PO wyjaśnił w jej trakcie, dlaczego zajął się poszkodowanymi. Zdradził, że podczas przemówień ministra Błaszczaka i posła Schreibera w sejmie, w których obaj politycy PiS wyliczali i chwalili się skutecznymi działaniami rządu, zadzwonił do niego telefon. "Panie pośle, nie możemy słuchać tych kłamstw, że sytuacja opanowana, procedury uproszczone, pomoc rządu idzie szeroką ławą. Niech pan przyjedzie jak najszybciej i zobaczy co tu się dzieje" - usłyszał od mieszkańca poseł Stasiński. Parlamentarzysta już po południu pojechał do Wąwelna i Toninka. Na miejscu okazało się, że rzeka Krówka dalej jest zawalona drzewami i wylewa. Natomiast ludzie tam mieszkający nie mają dachu nad głową i mają zalane piwnice. Na dodatek nie mają znikąd żadnej pomocy, a wokół można dostrzec jedynie paraliż decyzyjny i brak zainteresowania. Na potwierdzenie swoich słów poseł Stasiński przedstawił zdjęcia wykonane z drona, ukazujące szkody, jakie wywołała nawałnica.
Poseł Stasiński alarmował, że nie były u dotkniętych nawałnicą żadne komisje, które by oszacowały szkody, a jak były, to ich wizyta nie zakończyła się podpisaniem stosownych dokumentów. - Od miesiąca ci ludzie są bez środków do życia. Dostali 6 tys. zł pomocy, ale teraz nikt się z nimi spotkać nie chce - alarmował Stasiński. Parlamentarzysta przypomniał, że wojsko zamiast ruszyć z pomocą poszkodowanym, 15 sierpnia wzięło udział w prywatnej defiladzie w Bydgoszczy.
W tej sytuacji poseł Stasiński zaapelował do wojewody kujawsko-pomorskiego o natychmiastowe podjęcie akcji pomocy.
Ten apel spotkał się niemal z natychmiastową reakcją.
O godz. 14 w urzędzie wojewódzkim odbyła się konferencja prasowa wojewody Mikołaja Bogdanowicza oraz dyrektora Wydziału Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego KPUW Jakuba Wawrzyniaka.
Wojewoda Bogdanowicz przyznał, że sytuacja na rzece Krówka dalej jest trudna, ale dodał, że zarzuty posła Michała Stasińskiego bezpośrednio i wyłącznie kierowane do służb rządowych nie są do końca ze względów formalnych zasadne, a powinny być adresowane do marszałka województwa i jego służb (Kujawsko–Pomorski Zarząd Melioracji i Urządzeń Wodnych we Włocławku jest wojewódzką samorządową jednostką organizacyjną realizującą zadania własne samorządu województwa oraz zlecone Samorządowi i Marszałkowi Województwa z zakresu administracji rządowej). - Odpowiedzialnym za ten ciek wodny jest przede wszystkim zarząd melioracji i marszałek województwa - stwierdził wojewoda i dodał, że administracja rządowa się nie uchyla od działań, ale należałoby miarkować odpowiedzialność i dodał, że na wniosek zarządu melioracji i starosty sępoleńskiego podjęte zostały działania oczyszczające Krówkę przez wojsko.
- Od 24 sierpnia do 30 sierpnia żołnierze oczyścili koryto Krówki od Skoraczewa do Toninka na długości 14 km. Krówka jest zaniedbana od wielu lat. Być może błędem było wycofanie sił wojskowych, ale poziom rzeki obniżył się - tłumaczył dyr. Jakub Wawrzyniak, stwierdzając, że nie jest prawdą, że wojsko nie wykonało zadania, a rezygnacja z usług wojska nastąpiła po porozumieniu z nakielskim oddziałem zarządu melioracji, który odpowiada za stan Krówki. Teraz, po kolejnym spotkaniu sępoleńskiego zespołu zarządzania kryzysowego rozważa się nawet wypompowywanie przez strażaków wody z koryta rzeki.
Wojewoda odpierał również zarzuty posła Stasińskiego dotyczące braku innej pomocy niż wypłaty jednorazowej pomocy w wysokości 6 tys. zł. - Zniecierpliwienie poszkodowanych jest zrozumiałe - stwierdził Bogdanowicz. Wojewoda podkreślił, że zniszczonych lub uszkodzonych jest 10 tys. budynków. - Na odszkodowania powyżej 6 tys. zł mamy już na koncie 9 mln zł, a o kolejne 14 mln zł wystąpiliśmy do ministerstwa. Samorządy wydały decyzje szczątkowe, na około 1 mln zł, procedury są w fazie końcowej i wypłaty będą narastać - tłumaczył Bogdanowicz, dodając, że szybkość ich wydawania zależeć jednak będzie od służb wójtów i burmistrzów - od gminnych służb pomocy społecznej.