Poseł Tomasz Latos stwierdził, że decyzje dotyczące ograniczenia dostępu do pomieszczeń sejmowych przez dziennikarzy podjęte przez marszałka Marka Kuchcińskiego nie powinny być zaskoczeniem, gdyż mieściły się w logice planu rozbudowy sejmu, zapoczątkowanego przed kilku laty. – Wtedy też były spotkania w gabinecie ówczesnego marszałka Komorowskiego czy Sikorskiego i nad tymi zmianami dyskutowaliśmy – mówił Latos. Poseł PiS przyznał jednak, że można było je podjąć w inny sposób. Tak samo wykluczenie z obrad posła nie było niczym nowym, bowiem marszałek Małgorzata Kidawa-Błońska również korzystała z tego środka dyscyplinującego posłów. Latos wskazał, że posłowie PiS nie mogli dopuścić do anarchii, szczególnie w czasie posiedzenia, na którym miał być uchwalony budżet. – Skutki nieuchwalenia budżetu mogły doprowadzić nas nawet do rozwiązania sejmu. Opozycja wprowadziła anarchię, coś na kształt przewrotu chcieli zrobić – dodał Latos.

Poseł do Parlamentu Europejskiego Kosma Złotowski powiedział, że zagraniczne media relacjonują konflikt w polskim parlamencie z wielką szkodą dla naszego kraju, a działania podejmowane przez opozycję są niebezpieczne. Również ocenił, że protesty realizowane są według scenariusza, który ma prowadzić do obalenia rządu i rozpisania nowych wyborów. Europoseł PiS zauważył, że w Brukseli jedynym sygnałem z obrad dla redakcji i dziennikarzy jest zapis pochodzący z kamer Parlamentu Europejskiego.

O tym że scenariusz wydarzeń był wcześniej przygotowany przez opozycję, zdaniem posła Łukasz Schreibera, świadczyły takie okoliczności jak wcześniejsze (12 grudnia) zgłoszenie demonstracji KOD-u przed sejmem i przyjazd do Warszawy protestujących z całego kraju. – Gdyby PiS, gdy był w opozycji, zablokował mównicę sejmową w taki sposób jak Platforma to zrobiła, reakcja mediów byłaby jednoznaczna – stwierdził Schreiber. Wykluczenie z obrad posła Szczerby porównał do pokazania czerwonej kartki przez sędziego w czasie meczu piłkarskiego. – Przecież zawodnicy z ławki nie wybiegają wtedy w proteście na boisko, a kibice nie blokują wyjść stadionu – stwierdził. Dodał, że podczas obrad w Sali Kolumnowej nad budżetem państwa zachowane było quorum, więc prawomocność podjętych decyzji nie może budzić wątpliwości. – Nie ma mowy o złamaniu regulaminu – stwierdził Schreiber.

- Opozycja nie może pogodzić się z tym, że działamy dla dobra społeczeństwa – skomentowała zachowanie posłów PO i .Nowoczesnej Ewa Kozanecka. – Nam się udało w ciągu roku zrobić więcej niż obecnej opozycji przez osiem lat, gdy rządziła – dodała Kozanecka i wyliczyła dokonania rządu, m.in. program 500 Plus, ustawy obniżające wiek emerytalny, o minimalnym wynagrodzeniu, bezpłatnych lekach, a także fakt, że bezrobocie jest najniższe od wielu lat, a na kolej, drogi i górnictwo rząd przeznacza coraz więcej pieniędzy. Kozanecka odniosła się też do przemówienia prezydenta Rafała Bruskiego, wygłoszonego w sobotę podczas protestu KOD-u w Bydgoszczy. – Prezydent zarzucał nam, że dbamy o społeczeństwo. Zamiast cieszyć się z tego powodu, że pomagamy rodzinom, że pozwalamy im wyjść z ubóstwa, to wręcz przeciwnie neguje nasze działania – powiedziała Kozanecka.

- Jestem zasmucony i zażenowany tym, co się dzieje – stwierdził poseł Piotr Król i dodał, że kilkanaście lat funkcjonował w opozycji jako radny bydgoskiego samorządu i do głowy mu nie przyszło, by blokować mównicę i uniemożliwiać funkcjonowanie rady. – Prowadzenie obrad przez marszałka nie jest łatwe, gdy słyszy się inwektywy i dziki atak – mówił Piotr Król i dodał, że było to widoczne szczególnie gdy zajmowali się ustawą o zmniejszeniu emerytur esbekom. – Wpływy tych ludzi nie powinny być tak ogromne – stwierdził. Uznał, że działania opozycji odbywały się według przygotowanego scenariusza. Zwrócił uwagę, że manifestacje w wielu miastach nie mogły być spontaniczne, bo wymagały zgłoszenia do samorządów lokalnych, a jeśli nie były zgłoszone zgodnie z prawem, to nie były legalne. – Ciekawe, czy w Bydgoszczy manifestacja była zgłoszona do urzędu miasta, czy nie. Sprawdźcie to – zaapelował.