Z ogromnym niepokojem obserwuję sytuację do jakiej doszło w MZK w Bydgoszczy. Kryzys ten został wywołany przez błędne decyzje, w tym personalne, podjęte przez prezydenta Rafała Bruskiego. Skutki tych działań dotknęły licznych mieszkańców naszego miasta, a w dalszej konsekwencji dotyczyć będą samego przedsiębiorstwa i jego pracowników.

Apeluję do prezydenta Bruskiego o nawiązanie dialogu z pracownikami i wycofanie się z podjętych decyzji personalnych. MZK nie może być miejscem, do którego wysyła się bliskiego współpracownika w okolicznościach, gdy w ratuszu pojawiły się zarzuty dotyczące jego działania. Wszystko to dzieje się w sytuacji, gdy dotychczasowy prezes dobrze kierował przedsiębiorstwem.

Apeluję, aby nie ograniczać wsparcia finansowego dla MZK ze strony miasta, bo leży to w interesie wszystkich mieszkańców. Uważam także, iż ewentualne pomysły podziału przedsiębiorstwa, czy też jego częściowej prywatyzacji będą szkodliwe dla Bydgoszczan.

Tomasz Latos

* * *

Kiedy wczoraj pojawiły się pierwsze, dla mnie nowe, informacje o możliwości strajku kierowców i motorniczych MZK, nie wierzyłem. Naprawdę. Jestem może naiwny, ale doskonale pamiętam, jak przed laty Rafał Bruski pouczał swojego poprzednika, że pycha kroczy przed upadkiem. Prorocze to były słowa. Zamiast rozmawiać z ludźmi, wolał karmić swój coraz większy dwór. W efekcie dzisiaj od rana miasto zostało sparaliżowane.

Byłem dziś rano w zajezdniach przy ul. Inowrocławskiej i Toruńskiej. Widziałem tych ludzi, rozmawiałem z nimi. Chciałem z jednej strony dowiedzieć się o prawdziwy powód ich determinacji, ale z drugiej strony zapytać, jak mogę pomóc. Strajkujący mają tylko jeden postulat: chcą przywrócenia do pracy szefa, który nie tylko ich zdaniem postawił zakład na nogi i stracił stanowisko wskutek obrony firmy przed niekorzystnymi, a forsowanymi przez prezydenta rozwiązaniami. Widzieliście kiedyś strajk w obronie szefa? Co ważne, organizatorem strajku jest załoga, oddolnie, bez udziału związków zawodowych. Ewenement na skalę kraju.

Ci ludzie mają bardzo ciężką, średnio opłacaną pracę, ale widać, że kochają to, co robią i chcą dla swojej firmy jak najlepiej. Ponad tysiąc osób strajkuje, a prezydent ewidentne zamiast rozmawiać, chce iść na konfrontację. Jeśli brakuje mediatora, to mogę się podjąć. Nie jestem członkiem żadnej partii ani związku zawodowego. A może po prostu wynajmijcie zawodowego mediatora w ogóle spoza miasta i regionu. Alternatywą jest bardzo trudny i długi konflikt, w którym nie będzie wygranych. Przegrają bydgoszczanie, nasi goście, pracownicy i pasażerowie. Pan też przegra, Panie Prezydencie.

Mówią, że nie umie Pan rozmawiać z ludźmi, proszę, niech Pan pokaże, że jest inaczej, a ?obywatelskość? ze sztandaru Pana partii to nie jest ściema.

Paweł Skutecki