– Legalny był wczorajszy strajk ostrzegawczy?

- Jak najbardziej legalny.

– Rzecznik prasowy Enei twierdzi, że nielegalny.

- Nie mamy co do tego żadnych wątpliwości, tym bardziej, że jego legalność uznał minister pracy i polityki społecznej Jacek Męcina, gdyż wczoraj o 13.00 przyszło od niego pismo, stwierdzające istnienie sporu zbiorowego i wzywające zarząd, żeby zasiadł do rozmów.

– Wobec tego nie rozmawiajmy o legalności, ale o celowości.

- No właśnie. Nie widać żadnego sensownego celu w działaniach zarządu. Najpierw była pionizacja, co polegało np. na przenoszeniu ludzi z Bydgoszczy do Poznania, ot tak, bez żadnego uzasadnienia, wyliczeń. Teraz ma być restrukturyzacja, polegająca na eliminacji posterunków energetycznych. A za chwilę likwidacja rejonów i oddziałów i zamiast 30 trzeba będzie 70 km albo jeszcze więcej jechać do awarii, a chyba nikomu nie muszę tłumaczyć, jak ważny jest prąd. Prąd jest dzisiaj tak samo potrzebny do życia, jak woda czy powietrze.

– Świętym prawem związkowca jest obrona miejsc pracy, ale świętym prawem właściciela firmy jest racjonalizacja kosztów. Czy nie ma w waszej firmie przerostów zatrudnienia?

- Już zwolniono w spółce Enea Operator 600 osób. Czasem nie ma kogo wysłać do awarii z powodu braku pracowników. Nasza spółka szczyci się największą produktywnością na osobę spośród wszystkich operatorów polskich.

– Jeśli nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze.

- Nam nie chodzi o pieniądze. Gdybyśmy chcieli walczyć o płace, to byśmy nie podpisali porozumienia, w którym właściwie zgodziliśmy się na ochłapy w zestawieniu z setkami milionów złotych, jakie zarabia nasza firma. A przecież jesteśmy przedsiębiorstwem użyteczności publicznej, w którym zysk nie jest najważniejszy. Podłączamy klienta bez względu, czy to jest opłacalne, czy nie. Czujemy się energetykami z krwi i kości.

– Jest pan energetykiem z dziada pradziada?

- W pierwszym pokoleniu, ale pracuję w tej branży od 44 lat, od stanowiska montera do kierownika rejonowej dyspozycji ruchu i standardy obsługi klienta są dla mnie na pierwszym miejscu

– Co dalej?

- Mamy opracowany harmonogram działań, do strajku generalnego włącznie. A wtedy już nie tylko wstrzymamy się od obsługi klienta i remontów urządzeń energetycznych, ale do awarii jeździć będziemy tylko w celu ratowania życia i zapewnienia bezpieczeństwa służbom ratowniczym.