Prezes MWiK-u Stanisław Drzewiecki wyrok Sądu Polubownego przy Sądzie Arbitrażowym w Warszawie uznał za korzystny dla bydgoskich “wodociągów”. – Z 19 mln zł wypłaconej w gotówce gwarancji (pieniądze GPW) oddajemy zaledwie 1/4 tej kwoty. Nie płacimy faktur za wykonane przez GPW roboty i urządzenia. Nasza łączna korzyść wynosi 28,6 mln zł – stwierdził. – Inwestycja została zrealizowana na tym samym terenie, jaki został zdefiniowany dla GPW – dodał.
Sąd wskazał, poinformował szef MWiK-u, że GPW w trakcie realizacji budowy żądał podwyższenia ustalonego wynagrodzenia, a po zejściu z budowy złożył ofertę – z pominięciem ustawy o zamówieniach publicznych – na dokończenie inwestycji za dodatkowe 96 mln zł. Łącznie MWiK miał za wykonanie zapłacić 124 mln zł. – W trybie prawa zamówień publicznych nie wolno zmieniać warunków kontraktu. Z mocy prawa byłoby to nieważne. Gdybyśmy to przyjęli groziłaby nam utrata części lub całości grantu z UE. GPW złożyło ofertę korupcyjną, poza przetargami – wyjaśniał Drzewiecki. – Sąd wykazał GPW, że przygotowując ofertę nie wykazało ono należytej staranności – cytował. – GPW złożyło doniesienie do prokuratury, ale prokurator odmówił wszczęcia postępowania. Napisał w uzasadnieniu wręcz laurkę dla nas, że MWiK postąpił słusznie. Pan Rega był o tym informowany. Ale to się robi tak, że wyrywa się jedną kartkę i manipuluje się – stwierdził.
Powództwo główne w zaistniałym sporze było autorstwa GPW – o zapłatę 32 mln zł. MWiK nie był inicjatorem procesu, tłumaczył Drzewiecki. – Natomiast w jego trakcie MWiK złożył pozew wzajemny, w obronie interesów spółki i miał on charakter zaporowy i osłabiający pozycję GPW w tym procesie. Ta strategia się udała. Wykonaliśmy inwestycję na tej samej powierzchni, którą dysponowało GPW. Sąd uznał za bezpodstawne żądanie GPW zwiększenia ceny kontraktu. Uznał, że GPW przygotowało ofertę niestarannie i nierzetelnie, czym “w bardzo znacznym stopniu przyczyniło się do niewykonania kontraktu inwestycyjnego” – przekonywał prezes MWiK-u.
- W czyim interesie występuje pan radny Rega i pan poseł Złotowski. Czy w interesie katowickiej firmy, która spowodowała kłopoty w realizacji inwestycji, czy w interesie bydgoszczan? – pytał prezes Drzewiecki. – Ci panowie w oparciu o zmanipulowane relacje prasowe zwołują konferencję i bez analizy żądają wykonania na mnie wyroku. To przypomina lata minione. Nie zapytali, nie poprosili o wyjaśnienia, o spotkanie, żeby wszystko im wytłumaczyć. Zapraszaliśmy ich na prezentacje – nigdy ich nie było. Wszystko byśmy im wytłumaczyli. Pokazują tylko dokumenty korzystne dla siebie. Nie cytują wszystkich oddalonych żądań GPW. Tomasz Rega nie chce informacji, on ma gotową tezę. To jest manipulacja.
Drzewiecki powiedział, że po zejściu z terenu budowy przez GPW rozstrzygnięcie nowego przetargu nastąpiło w roku 2008, a wtedy ceny były wyższe niż kilka lat wcześniej, gdy GPW wygrało przetarg. – Wtedy ceny były poniżej kosztorysów inwestorskich. Firmy nie miały zleceń. Drugi przetarg był w czasie boomu inwestycyjnego. Ceny zmieniły się. Stąd wynika różnica. Myśmy mieli tylko jeden cel – działać zgodnie z prawem i w interesie bydgoszczan.
Prezes MWiK-u zaprzeczył również, że wytoczył powództwo jako Stanisław Drzewiecki. – Nie ma żadnego pozwu ode mnie. Ja wykonuję służbę na rzecz miasta. Jestem nieprzemakalny na te sytuacje. Natomiast nasza miejska firma została pomówiona w sposób niedopuszczalny przez pana Regę w 2010 r. I to jest nasze nieszczęście. W ciągu dwóch lat nie odbyła się ani jedna rozprawa. Pan Rega różnymi kruczkami prawnymi przenosił terminy. Kolejna ma być w przyszłą środę. Niech pan Rega będzie mężczyzną i stanie przed sądem, a nie robi wrzawę na całe miasto. Jako firma jesteśmy gotowi. Niech stanie!