Zgodnie z wczorajszą zapowiedzią Michała Sztybla, dyrektora Biura Obsługi Mediów i Komunikacji Społecznej w bydgoskim ratuszu, prezydent Rafał Bruski odpierał dzisiaj na specjalnie zwołanej konferencji prasowej zarzuty sformułowane wczoraj przez polityków Prawa i Sprawiedliwości związane z inwestycją Outlet Center i planami wywłaszczenia bydgoskiej firmy Mark-Rol Waldemara Piniarskiego, na terenie której ma powstać droga dojazdowa z parkingiem.
- Jeżeli radni twierdzą, że nie wiedzieli za czym głosują, wystawiają sobie sami świadectwo. Nie przygotowali się do sesji – stwierdził prezydent Rafał Bruski i dodał, że założenia planu zagospodarowania przestrzennego były korzystne dla rozwoju miasta. Inwestor zobowiązał się do poprawy rozwiązań drogowych na kwotę 5,5 mln zł, a po zrealizowaniu inwestycji miasto wzbogacone zostanie corocznym półmilionowym podatkiem od nieruchomości. – Wszystkie procedury, zgodnie z prawem, zostały dochowane – stwierdził.
Następnie przystąpił do oceny konferencji prasowej PiS od strony politycznej. – Wojna PiS z samorządem trwa. Tak zniszczono Trybunał Konstytucyjny, obecnie niszczy się system sądownictwa, wojskiem dowodzi generał Misiewicz, policjanci jeżdżą na koniach z przyczepionymi piórami i skrzydłami, i wycinają konfetti – wyliczał. – Szeregowi działacze PiS w całej Polsce dostali od pana prezesa zadanie czynić jak najwięcej zamieszania, fermentu, podsycania konfliktów, włączania się w każdy obszar, gdzie można coś ugrać. Takie wiadomości trafiające do ucha prezesa decydują o miejscach na listach wyborczych i obejmowaniu intratnych posad w spółkach skarbu państwa – uzasadniał aktywność posła Łukasza Schreibera i radnego Tomasza Regi prezydent Rafał Bruski, dodając, że politycy PiS nie kierują się żadnymi zasadami. – Zasad nie ma żadnych. Zasada jedna kiedyś obowiązywała. Akurat PiS jest bliższy modelu PRL-u niż kraju dobrze rozwiniętego z szeroką demokracją i mechanizmami właśnie demokracji. Słynny Feliks Dzierżyński kiedyś powiedział: Dajcie mi człowieka, a paragraf znajdę – stwierdził Bruski i tym uzasadniał fakt, że politycy PiS podważają jego uczciwość w publicznej działalności. Przypomniał, że robili to wcześniej, ale ilekroć to się zdarzało, wytaczał im procesy o ochronę dóbr osobistych i je wygrywał.
- Do gry wciągnięto mojego syna. Od 3 lat jest poza Bydgoszczą. Tam pracuje na swój rachunek. Dzieciom prezydenta, posłów niełatwo pracuje się w mieście, gdzie pełnią mandat. Więc taką podjął decyzję: odważną, ambitną, pojechał, skończył studia ekonomiczne, pracuje w finansach, współpracuje z firmą, tą, która chce inwestować w Bydgoszczy – wyjaśniał Bruski, dodając, że firma ta realizuje w Polsce kilkadziesiąt kontraktów. Natomiast w Bydgoszczy umowę z tą firmą negocjował zespół złożony z przedstawicieli Wydziału Mienia i Geodezji, Zespołu Radców Prawnych i Zarządu Dróg.
Zespół ten nie miał żadnych determinant i czynienie teraz sugestii, porównujących sprawę z aferą Amber Gold nie ma podstaw. Na marginesie Rafał Bruski zaznaczył, że afera Amber Gold była oszustwem na 900 mln zł, a straty SKOK-ów spowodowały wypływ z systemu bankowego już 5 mld zł.
- PiS wiele razy podejmował działania przeciw miastu – oskarżał Rafał Bruski i w tym kontekście wymienił angażowanie się radnych PiS w spór między szpitalem miejskim a firmą cateringową, obronę prywatnych firm śmieciowych w związku z budową spalarni śmieci. Zarzucił posłowi Piotrowi Królowi lobbowanie i zachęcanie go jako prezydenta do sprzedaży zabytkowego obiektu przy śluzie w Brdyujściu. – Byłaby to niekorzystna sprzedaż, bo obiekt zabytkowy sprzedaje się z upustem 50% – wyjaśniał. Stwierdził też, że w sporze z tartakiem o przebieg Trasy Uniwersyteckiej wypracował optymalne rozwiązanie. – Musiałem tłumaczyć się, dlaczego nie chcę wypłacić 8 mln zł temu, który ten tartak prowadzi. Dzisiaj to jest około milion złotych. Czyje interesy reprezentują ci radni? – pytał Bruski.
Następnie prezydent Bydgoszczy zaatakował posła Łukasza Schreibera. – Jedyny sukces – wiem, że wczoraj brylował – pana posła Schreibera, przynajmniej taki, który ja znam, to zebranie – a nie jest to proste – kwoty, tak oceniam, to mój szacunek, około pół miliona złotych, oklejenie miasta i całego województwa, i dzięki temu uzyskanie mandatu do parlamentu – stwierdził Bruski, po czym dodał, że sukcesem posła PiS jest również uczestnictwo w liczeniu głosów w Sali Kolumnowej podczas uchwalania budżetu i udział w uchwaleniu ustawy o wycince drzew.
- Swoją aktywnością chcą przykryć wielką nieskuteczność. Rząd, czyli ministrowie, sekretarze stanu, kilku niekiedy ich jest, podsekretarze stanu – łącznie jest ich około 100 osób. Jak państwo doskonale wiecie, żadnego z Bydgoszczy, no bo spadochroniarza, który uczy Francuzów jeść nożem i widelcem, nie zaliczam do parlamentarzystów z naszego regionu. No niestety taka jest dzisiaj siła polityków PiS z Bydgoszczy – zakończył polityczną analizę Rafał Bruski.
Następnie dyrektor Michał Sztybel wyliczył wiele inwestycji, o które w innych regionach Polski skutecznie zabiegają posłowie PiS.
- Dzisiaj jest wojna Prawa i Sprawiedliwości z samorządami. Samorządowcy nie chcą stać i czekać na wyrok. Różnego rodzaju inicjatywy są podejmowane – powtórzył Rafał Bruski i poinformował, że z pełnomocnikiem ds. metropolii bydgoskiej, Łukaszem Krupą wziął udział w zjeździe ponad półtora tysiąca samorządowców w Warszawie, by zaprotestować przeciw zmianom ustrojowym w Polsce, w tym przeciw odebraniu prawa do kandydowania wójtom, burmistrzom i prezydentom w sytuacji, gdy sprawują te funkcje obieralne przez dwie kadencje.
Wtedy na konferencji prasowej nastąpił zwrot akcji, bo głos zabrał właściciel firmy Mark-Rol, której teren ma zostać przejęty na drogę i parking. – Ja nie jestem związany z żadną partią – poinformował Waldemar Piniarski. I od razu przeszedł do rzeczy. – Bez potrzeby rujnowania mi firmy można rozwiązać infrastrukturę drogową. Moja firma też płaci podatki do tego miasta. Mnie polityczne rozgrywki PiS – PO, o czym panowie tu mówicie cały czas, nie interesują. Niszczycie prywatny biznes, który nie odbuduje się w 5 minut. Ja na to pracowałem 26 lat – żalił się Piniarski i wyjaśnił, ze nabył teren z krzakami i zainwestował. – Połowa radnych nie ma pojęcia, co tam ma być i głosowała na ten temat – stwierdził i dodał, że teraz chcą parking zrobić na jego własności. – Nikt ze mną tego nie konsultował – zaznaczył i dodał, że jak został powiadomiony o planach miasta, był w urzędzie i zgłosił ustnie swoje uwagi. – Nie mam zamiaru rezygnować, oświadczyłem w biurze. Mój błąd, że nie zrobiłem tego na piśmie – przyznał.
- Chciałbym odnieść się do rozsądku panów, a nie rozgrywek politycznych. Nie należę do żadnej partii. Chciałbym, żeby ktoś ze mną chciał rozmawiać, bo decyzje w stosunku do mnie nie są chyba ostateczne. Sprawa jest do rozwiązania, ale w normalny, cywilizowany sposób. Bo jeżeli, panie prezydencie, chciałem się z panem skontaktować, to wie pan, jakby pan to usłyszał jako zwykły człowiek, co opowiadają mi wkoło, kogo ja muszę odwiedzić, żeby się z panem spotkać… – zawiesił głos Piniarski.
Rafał Bruski zauważył, że właścicielem terenu jest dopiero od 2009 roku. – Kupił pan działkę w momencie, gdy studium było już przyjęte i było wiadomo, że na tym terenie miasto planuje wielkopowierzchniowe obiekty. Jeżeli pan i pana przedstawiciele, wczoraj, siadają koło posłów PiS, no to znaczy, że wchodzi ta polityka. Dlatego ja dzisiaj pozwoliłem sobie na te wątki polityczne – tłumaczył się Bruski i dodał: – Jeśli widzi pan możliwość rozwiązania, zapraszam w poniedziałek. Prezydent Bruski tłumaczył następnie, że decyzje, które przychodzi mu podejmować są trudne i nieraz nie można pogodzić wszystkich interesów.
Wtedy w sali konferencyjnej powstał gwar, który przerwał sąsiad właściciela firmy Mark-Rol pan Federkiewicz, który przedstawił rozwiązanie alternatywne do tego przedstawionego przez Miejską Pracownią Urbanistyczną i zatwierdzoną przez miejskich radnych, a które zakładało ocalenie przed wywłaszczeniem terenu firmy Mark-Rol i w ramach którego on sam gotów jest oddać własnyy teren za wręcz symboliczną zapłatę.
- Dlaczego to nie zostało zrobione? – zapytał zebranych na konferencji prasowej prezydenta Bydgoszczy i odpowiedział: – Nie zostało zrobione tylko z jednego powodu. Takie jest nasze zdanie i każdego, kto na to spojrzy. Bo my od ulicy Fordońskiej zasłaniamy swoim widokiem, swoją obecnością, że tam w ogóle jesteśmy, tę inwestycję, prywatną inwestycję, która nie jest inwestycją miejską, która służyć będzie inwestorowi, nikomu innemu. Ale zabierając nam ten teren, trzeba wpaść na cudowne rozwiązanie, że trzeba to jeszcze zagospodarować. Trzeba tam zrobić parking – parking, który będzie własnością miasta. Nikt poza klientami Outlet Center nie zostawi tam samochodu. Za parking nie trzeba płacić podatku od nieruchomości od prowadzonej działalności gospodarczej. Grubymi nićmi jest to szyte. Nad naszymi głowami zostało wszystko załatwione – mówił rozgoryczony sąsiad Mark-Rolu i dodał: – Jestem apolityczny. Nie byłem na wyborach od 15 lat i nie będę chodził nigdy – uzupełnił wypowiedź Federkiewicz, tłumacząc wywód o politycznej bierności brakiem kandydatów, którzy reprezentowaliby jego interesy.
- Jak panu się podoba moja wersja? Ten parking i ta droga jest fikcją. Jest to zrobione tylko po to, żeby nas stamtąd przy pomocy specustawy wysiedlić. Układ drogowy ma usprawnić i odciążyć Abramczyka, Alcatela… Bzdura! Na pewno budowa tego odcinka nie pomoże w niczym – mocno stwierdził Federkiewicz i przystąpił do obalania zasadności porównania zastosowanych tutaj procedur w stosunku do tych, które miały miejsce, gdy obok budowała się IKEA.
- Z IKEĄ dogadałem się jak dżentelmeni. Żyjemy w dobrym sąsiedztwie. Ale rozmowa z IKEĄ była inna. Z IKEĄ dogadaliśmy się w 15 minut. Potem trwało to dłużej, bo prawnicy musieli na swój język wszystko przełożyć. Tutaj inaczej było. Podchody, nikt niczego nie wie. Uważam, że ktoś przy podejmowaniu decyzji się rozpędził. Panie prezydencie, niech pan spojrzy na to, co proponuję. Mój ścięty narożnik przekażę, a z Schenkerem się dogadacie. Rozważmy, ile to ma kosztować? A nie bombą pod tytułem: specustawa, podłożyć nam i powiedzieć: albo będzie tak jak my chcemy, a jak nie to nie ma was – zakończył apel do prezydenta Bruskiego sąsiad Mark-Rolu.
- Pan oczekuje ode mnie dyskusji na temat budowy dróg. Ja nie znam się na budowie dróg. Jakie są szerokości, jaka infrastruktura podziemna. Rozwiązanie przygotowali fachowcy, postępowali identycznie jak przy innych planach – wyjaśniał prezydent. – Mam związane ręce, bo mnie obowiązują ustawy, wyceny, bo gospodaruję publicznym pieniądzem. Jeśli jest taka potrzeba, zapraszam. Osobiście nigdy się w to nie angażuję. Są specjaliście u mnie w wydziale, którzy mają wiedzę szczegółową, doświadczenie. Jak jest taka wola spotkania, zorganizuję je w przyszłym tygodniu. Między środą a piątkiem spotkamy się – proponował Rafał Bruski.
Na koniec pytanie zadała dziennikarka Polsatu. – Czy sięgnięcie do specustawy, by budować drogę serwisową nie jest nadużyciem, panie prezydencie? – zapytała.
Rafał Bruski nie odpowiedział wprost. – Zarząd Dróg jest od tego, żeby budować drogi, i skutecznie budować, i korzystać z obowiązującego w Polsce prawa. Może porozumieć się, ale może skorzystać z innej drogi prawnej – tłumaczył Rafał Bruski, ale konkretnie, o skorzystanie z jakiej innej drogi prawnej, czy w jakim innym trybie mógł postąpić, nie wiedział.
W związku z tym, że dziennikarka Polsatu nie uzyskała jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, czy grożenie specustawą nie było nadużyciem, przywołała wcześniejsze stwierdzenia dyrektora Michała Sztybla. Dyrektor Sztybel zapewnił, że ma nagranie swojej wypowiedzi i jeżeli mówił coś o specustawie, to tylko w takim znaczeniu, że “specustawa jest ostatecznością”.
Prezydent Rafał Bruski zapewnił, że na spotkanie w przyszłym tygodniu przygotuje się lepiej.