- Bogu dzięki, że Trybunał Konstytucyjny zajął się niesprawiedliwą ustawą i wydał werdykt wszechczasów! ? napisał w mailu do TVN24 Jan Świątek, gdy zobaczył w telewizji materiał, sugerujący, że działkowcy czują się zagrożeni w związku z werdyktem Trybunału w sprawie zgodności z konstytucją ustawy o ROD. – Przez 11 lat walczyliśmy wespół ze Stowarzyszeniem ?SIDOD? z Olsztyna o nową, sprawiedliwą ustawę o ogrodnictwie działkowym, lecz beton postkomunistyczny był za twardy do rozbicia ? poinformował redakcję TVN24 prezes Ogólnopolskiego Towarzystwa Ogrodów Działkowych.
Nie wszyscy wiedzą, że Bydgoszcz jest szczególnie zasłużona w walce z Polskim Związkiem Działkowców. To tutaj odbył się w 2002 roku ogólnopolski zjazd buntowników. W hali Astorii spotkali się przedstawiciele wielu ogrodów z różnych regionów kraju, by debatować nad przełamaniem wszechwładzy PZD.
– Czas wrócić do korzeni, zrzucić biurokratyczną czapę działaczy PZD ? zapowiedział wówczas Władysław Lasota, emerytowany prawnik, wieloletni prezes założonego w okresie międzywojennym bydgoskiego ogrodu ?Swoboda?. A korzenie, o których mówił Lasota, to przedwojenne Towarzystwa Ogrodów Działkowych, które mogły się łączyć ze sobą lub występować samodzielnie.W Niemczech jest około 5 mln działkowców i zgrupowali się oni w ponad 15 tysiącach stowarzyszeń. Inaczej niż w Polsce. Tutaj od 31 lat istniało tylko jedno stowarzyszenie. Art. 34 uchwalonej w maju 1981 roku ustawy brzmiał: ?Użytkownicy działek w pracowniczych ogrodach działkowych istniejących w dniu wejścia w życie ustawy stają się członkami Polskiego Związku Działkowców.? Zresztą nie tylko istniejących, ale i przyszłych, bo tylko PZD miał prawo zakładać nowe ogrody działkowe.
To był ? jak mówili buntownicy ? dożywotni wyrok. Czy ktoś chciał, czy nie chciał, zostawał członkiem przymusowego związku działkowców i pod groźbą eksmisji musiał płacić związkowi coroczny haracz za działkę, którą zawdzięczał najczęściej swojemu zakładowi pracy.
A może w tym całym larum o pieniądze właśnie chodzi? Działkowcy płacą tyle, ile PZD na dany rok ustala. W tym roku opłata wynosi 19 gr. za metr kw. Wydaje się niewielka, ale jeśli zważyć na fakt, że ogrody działkowe zajmują 44 tys. hektarów, a każdy hektar ma 10 tys. m kw., po przemnożeniu robią się z tych groszy ciężkie miliony. Tylko 65 proc. tej kwoty pozostaje do dyspozycji danego ogrodu, reszta odprowadzana jest do centrali i przejadają ją działacze okręgowi oraz krajowi.
- Wolę płacić gminie podatek rolny niż utrzymywać tę bolszewicką czapę – powiedział nam pan Stefan, który ma działkę w podbydgoskim Janowie. Wielu działkowców kłują w oczy uposażenia działaczy PZD. Pod szczególnym obstrzałem znajduje się Eugeniusz Kondracki. Niezatapialny. Prezesuje Polskiemu Związkowi Działkowców nieprzerwanie od 1981 roku, czyli 31 lat. Kondracki pracuje w związku na pół etatu za 8,5 tys. zł miesięcznie. Do prywatnego użytku ma wypasionego związkowego peugeota za blisko 100 tys. zł. Wysokie są zarobki córki Kownackiego. Jest ona dyrektorem wydawnictwa związkowego ?Działkowiec?. Nie musi się martwić o sprzedaż wydawanych pozycji. Zgodnie z regulaminami rodzinnych ogrodów działkowych, środki pochodzące z wpłat wpisowego od nowych członków PZD przeznaczone są wyłącznie na oświatę ogrodniczą działkowców, w tym na literaturę związkową dla działkowców. W PZD znaleźli również zatrudnienie zięć prezesa, siostrzeniec jego żony oraz partner córki. Nazywa się Kondrackiego, chyba bez przesady, baronem działkowym.
Prezes Kondracki najgłośniej krzyczał o krzywdzie działkowców, kiedy Trybunał Konstytucyjny orzekł, że ustawa o ogrodach działkowych jest w znacznej części niezgodna z konstytucją. – Działkowcy zostali dzisiaj pozbawieni wszystkich swoich praw ? oświadczył podczas konferencji prasowej. Dodał, że na skutek wyroku działki mogą zniknąć.
Ogrodowi buntownicy są odmiennego zdania. Uważają, że dopiero po wcieleniu w życie zmian nakazanych przez Trybunał Konstytucyjny nabiorą praw, przysługujących obywatelom państwa prawa. – Mamy konstytucję, która mówi, że każdemu zapewnia się wolność zrzeszania się i mamy ustawę, która wymusza na działkowcach zrzeszanie się w jedynym słusznym związku – wyjaśnia Jan Świątek.
Walka o przestrzeganie konstytucji, którą zbuntowani działkowcy prowadzili od wielu lat, nie była łatwa. Po zjeździe w Bydgoszczy w 2002 roku chcieli zarejestrować Ogólnopolskie Towarzystwo Ogrodów Działkowych. Jednak Wydział Spraw Obywatelskich bydgoskiego Urzędu Miasta ciągle negatywnie opiniował statut stowarzyszenia. Bez trudności udało się natomiast buntownikom zarejestrować swoje stowarzyszenie w Łodzi. Na zjeździe w Środzie Wielkopolskiej w 2005 roku prezesem Ogólnopolskiego Towarzystwa Ogrodów Działkowych został wybrany bydgoszczanin Jan Świątek, który sprawuje tę funkcję do dzisiaj, i od tego czasu siedzibą stowarzyszenia jest Bydgoszcz.
OTOD ściśle współpracuje ze Stowarzyszeniem Inicjatyw Demokratycznych w Ogrodach Działkowych ?SIDOD? z Olsztyna. Jego prezes, Roman Michalak, który walczył bezskutecznie o przestrzeganie konstytucji w sądach powszechnych, napisał w końcu do Lecha Gardockiego, ówczesnego Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego, prośbę o interwencję. Rezultatem było zaskarżenie ustawy o rodzinnych ogrodach działkowych do Trybunału Konstytucyjnego. ( W 2005 roku, za rządów SLD, zmieniono ustawę z 1981 roku o pracowniczych ogrodach działkowych, które od tamtego czasu stały się ?rodzinnymi?, ale PZD zachował pozycję bezwzględnego monopolisty).
Wniosek Lecha Gardockiego do Trybunału Konstytucyjnego, spotkał się krytyką polityków SLD, którzy pytali kąśliwie, dlaczego dopiero teraz stwierdził niekonstytucyjność ustawy, która obowiązuje od wielu lat. Prawie zgodnym chórem wypowiadają się w tej sprawie media. Zapowiadają unieszczęśliwienie milionów działkowców. Straszą np., że jeśli wprowadzi się zmiany w ustawie, ustanie możliwość dziedziczenia działek. Ogrodowi buntownicy, czytając te rewelacje, przecierali oczy ze zdziwienia i dziwili, dlaczego dziennikarze chodzą na pasku prezesa Kondrackiego, zamiast sprawdzić, jaki jest stan faktyczny. Na przykład, czy działkowcy są właścicielami działek? – Jacy właściciele?! ? oburza się Jan Świątek . – Dzierżawcy albo jak kto woli niewolnicy Polskiego Związku Działkowców aż do skończenia świata!
Działki nie można odziedziczyć. Jest ona własnością PZD. Po śmierci dotychczasowego użytkownika to działacze związku decydują, co z nią zrobić. Czasami godzą się na to, żeby dzieci zmarłego przejęły użytkowanie działki, ale kiedy zgłasza się ktoś, kto budzi ich większą przychylność, jemu sprzedają działkę. I nie ma zmiłuj się.
Sejm ma 18 miesięcy na uchwalenie nowej ustawy. Jaka ona będzie? Czy działkowcy mogą się czuć zagrożeni? Czy ich działki przejmą samorządy i wybudują na nich hipermarkety? ? Warto zajrzeć ponownie do opracowanego przez PiS projektu ustawy o ogrodach działkowych ? mówi prezes Świątek. – Tam wszakże napisano, że działkowicze mają być właścicielami i za symboliczną złotówkę mogą wykupić grunty swojej działki, a podatek w takiej formie, jak dziś płacą działkowicze do PZD, będą płacić do gmin. Nadto zapisano, że nikt nie może zabrać ogrodów działkowych, z jedynym wyjątkiem: na cele państwa polskiego. Ale wówczas, zgodnie z ustawą, należy zapłacić odszkodowanie i przydzielić nowe tereny z infrastrukturą.
Projekt ustawy, przygotowanej przez Prawo i Sprawiedliwość, przedstawił w Sejmie w 2007 roku poseł Tomasz Markowski. Jej główne założenia to: dopuszczenie istnienia innych poza Polskim Związkiem Działkowców stowarzyszeń właścicieli ogrodów działkowych, umożliwienie wykupu ogrodów od gmin z bonifikatą dochodzącą do 95 proc. oraz zastąpienie składki na PZD niższym podatkiem rolnym. – Podstawowym założeniem projektu ? powiedział poseł – jest uwłaszczenie jak największej liczby działkowców.
Po ogłoszeniu werdyktu Trybunału Konstytucyjnego również SLD zapowiedział przygotowanie własnego projektu nowej ustawy. Czy ktoś przypuszcza, że lewica zamierza skrzywdzić działkowców, oddać ich działki samorządom? Chyba nie, zwłaszcza że na tym terenie zawsze miała monopol na przeprowadzanie kampanii wyborczych do parlamentu. Niektórzy twierdzili nawet, że działki w Polsce są czerwone, a nie zielone.
Wszystko więc wskazuje na to, że w wyniku orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego los działkowców może jedynie ulec poprawie. Mimo to słychać stale lamenty. ? Boi się tylko ten, kto nie potrafi czytać – stwierdził Wiesław Czaplicki z Ostrołęki, który przed Trybunałem prezentował racje OTOD. ? 24 z 50 artykułów ustawy, które zostały uznane za niekonstytucyjne, dotyczą wyłącznie Polskiego Związku Działkowców.