Tegorocznemu festiwalowi Camerimage towarzyszą dwie wystawy: Bryana Adamsa i Sandro Millera, nazwane przez media genialnymi. Jedna ekspozycja to 49 zdjęć, które odtwarzają ikoniczne dzieła najwybitniejszych fotografików świata. Na wszystkich jest tylko jedna osoba – John Malkovich, ale ucharakteryzowany na różne postacie, m.in. Salvadora Dali, Marylin Monroe, Che Guevarę czy Einsteina. Tłumy walą na tę wystawę.

Druga wielka atrakcja Camerimage 2015 to ekspozycja zdjęć Bryana Adamsa. Słynny muzyk zajmuje się także fotografowaniem. Z okazji bydgoskiego festiwalu można oglądać jego zdjęcia? w Toruniu. Również do Torunia trzeba pojechać, żeby obejrzeć zdjęcia przedstawiające Malkovicha w różnych wcieleniach.

Umowa naszego miasta z Fundacją Tumult przewiduje przekazanie 7,5 mln zł na organizację w latach 2015-18 festiwalu Camerimage w Bydgoszczy. W umowie nie ma najwyraźniej zakazu organizowania najciekawszych imprez towarzyszących w Toruniu. I tu zdziwko. Przecież chyba po to dajemy pieniądze Żydowiczowi, żeby promował Bydgoszcz. A może połowa środków ma iść na promocję Torunia? Pokazujemy w ten sposób swoją wyższość moralną nad drużyną Calbeckiego i Zaleskiego. Oni w nas kamieniem, a my w nich chlebem.

Najprawdopodobniej dobroć okazana Toruniowi nie była zamierzona, bo zaskoczyła, a może nawet wnerwiła prezydenta Bydgoszczy. Takie odniosłem wrażenie, gdy słuchałem jego wypowiedzi w Radio PiK.

Rafał Bruski powiedział: – Patrząc z punktu widzenia promocji miasta, z tego paragrafu w budżecie zostały te środki asygnowane na festiwal, to nie jest dobre. Jeśli ktoś płaci za promocję, to chciałby być promowany sam, a nie, że przy okazji ktoś inny się promuje.

- Czyli nie jest pan zadowolony, że dwie imprezy, takie atrakcyjne, są w Toruniu? – upewniała się dziennikarka radiowa z przynoszącą jej chlubę dociekliwością.

- Jeżeli ktoś jest prezesem firmy, która produkuje proszek A i zawiera umowę promocyjną na promocję tego proszku i jednocześnie w tej samej akcji promocyjnej uczestniczy firma, która produkuje proszek B, to trudno, żeby prezes firmy, która produkuje proszek A., był zadowolony – wyjaśnił prezydent Bydgoszczy, ujawniając przy okazji znakomitą znajomość realiów biznesowych.