Kolejną debatę, jaka odbędzie się w Teatrze Polskim, zatytułowano ?Do i od liberalizmu?. Nie przypadkiem zaproszono na nią prof. dr. hab. Andrzeja Szahaja. Jego najnowsza książka pt. ?Kapitalizm drobnego druku? stanowi rodzaj manifestu antyneoliberalnego liberalizmu. Autor szuka odpowiedzi na pytania, które przy okazji 25. rocznicy polskiej transformacji powinny zostać postawione. Jedno z nich brzmi: Czy w dzisiejszym świecie można jeszcze ocalić liberalne wartości?
Andrzej Szahaj urodził się w 1958 roku w Bydgoszczy. Studia ukończył na UAM w Poznaniu, a pracuje na UMK w Toruniu. Jest profesorem belwederskim od 2001 r. Sprawuje obecnie funkcje dziekana Wydziału Humanistycznego UMK i kierownika Zakładu Filozofii Współczesnej w Instytucie Filozofii UMK. Zdjęcie, które nam udostępnił do publikacji, zdaje się świadczyć o tym, że mimo zdobytych zaszczytów nie jest wcale napuszony.
Poniżej fragment wydanej w 2004 roku książki pt. ?Kapitalizm drobnego druku?:
Moralność przegrała z rynkiem. Kapitalizm w formie neoliberalnej ujawnił najgorsze swe cechy i wyzwolił w ludziach, którzy go realizowali ciemne siły. Owa degrengolada moralna kapitalizmu, najlepiej widoczna Stanach Zjednoczonych, nie ominęła także i nas. Nie ma dnia, aby nasze media nie donosiły o przypadkach gwałcących prawo zmów cenowych, prób budowania monopoli, posługiwania się narzędziami korupcji w celu uzyskania przewagi nad innymi podmiotami gospodarczymi, nieuczciwych umów, w których to co najważniejsze zapisane jest drobnym drukiem w nadziei, że klient okaże się frajerem, który tego nie przeczyta; tzw. optymalizacji podatkowej, która jest niczym innym jak próbą oszukania wszystkich współobywateli płacących podatki w przekonaniu, iż w ten sposób spełniają obywatelski obowiązek; pogardy dla praw pracowniczych i maksymalizowania zysku kosztem ludzkiej krzywdy (tzw. umowy śmieciowe są tego dobrym przykładem); bezwstydnego ukrywania pod płaszczykiem zapewnienia efektywności ekonomicznej faktu potęgującego się wyzysku pracowników; wykorzystywania asymetrii informacyjnej celem wciągnięcia ludzi w tryby działania giełdy przypominającej coraz bardziej jedną wielką piramidę finansową.
Szczególnie bolesne jest socjalizowanie młodych ludzi do kłamstwa i manipulacji przez zmuszanie ich do oszukiwania klientów. Konfrontacja idealistycznie nastawionego młodego człowieka z machiną działania instytucji, w której troska o zysk wyparła wszelkie skrupuły moralne jest często początkiem łamania charakteru. W ten sposób dokonuje się deprawacja na wielka skalę, która przybrała dziś charakter systemowy. Przez to ostatnie rozumiem nie tylko skalę tego procederu, ale także fakt, iż jest on uwarunkowany ogólną sytuacją hiperkonkurencji, w której jedynie te przedsięwzięcia gospodarcze mają szansę na sukces, które dostosują się do walki rynkowej nie przestrzegającej żadnych reguł, w tym i reguł moralnych. Jeśli warunkiem utrzymania się na rynku jest stosowanie nieuczciwych chwytów, nawet najbardziej moralny przedsiębiorca, czy po prostu pracownik, w końcu ulegnie logice gry, w której albo się gra nieuczciwie, albo się upada, i sam zacznie grać nieuczciwie. W ten sposób demoralizacja staje się warunkiem systemowym ekonomicznego powodzenia.
Co stało się przyczyną tej moralnej degrengolady kapitalizmu? W moim przekonaniu nie chodzi o to, że ludzie stali się dziś w jakiś istotny sposób gorsi pod względem moralnym, niż byli wcześniej, ale o to, że poprzez wycofanie się państwa z pełnienia funkcji regulatora rynku i strażnika reguł gry, a także stopniowej eliminacji roli światopoglądu religijnego jako faktycznego, a nie tylko deklarowanego regulatora ludzkich działań do głosu doszły najbardziej destruktywne siły tkwiące w kapitalizmie od samego początku. Jest to bowiem system niespecjalnie wrażliwy na względy moralne. Jego własna logika działania popycha go w kierunku nihilizmu. Jedynie poddanie go stałej presji zewnętrznej pochodzącej przede wszystkim ze strony państwa, ale także takich instytucji społeczeństwa obywatelskiego jak związki zawodowe czy kościoły może zmusić go do honorowania zasad moralnych i pewnej przyzwoitości w traktowaniu wszystkich, którzy znajdują się w orbicie jego oddziaływania. Najważniejsze jednak, aby szukać recepty na jego uzdrowienie nie tyle w kursach etyki biznesu, ale takim działaniu prawodawczym (systemowym), które spowoduje, iż nieuczciwość i zorganizowane oszustwo stanie się po prostu nieopłacalne.
Niedawne decyzje rządu amerykańskiego mające na celu dotkliwe ukaranie instytucji finansowych, które przyczyniły się do ostatniego kryzysu (przede wszystkim banków i agencji ratingowych), znamionuje uświadomienie sobie przez część elit politycznych USA, że nie ma co liczyć na proces ich samooczyszczenia i autonaprawy. Skala obłudy klasy panującej w poddanym finansjalizacji ?kapitalizmie kasyna? oraz jej umiejętność cynicznego wkalkulowywania w ryzyko swego działania konieczności przeznaczania części zysków na cele spłaty różnorakich kar wymusza na państwie sięganie do środków na tyle bolesnych, aby uczynić ten proceder nieopłacalnym. Uświadomienie sobie stopnia zepsucia owej klasy pokazuje, że kapitalizm, pozbawiony nadzoru państwa zamienia się w mechanizm systemowej demoralizacji, prowadzącej do rozpadu tkanki społecznej (do anomii).
Warto pamiętać, iż ostateczna delegitymizacja kapitalizmu, która niechybnie nastąpi w wyniku tego procesu (już nastąpiła?) może doprowadzić do nieprzewidzianych turbulencji społecznych o charakterze rewolucyjnym. Gniew i frustracja narastające latami mogą doprowadzić do społecznego wybuchu. Powinni o tej możliwości pamiętać wszyscy ci zwolennicy istniejącego status quo, którzy wszelkie próby korekty działania kapitalizmu zmierzające do przywrócenia mu bardziej ludzkiego oblicza traktują jako zamach na efektywność gospodarowania czy ?święte prawo własności?. Szczególnie u nas, gdzie procesy społecznego rozwarstwienia i skala wyzysku przybierają rozmiary pozwalające na postawienie tezy o stopniowym stawaniu się Polski Bangladeszem Europy.?