– Niedawno odbył się IV Bieg Mostami Bydgoszczy o Puchar Jego Magnificencji Rektora Uniwersytetu Technologiczno-Przyrodniczego. Tak się składa, że był Pan Profesor związany i z tą uczelnią, i z biegami.
- Zacząłem tutaj pracować w 1971 roku, w filii Wyższej Szkoły Rolniczej w Poznaniu, z której później, po przekształceniu w filię Akademii Rolniczej, a następnie połączeniu z Wyższą Szkołą Inżynierską powstała Akademia Techniczno-Rolnicza, a w końcu Uniwersytet Technologiczno-Przyrodniczy.
– Pełnił Pan na AT-R funkcję prorektora.
- Tylko trzy lata. Znacznie dłużej, bo dwanaście lat byłem dziekanem Wydziału Rolniczego, a najdłużej kierownikiem Katedry Ogrodnictwa i Zakładu Roślin Ozdobnych.
– Tytułów zdobytych dzięki bieganiu ma Pan Profesor znacznie więcej.
- W sumie dziesięć razy byłem mistrzem Polski, najpierw młodzików, potem juniorów i seniorów, trzykrotnie mistrzem Polski w przełajach, a raz halowym. Jeden start szczególnie zapadł mi w pamięć – centralny bieg narodowy na torze wyścigów konnych w Sopocie, który wygrałem. Do domu wróciłem o trzeciej nad ranem, a o siódmej musiałem wstać, bo zdawałem maturę z polskiego.
– Był też Pan Profesor rekordzistą Polski na 800 m.
- Juniorów i seniorów na hali – 1 min. 53 sek. Rekord ten, ustanowiony w hali AWF w Warszawie, nie został przez nikogo pobity przez kilkanaście lat.
– 800 m to średni dystans. W Biegu Mostami Bydgoszczy mężczyźni musieli pokonać aż 12 km, a kobiety 9.
- To było bardzo niesprawiedliwe, ponieważ kobiety są niesłychanie wytrzymałe. To one powinny biec 12 kilometrów, a mężczyźni 9. Kiedy byłem członkiem kadry narodowej, to w okresie wakacyjnym ? zimą i latem ? byliśmy powoływani na obozy treningowe. Pamiętam, że w Karpaczu musieliśmy przebiec w śniegu 40 km. Wracałem z treningu razem z kolegami kompletnie wykończony, tak samo, jak opiekujący się nami Jan Mulak. Kobiety szły podśpiewując, uśmiechnięte, zadowolone, nie było widać po nich zmęczenia. Wieczorem myśmy się ledwie trzymali na nogach, a one miały ochotę na tańce.
– Teraz modne są biegi w miastach. Kiedy ta moda właściwie nastała?
- Wiem, kto zapoczątkował bieganie po asfalcie. To był światowej sławy biegacz, Emil Zatopek, trzykrotny zwycięzca olimpijski. Wygrał w Helsinkach 5 km, 10 km i maraton. Kiedy startowałem w Pradze w memoriale Rosickiego, zobaczyłem, że na stadionie jest Zatopek i przysiadłem się do niego. Zobaczył, że trzymam w ręku kabanosa i powiedział: “Jedząc kabanosy, się nie wygrywa, trzeba jeść brambory.” I podał mi receptę na sukces w biegach: “Jadłem brambory i biegałem w ciężkich butach wojskowych w górach po asfalcie. Codziennie 50 km. I tak zbudowałem swoją formę.”
– To jest recepta na zostanie mistrzem olimpijskim. Znakomita większość ludzi traktuje bieganie rekreacyjnie.
- I bardzo dobrze robią, bieganie wzmacnia stawy, nie trzeba ich potem, w starszym wieku, wymieniać.
– Czy w rodzinie ktoś kontynuuję tradycję uprawiania sportu?
- Syn Rafał był mistrzem Polski seniorów na 800 m, dwa razy wicemistrzem. Ale największe sukcesy odnosił w triathlonie. Startował też w maratonie w Nowym Jorku i zajął bardzo przyzwoite miejsce, był chyba tysiąc trzydziesty. Jego kolega uplasował się o cztery tysiące miejsc dalej. W biegu uczestniczyło ponad 40 tys. osób.
– A co z wnukami?
- Mikołaj, obecnie student SGH w Warszawie, był wicemistrzem Polski kadetów w deblu w tenisie. Drugi wnuk, Mateusz, ma obecnie 17 lat, ale już jako 16-latek skakał o tyczce powyżej 5m. Największą niespodziankę zrobił najmłodszy wnuk, 11-letni Jędrek. Właśnie wrócił z ogólnopolskich zawodów zwycięzców czwartków lekkoatletycznych. Zajął 5 miejsce w sprincie. A przecież on w ogóle nie trenuje biegów, bo jest piłkarzem. Największe osiągnięcia ma 23-letni wnuk Karol, syn mojej najstarszej córki, student trzeciego roku ekonomii. Idzie w ślady swego ojca, Zdzisława Hoffmanna, który był mistrzem świata w trójskoku. Niedawno temu pobił rekord życiowy, skoczył 16.98 m i zakwalifikował się na mistrzostwa Europy, a tam w eliminacjach poprawił ten wynik na 17,09 m. Jest to trzeci wynik w historii polskiej lekkoatletyki.
– Widać, wszyscy mężczyźni w rodzinie są utalentowani sportowo.
- Nie tylko mężczyźni. Moja żona była mistrzynią Polski młodziczek w biegu przez płotki, starsza córka, Justyna, też była płotkarką, zwyciężyła w ogólnopolskiej spartakiadzie, a młodsza, Agnieszka, wygrywała z przewagą stu metrów biegi przełajowe.
– Od kilku tygodni nasz kraj żyje sportem. Jakie wrażenia z Euro?
- Kibicowałem oczywiście Polakom. Ale smutno mi było, że w naszej reprezentacji grali zawodnicy, którzy z naszym krajem nie mają wiele wspólnego, a znaleźli się w niej tylko dlatego, że nie zakwalifikowali się do reprezentacji kraju, w którym mieszkają.