Relacjonowaliśmy przebieg kilku poprzednich sesji Bydgoskiego Kolokwium Wiedzy o Ziemi, które jedenaście lat temu powołał do życia ówczesny prezes Bydgoskiego Towarzystwa Naukowego prof. Henryk Zbigniew Wrembel, i do dzisiaj ? już jako prezes honorowy BTN ? zaprasza do uczestniczenia w nim i prezentowania wyników swojej pracy badawczej różnych przedstawicieli nauki.
Wykład lutowy był inny niż wcześniejsze. Łączył wiedzę naukową z osobistymi wspomnieniami. Prof. Roman Kotzbach, chociaż jest lekarzem, wygłaszał go jako badacz działalności Armii Krajowej w regionie bydgoskim, a zarazem jako syn jednego z cichych bohaterów wydarzeń z tamtych lat. Jego ojciec, Paweł Kotzbach, pracował w DAG Fabrik Bromberg i był jednocześnie żołnierzem AK. To dlatego wykładowca nie krył wzruszenia, opowiadając o niektórych działaniach podziemia polskiego w latach okupacji niemieckiej, wiązały się one bowiem ściśle z dziejami jego rodziny.
- 30% młodzieży nie zna daty wybuchu drugiej wojny światowej. To smutne. Ale my ją znamy. Sześć lat koszmarnego terroru, jaki zgotowały nam hitlerowskie Niemcy, od 17 września wspólnie z sowiecką Rosją ? zaczął smutną refleksją swój wykład.
Padły wymowne liczby. Podczas drugiej wojny światowej zginęło 6 mln Polaków, a więc 20% obywateli II RP. W tym czasie zginęło 20 mln obywateli Związku Radzieckiego, ale to stanowiło 10% ludności tego kraju.
DAG Fabrik Bromberg była w latach 1939-45 największą pod względem zajmowanego areału fabryką zbrojeniową w Europie.
- Bydgoszcz jest położona pięknie, najpiękniej z dużych miast Polski, wśród lasów. Takiego położenia nie ma żadne inne duże polskie miasto ? słowa, które były emanacją uczuć prof. Kotzbacha do rodzinnego miasta, służyły zarazem uzasadnieniu lokalizacji fabryki materiałów wybuchowych właśnie na tym terenie. DAG Fabrik mogła zostać tutaj dobrze ukryta, była znakomicie zamaskowana wśród drzew Puszczy Bydgoskiej. Niemcy wybudowali także atrapę fabryki w innym miejscu miasta, na końcu Glinek. Miała ona zmylić lotników radzieckich bombowców w razie ewentualnych nalotów.
Pracowali w bydgoskiej fabryce jeńcy wojenni oraz przymusowi robotnicy. Szacuje się, że przez okres okupacji przewinęło się przez nią do 50 tys. osób. Wykładowca odesłał wszystkich zainteresowanych szczegółowymi informacjami do wartościowej książki dr. Michała Pszczółkowskiego pt. ?DAG Fabrik Bromberg. Z dziejów bydgoskiej fabryki materiałów wybuchowych?.
W DAG Fabrik Bromberg ponad 200 osób zaangażowało się w działalność konspiracyjną. – Mówię to jako lekarz, my Polacy mamy gen patriotyzmu. Gen, który decyduje, że chcemy być wolni i niepodlegli ? stwierdził Roman Kotzbach. Jednocześnie przypomniał, że nawet zdaniem dowódców wojska podziemnego warunki do działalności konspiracyjnej na naszym terenie, z uwagi na historyczne uwarunkowania, były ekstremalnie trudne. Przytoczył też fragment informacji, którą płk Tadeusz Komorowski (późniejszy gen. Bór Komorowski) przesłał do Londynu gen. Sikorskiemu: ?Warunki panujące na ziemiach wcielonych do Rzeszy Niemieckiej są dla konspiracji wojskowej tak trudne, że samo organizowanie się należy uznać za bohaterstwo.?
Prof. Kotzbach powiedział, że czuje się zobowiązany do przekazywania kolejnym pokoleniom wiedzy o bohaterskich czynach Polaków w tamtych czasach. Bardzo zbulwersowała go kradzież mosiężnych płyt z obelisku upamiętniającego Leszka Białego, który był dowódcą jego ojca. Smutkiem napełniła informacja o zbezczeszczeniu pomnika Inki, legendarnej sanitariuszki AK, do jakiego doszło ostatnio w Krakowie. – Moja żona uznała, że człowiek, który to zrobił, nawet nie wiedział, kogo oblewa farbą ? zdradził bydgoski lekarz.
Słuchacze byli innego zdania, bo rozległy się głosy: – Wiedział, wiedział.
Szczególną uwagę słuchaczy skupił rodzinny wątek wykładu – Kiedy włączyłem się w ruch solidarnościowy, ojciec przekazał mi kilka zasad. Po pierwsze, nie pchaj się na szczyty, bo tych pierwszych ucinają. Po drugie, jeżeli chcesz wroga zniszczyć, bądź w środku – wyjawił Roman Kotzbach.
W siatce konspiracyjnej AK w DAG Fabrik Bromberg obowiązywał system trójkowy. Paweł Kotzbach działał w trójce wraz z Edmundem Ziółkowskim i Józefem Dąbrowskim. Pracował w fabryce jako kierowca, a ponieważ urodził się w Berlinie, mówił biegle po niemiecku z naleciałością dialektu berlińskiego, co ułatwiało wykonywanie różnych zadań, bo można go było wziąć za Niemca.
Trójka akowska, w której działał Paweł Kotzbach, zajmowała się m.in. organizacją ucieczek pracujących w fabryce brytyjskich jeńców wojennych, pilotów RAF-u. Wywożono ich ukrytych w samochodach. – Najpierw byli przechowywani albo w mieszkaniu rodziców na Kordeckiego 32, albo w leśniczówce w Emilianowie, albo przy Śniadeckich 24 – zrelacjonował prof. Kotzbach. Następnie jeńcy byli przerzucani do Szwecji, skąd statkami z węglem dostawali się do Szkocji.
Leśniczym w Emilianowie był członek AK, Franciszek Wrembel ps. Marcin, którego syn, honorowy prezezs BTN, słuchał wykładu z zaciekawieniem, chociaż informacje podane przez prof. Kotzbacha zna z autopsji. Był nastolatkiem, kiedy w leśniczówce w Emilianowie ukrywali się brytyjscy jeńcy.
Wykładowca nie pominął kobiet, które, jak to ujął, mają ogromny udział w tym, że żyjemy w wolnej i niepodległej Polsce. Zaświadcza o tym książka Łukasza Modelskiego ?Dziewczyny wojenne?, w której opisana jest m.in. córka marszałka Piłsudskiego. Doktor Kotzbach nie musi zresztą odwoływać się do książek. Jego matka, Helena, należała do AK. Przed wojną pracowała jako modystka w sklepie państwa Kleinfeldów przy ul. Długiej. Zaprzyjaźnili się. Kiedy wybuchła wojna, tej rodzinie żydowskiej groziło śmiertelne niebezpieczeństwo. Udało im się jednak przeżyć okupację na fałszywych aryjskich papierach, które uzyskali dzięki Helenie Kotzbach, gdyż udostępniła do ich wyrobienia swoje rodowe nazwisko Wołoszyn. Uratowała w ten sposób żydowską rodzinę Kleinfeldów przed Holokaustem.
Kiedy po latach doktor Kotzbach zwrócił się do Instytutu Yad Vaszem w Jerozolimie o odznaczenie rodziców medalem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata, otrzymał krótką odpowiedź: Te osoby nie mieszkają w Izraelu. – Mam w archiwum domowym list od nieżyjącego już profesora Strzembosza, w którym poinformował mnie, że około 30 tys. Polaków dostało medal Sprawiedliwy wśród Narodów Świata za ratowanie Żydów w czasie okupacji niemieckiej, a także, że dwa razy tyle Polaków ratowało wówczas Żydów, ale nie otrzymają tego odznaczenia, bo Żydzi, których uratowali, nie są obecnie obywatelami Izraela ? zwierzył się wykładowca.
Przy tej okazji prof. Kotzbach przypomniał słuchaczom, że Polska była jedynym okupowanym przez Niemców krajem, w którym za pomaganie Żydom groziła kara śmierci.
Uczestniczące w wykładzie osoby miały możność poznania przodków znanego bydgoskiego lekarza. Dziadek, Antoni Kotzbach, był mistrzem krawieckim. Kiedy wybuchła Polska w 1918 roku, sprzedał dobrze prosperujący zakład krawiecki w Berlinie i wrócił do odrodzonej ojczyzny, gdyż był polskim patriotą, mimo iż nazwisko wskazuje na to, że protoplaści rodu nie byli Polakami. Żona Antoniego Kotzbacha z domu Rychłowska była prawnuczką generała Rychłowskiego, jednego z trzech przywódców powstania listopadowego, żonatego z siostrą Marii Walewskiej.
- Takie to są czasami powiązania ? stwierdził na zakończenie swojego bardzo emocjonalnego wystąpienia prof. Roman Kotzbach.
Wśród słuchaczy wykładu, oprócz licznego grona naukowców bydgoskich, znaleźli się również Krystyna Trepczyńska, naczelnik bydgoskiej delegatury IPN, Alojzy Gładykowski, prezes Zarządu Okręgu Bydgoszcz Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej, Józef Żernicki, autor opracowania ?Żołnierze wyklęci w gminie Białe Błota: AK 1945, 1946, 1953? oraz Maciej Kułakowski, kierujący Exploseum DAG Fabrik Bromberg.