Propaganda Trzeciej Rzeszy, nagłaśniając zbrodnię katyńską, wykorzystała wszystkie ówczesne możliwości, łącznie z nowinkami technicznymi, propaganda sowiecka była obarczona wpadkami, natomiast w naszym kraju powielano sowiecką wersję zdarzeń, rozbudowując ?przemysł kłamstwa katyńskiego? ? takie płyną wnioski ze spotkania z prof. Tadeuszem Wolszą w Klubie ?Grota”, które odbyło się w sali sesyjnej ratusza 14 listopada.
Pierwszą część swego wystąpienia znany badacz historii najnowszej poświęcił propagandzie niemieckiej. Była ona nakierowana na jak największe nagłośnienie zbrodni dokonanej przez NKWD na polecenie Kremla. Na miejsce ekshumacji zaczęto sprowadzać różnego rodzaju delegacje. Do badań zaproszono Międzynarodowy Czerwony Krzyż, ściągnięto także przedstawicieli Polskiego Czerwonego Krzyża. Przywożono nawet żołnierzy Wehrmachtu, żeby na własne oczy mogli zobaczyć, jak z wziętymi do niewoli wojskowymi obchodzą się Sowieci. Zwożono również jeńców z niemieckich oflagów ? oficerów polskich, amerykańskich i brytyjskich. Do Lasu Katyńskiego przejeżdżało także wielu dziennikarzy.
Odwiedzający miejsce zbrodni, którzy przyjeżdżali z okupowanej Polski, mieli następnie za zadanie dawać świadectwo prawdzie podczas spotkań po powrocie do kraju. Otrzymywali specjalne zestawy z pamiątkami, wśród których były m.in. naramienniki czy sznury, którymi związywane były przed egzekucją ręce polskich żołnierzy. (Ci prelegenci byli w okresie Polski Ludowej represjonowani, niektórzy przypłacili swoje relacje z Katynia kilkuletnim pobytem w więzieniu.)
W Lesie Katyńskim (przede wszystkim w krzakach i drzewach) ukryte zostały urządzenia, przy pomocy których nagrywano wypowiedzi odwiedzających. Zdobyte w ten sposób materiały wykorzystywano później w audycjach radiowych, a także udostępniano na płynach gramofonowych. Niektóre reakcje przyjezdnych sfilmowano i stanowiły one potem fragmenty propagandowego filmu dokumentalnego z miejsca zbrodni. wyświetlały dla publiczności. W radio relacjonowano postępy badań ekshumacyjnych, pojawiały się komunikaty o kolejnych zidentyfikowanych ofiarach. Listy ofiar oraz relacje z wizyt w miejscu ekshumacji zamieszczano także w prasie gadzinowej, której nakład lawinowo wzrastał.
Niemcy swoje prace badawcze przerwali w czerwcu 1943 r., przed ekshumacją ostatniego grobu. Jednym z powodów było zagrożenie epidemiologiczne.
Trzy miesiące później tereny te zostały zajęte przez Armię Czerwoną. Sowieci dość szybko rozpoczęli działania zmierzające do przerzucenia odpowiedzialności za zbrodnię katyńską na stronę niemiecką. Powołano komisję z prof. chirurgii Nikołajem Burdenko na czele, która przeprowadziła ?wnikliwe? badania w styczniu 1944 r. Ich efekty ogłoszono po niespełna dwóch tygodniach pracy. Sowiecka komisja orzekła, że zbrodni dokonali Niemcy w 1941 r.
Jako dowód na ?odkłamanie? wersji niemieckiej miały służyć podrzucone uprzednio listy od rodzin z 1941 roku, jakie znaleziono w grobach ofiar. Zapewne były one autentyczne, gdyż rodziny, który nie miały wiedzy na temat losów swoich krewnych, nadal je wysyłały. Szkopuł w tym, że w grobach znaleziono także listy adresowane do więźniów ze Starobielska, którzy nie byli pochowani w Lesie Katyńskim.
Rosjanie dla uwiarygodnienia swojej wersji zdarzeń zaprosili do Lasu Katyńskiego delegację zagranicznych dziennikarzy. Była to dla nich wycieczka życia. Do Katynia dowiózł ich elegancki pociągi sypialny, w którym niczego nie brakowało, kawior był dla wszystkich, podobnie jak lejący się strumieniami szampan. Dziennikarze, którzy przyjechali na miejsce zbrodni, bardziej byli zainteresowani wyszynkiem, niż tym, co tam można zobaczyć. Zostali oni zresztą odpowiednio dobrani. Chodziło o to, żeby do Katynia pojechali przede wszystkim dziennikarze z niewielkim doświadczeniem.
Sowieci, wzorem Niemców, także nagrali film o zbrodni katyńskiej, ukazujący własną wersję zdarzeń, który następnie wyświetlali szerokiej publiczności. (Fragmenty obydwu filmów propagandowych o zbrodni katyńskiej, niemieckiego i sowieckiego, zostały wykorzystane przez Andrzeja Wajdę w filmie ?Katyń?).
Wersję sowiecką potwierdzili w 1945 roku profesorowie Marko Markow z Sofii oraz Franciszek Hajek z Pragi, którzy uczestniczyli w badaniach prowadzonych przez komisję międzynarodową w 1943 r., czyli diametralnie zmienili zdanie. Celnie skomentował to inny członek tejże komisji, prof. Palmieri z Neapolu. Nie krył on radości z tego powodu, że Sowieci nie zajęli Włoch, gdyż, jak stwierdził, w takim przypadku byłby zapewne trzecim, który zmieniłby zdanie.
Sowieci, po procesie norymberskim, kiedy nie udało im się przeforsować obciążenia zbrodnią katyńską strony niemieckiej, zdecydowali o wyciszeniu tego tematu. Do lat 50. nie zajmowali się Katyniem. Powrót do tego tematu związany był z działalnością amerykańskiej komisji senackiej Raya Moddena w USA. Jej raport końcowy został z wnioskiem o ustosunkowanie przesłany do Związku Sowieckiego. Początkowo adresaci nie udzielali odpowiadali, dopiero po ponagleniu wiceminister spraw zagranicznych Andriej Gromyko stwierdził, że w sprawie zbrodni katyńskiej nic się nie zmieniło od momentu pracy komisji prof. Burdenki, której ustaleń żadne państwo nie zakwestionowało.
Argumentacja rosyjska była trafna. W 1944 roku Anglosasi ani nie poruszali kwestii katyńskiej, ani nie kwestionowali wersji sowieckiej. Sytuacja zmieniła się po wybuchu wojny koreańskiej, kiedy to stwierdzono zbrodnię ludobójstwa na żołnierzach amerykańskich. Przed komisja Moddena pojawili się świadkowie, którzy ocaleli z zagłady, więźniowie Kozielska, Starobielska i Ostaszkowa.
- Polska prasa nad Wisłą właściwie milczała na temat zbrodni katyńskiej. Nie publikowano fragmentów dzienników, jakie odnaleziono przy ofiarach. Ukazywały się jedynie publikacje powielające sowiecką wersje zdarzeń. Istniał swoisty przemysł kłamstwa katyńskiego – relacjonował prof. Wolsza. Udało się ustalić z imienia i nazwiska ponad 80 fałszywych świadków, którzy po 1945 r. dostali od UB służby bezpieczeństwa zadanie zakłamania zbrodni. Byli to dziennikarze, lekarze, wojskowi, którzy z różnych powodów uczestniczyli w tym procederze. Z drugiej strony mamy ponad sto kilkadziesiąt osób, które w latach 1945-1956 były skazane za to, że publicznie informowały na temat sowieckiej zbrodni w Katyniu.
W związku z pytaniami z sali, prof. Tadeusz Wolsza opowiedział więcej na temat 400 ocalałych więźniów Kozielska, Starobielska i Ostaszkowa. Wśród nich znaleźli się przedstawiciele rzadkich zawodów, którzy mogli być przydatni w przyszłej wojnie (np. znawca gospodarki niemieckiej prof. Stanisław Swaniewicz), specjaliści w zakresie unikatowych języków obcych czy lekarze z zakładu medycyny wojskowej. Były też osoby wyreklamowane ze względu na pochodzenie lub koligacje przez władze niemieckie lub włoskie (np. Józef Czapski, którego żona była skoligacona z rodziną królewską). Inną grupę stanowili ci, którzy mieli na koncie znaczące osiągnięcia (np. bohaterowie wojny rosyjsko-japońskiej z 1905 r., którzy otrzymali Order Św. Jerzego. W tej grupie był gen. Jerzy Wołkowiecki.) Obok tych pozytywnych przykładów były też negatywne. Niektóre osoby poszły po prostu na współpracę z Sowietami.
Spotkanie w Klubie “Grota”, zgodnie z tradycją, prowadził dr Marek Szymaniak.