W obronie spalarni wystąpił prezes ProNatury Krzysztof Jankowski. Przekonywał, że warto, żeby władze miasta kontynuowały prace związane z budową spalarni, której koszt ma wynieść 641 milionów zł. Twierdził, że miasto nie powinno rezygnować z przyznanej dotacji unijnej w wysokości 329 mln zł. Zaletą spalarni jest, zdaniem Krzysztof Jankowskiego, także to, że produkuje ona znaczne ilości energii cieplnej, mogące być wykorzystane w elektrociepłowni.
Krytycznie o spalarni mówił przedstawiciel Bydgoskiego Forum Ekologicznego, Marek Zientak: – Nie potrzeba nam spalarni. Jest wiele innych lepszych metod utylizacji śmieci.
Jerzy Ziaja z Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Recyklingu propagował natomiast metodę mechaniczno-biologiczną, której podstawową zaletą jest odzyskiwanie paliwa, które może być zbywane np. cementowniom. Metoda ta w procesie produkcji nie zakłada konieczności budowy składowisk śmieci oraz cechuje się wysoką kalorycznością produktu finalnego.
Przewodniczący Rady Miasta Roman Jasiakiewicz określił umowę między Bydgoszczą a Toruniem w sprawie ?metropolitalnej? spalarni, jako skrajnie niekorzystną dla mieszkańców Bydgoszczy. Zaapelował o to, by radni i władze miasta nie ?brnęły dalej w tę umowę?. I mówił: – Dlaczego Bydgoszcz ma dopłacać do tego pomysłu 350 mln zł? To nie jest Bydgoszczy potrzebne.
Roman Jasiakiewicz zaproponował, żeby Bydgoszcz zrealizowała projekt spalarni w dwóch etapach. W pierwszym miałaby powstać jednostka utylizacji śmieci w Bydgoszczy o mocy przerobowej 80 tys. ton. W drugim zaś etapie Toruń mógłby stworzyć jednostkę utylizacyjną o podobnej mocy do bydgoskiej. Praktycznie Roman Jasiakiewicz wezwał do daleko idących renegocjacji umowy, a nawet jej zerwania.
Do systemu EKO AB przekonywał jego wynalazca Andrzej Bartoszkiewicz. EKO AB to system sieciowego odbioru i segregacji śmieci. Ekodomki obsługujące około 800 mieszkańców służą do selekcji śmieci, które następnie są odsprzedawane. Andrzej Bartoszkiewicz twierdził, że jego system kosztowałby miasto nie więcej niż 80 mln zł.
Prezes firmy Remondis Grzegorz Hoppe poddał w wątpliwość szacunkowe koszty utylizacji odpadów w projektowanej spalarni. Mówił, że podobne spalarnie czynne w Niemczech mają ceny spalania prawie trzykrotnie większe niż te, o których się mówi w przypadku bydgosko-toruńskiej spalarni. W Bydgoszczy koszt ma wynosić 249 zł za tonę, a w Niemczech wynosi on 170 euro. Prezes Remondisu przypomniał, że spalarnia ma zbyt duże moce przerobowe jak na potrzeby Bydgoszczy i pytał retorycznie: – Czy musimy budować spalarnię dla innych?
Z wypowiedzi prezesa również wynikało, że umowa z Toruniem jest dla Bydgoszczy niekorzystna.
Były poseł Grzegorz Gruszka (SLD) wezwał wręcz do zerwania umowy z Toruniem.
- Nic nie wynika z tych dyskusji ? mówił Gruszka. – Mamy już najdroższą wodę w kraju, której nikt nie chce od nas kupować. A teraz mamy mieć najdroższe w Polsce śmieci (?) Apeluję o nieporęczanie przez miasto kredytu.
Równie ostro skrytykował umowę były prezydent Henryk Sapalski: – Odpowiedzialny za jej zawarcie jest były prezydent Konstanty Dombrowicz. To była skrajnie nieodpowiedzialna decyzja.
- Mamy do czynienia w Bydgoszczy z zadziwiającą megalomanią. Zaczęło się to już za kadencji prezydenta Dombrowicza: gigantyczny aquapark, projekt olbrzymiej spalarni. Nie rozumiem, czemu prezydent Bruski wszedł w buty poprzednika. Pamiętajmy, że rozmawiamy o najdroższej inwestycji w historii Bydgoszczy – komentował spotkanie radny Tomasz Rega.