Jak pamiętamy, prezydent Rafał Bruski wciąż trzyma jeden wolny etat wiceprezydenta miasta. Bydgoska Platforma Obywatelska nie wierzyła w sukces i zakładała, że co najmniej jeden mandat w Sejmie straci na rzecz konkurentów. Stanowisko wiceprezydenta mogłoby znacznie osłodzić gorycz porażki. Kto może je teraz zająć?
Jedynym z typów jest pechowa przegrana, zaledwie 78 głosami, Grażyna Ciemniak. To bardzo doświadczony polityk. Od 1976 roku członek PZPR, potem współtwórczyni Socjaldemokracji RP, a następnie lokalna szefowa SLD. Była już senatorem, wiceprezydentem Bydgoszczy, posłem dwóch kadencji. Obecna przegrana jest jej kolejną porażką, po fatalnym wyniku z ubiegłego roku, gdzie w wyścigu do fotela prezydenta Bydgoszczy, jako kandydatka niezależna, zdobyła jedynie 6457 głosów. W niedzielę, już pod sztandarami Platformy Obywatelskiej – 4590 głosów.
Drugim kandydatem na stanowisko wiceprezydenta, jaki pojawia się w kuluarowych rozmowach, jest niedoszły senator – Roman Jasiakiewicz. Jednak w tym przypadku sytuacja jest bardziej skomplikowana. Jasiakiewicz w wyborach samorządowych do Rady Miasta zdobył jako kandydat Platformy Obywatelskiej rekordową liczbę głosów (blisko 4 tysiące) i został wybrany przewodniczącym Rady Miasta. Jednak ambicje Jasiakiewicza sięgały wyżej: mandatu senatorskiego, a władze PO poparły w tej sprawie innego kandydata. Wówczas Roman Jasiakiewicz wystartował jako kandydat niezależny, co spowodowało jego usuniecie z szeregów PO. W wyborach przegrał – z blisko dwa razy słabszym wynikiem niż kandydat PO. Opozycja już dzisiaj mówi, że nie ma uzasadnienia dla zajmowania przez kandydata niezależnego stanowiska przewodniczącego Rady Miasta. Zgodnie z tradycją i praktyką samorządu, powinien nim zostać przedstawiciel najliczniejszego klubu radnych. Jeśli Roman Jasiakiewicz straci stołek przewodniczącego, to zostanie wbrew woli władz PO wiceprezydentem?
Jest to możliwe, patrząc na to, jak bardzo Rafał Bruski wspierał go w kampanii do senatu. Do następnych wyborów zostały trzy lata, a to wystarczający okres, by Bruski nie musiał się teraz oglądać na życzenia i uwagi władz swojej partii.
Niezależnie od tego, która z prognoz okaże się trafna, do końca roku możemy spodziewać się jeszcze wielu personalnych roszad na najwyższych stanowiskach w mieście.