,,Zmienne są losy świata tego?
(z testamentu Karola Stanisława Schuberta napisanego w podbydgoskim Pawłówku dnia 20 stycznia 1948 roku)

Gdzieś około roku 1979 odbywaliśmy z moim przyjacielem Darkiem piesze wycieczki po Bydgoszczy. Darek wśród moich znajomych wyróżnia się nie tylko tym, że jest moim długoletnim, bo z dzieciństwa przyjacielem. Jest również, co niestety bywa rzadkością, jednym z nielicznych prawdziwych bydgoszczan i to polskiego pochodzenia (gdyby ktoś pytał – jego nazwisko kończy się na -ski). Nie sprowadził się do Bydgoszczy ze wsi, miasteczka czy innego miasta ani jego ojciec, ani dziadek. Jego rodzina po prostu tu była. Ja urodziłem się w Bydgoszczy i tutaj dorastałem. Ale mój ojciec urodził się i dorastał w Wilnie. Nie jestem więc bydgoszczaninem z dziada pradziada. A Darek jest.

Wędrowaliśmy, smyki małe, ulicą Nakielską. Nagle Darek przystanął i wskazując na nieistniejący dom przy obecnej Nakielskiej 218 powiedział, znając moje historyczne fobie: – A to, jak mi opowiadał ojciec, jest dom komandora czy generała. Przed wojną było tu bardzo ładnie. Piękny ogród. A tam koło tej dużej fontanny to chodziły nawet pawie.

Przyjrzałem się temu domowi, zresztą robiłem to potem wielokrotnie. Wyróżniał się po tej stronie Nakielskiej na tle gierkowskich sześcianów o powierzchni regulaminowej około 110 metrów kwadratowych. Był to dom parterowy, otynkowany. Kolor tynku szary i trudno by zgadywać, czy to była koncepcja pierwotna, czy po prostu brud i zaniedbanie. Nie pamiętam dobrze, ale drzwi były dwuskrzydłowe, centralnie położone w fasadzie, po każdej stronie cztery czy pięć okien. Dom był zdecydowanie duży. Przed domem porośnięta mchem wspomniana przez Darka fontanna. Z perspektywy dziecka duża, ale gdy ją potem widziałem, to ze dwa metry miała. Przed drzwiami był podjazd, bodajże w kształcie koła, co świadczyło, że przed wojną podejmowano tutaj gości zmotoryzowanych. Nietrudno zgadnąć, iż właściciel był w dwudziestoleciu międzywojennym kimś nieprzeciętnym i zamożnym. Dodatkowo całość była gustownie obsadzona drzewami (pozostały z nich obecnie tylko przysłowiowe strzępy).

Dom do dzisiaj nie przetrwał, nie miał szczęścia do historii, podobnie jak jego właściciel. A mógł. Bo mógł go kupić bydgoszczanin, z tych innych niż Darek. I na swoje własne potrzeby, tak jak dom pewnego bogatego młynarza, przechrzcić na dworek? i przetrwałby.

Ów dom wspominaliśmy z Darkiem w roku 2015, siedząc latem pod tzw. Kasztanami przy Nakielskiej i w upał racząc się bynajmniej nie oranżadą. Nawet była krótka rozmowa na temat, kto był jego właścicielem. I nagle się dowiedziałem!

Właścicielem był Karol Stanisław Schubert, w którego życiu jak w soczewce skupiły się losy przedwojennej Polski, stosunki narodowościowe w ówczesnej Bydgoszczy, dramatyczne wybory Polaków z Warthegau oraz Pomorza Gdańskiego, a także PRL-owska sprawiedliwość, z jej bacznym okiem na wrogów ZSRR?

Urodził się Karol Schubert dnia 1 marca 1864 roku w Marszowicach (obecnie powiat wielicki) jako syn Honoraty z domu Fiszer i Karola. W 1877 roku po ukończeniu bocheńskiego gimnazjum wstąpił do Szkoły Kadetów Piechoty Cesarskiej i Królewskiej Armii w Łobzowie (obecnie część Krakowa). Była to wówczas placówka nowa, powstała zaledwie dwa lata wcześniej.

23 marca 1881 roku zaczyna służbę w jednostkach. Pierwszy przydział to 56. Pułk Piechoty stacjonujący w Wadowicach i Krakowie. Po pięciu latach otrzymuje swój pierwszy awans – do stopnia porucznika (odpowiednik w WP to podporucznik), a w roku 1890 nadporucznika (polski porucznik). Od 20 maja 1893 do 19 października 1894 pełni funkcję adiutanta dowódcy batalionu w Stryju. Od 19 października 1894 był dowódcą kompani oraz oficerem w Pułkowej Komendzie Uzupełnień przy 18 CK Pułku Piechoty Obrony Krajowej z siedzibą w Przemyślu. W 1897 roku awansował na kapitana.

Przemyśl był ważnym punktem na drodze prywatnego życia mieszkańca posesji przy ulicy Nakielskiej. Tutaj dnia 1 stycznia 1899 roku urodziła się jego córka Irena, a cztery lata później, 3 września, syn Eryk. W maju 1910 roku przeniesiony został do sztabu 1. Pułku Strzelców w Wiedniu, w tym samym roku awansowany na majora. Trzy lata potem jest już podpułkownikiem.

Jako dowódca Batalionu Pospolitego tegoż pułku wyrusza 19 sierpnia 1914 roku na wojnę. 23 listopada obejmuje dowództwa 1. Pułku i dowodzi nim do 23 stycznia następnego roku. W roku 1915 dostał ostatni awans w CK Armii do pełnego pułkownika. Od 19 lutego 1915 roku do kwietnia 1918 był dowódcą 32. Pułku Strzelców.

Podczas I wojny światowej spędził na linii 45 miesięcy na froncie rosyjskim i włoskim. Do końca wojny był szefem I Oddziału Personalnego w Ministerstwie Obrony Krajowej w Wiedniu. Obalenie monarchii w listopadzie 1918 roku zastaje go w Wiedniu. Za swoja służbę w CK dostaje: Order Leopolda, Order Żelaznej Korony III klasy, Krzyż Wojskowy Karola, Krzyż Zasługi Wojskowej III klasy. W kwietniu i maju 1919 roku pisze pisma z prośbą o przyjęcie do Wojska Polskiego.

12 grudnia 1919 roku zostaje przyjęty do Wojska Polskiego w stopniu pułkownika. Dnia 3 lutego 1920 roku zostaje mianowany dowódcą XII Brygady Piechoty działającej w ramach 7. Dywizji Piechoty i wyrusza na wyprawę kijowską. Zajmuje pozycje pod Zwiahlem i Korcem na Wołyniu. Sama 7. dywizja jest jednostką nową i niesprawdzoną. Z punktu widzenia bojowego stanowiła sporą niewiadomą. Ówczesny pułkownik Schubert jako dowódca sprawuje się świetnie. I dnia 24 marca, w uznaniu zasług i udowodnionej fachowości, którą wyniósł z armii CK, powierzono mu całość dowodzenia 7. dywizji (składała się z dwóch dwupułkowych brygad oraz dwóch pułków artylerii).

Dalej w grupie wojska generała Rydza-Śmigłego toczy boje na szlaku Radomyśl, Chodorków, Fastów, aż do Białej Cerkwi. Podczas odwrotu nie dopuszcza w podległych sobie jednostkach do paniki. Nie boi się siejącej postrach armii konnej Buddionnego. W bitwie pod Godylewem stawia czoła przeważającym siłom wroga odnosząc zwycięstwo (jako zdobycz wojenna wpada w jego ręce armijny szpital polowy oraz sztab jednej z brygad Budionnego). Zapamiętany został przez swoich żołnierzy jako dowódca ,,zawsze na koniu?, zawsze osobiście dopingujący oraz sprawdzający newralgiczne odcinki frontu.

Szlak odwrotowy z wyprawy kijowskiej kończy Schubert pod Chełmem. Jego mężna postawa znajduje uznanie. 17 sierpnia 1920 roku zostaje kawalerem orderu wojennego Virtuti Militari oraz awansowany do stopnia generała porucznika (obecnie gen. dywizji). W kontrofensywie wojsk polskich zapoczątkowanej Bitwą Warszawską wraz ze swoją ,,siódemką? zajmuje Kowel oraz Sarny i Rokitno. W styczniu 1921 roku dostaje awans operacyjny i z dowódcy dywizji staje się dowódcą grypy operacyjnej po generale Jędrzejewskim. Na tym stanowisku kończy wojnę z bolszewikami. Historycy są zgodni, że z swojej ,,siódemki? stworzył jedną z najlepszych dywizji tej wojny. Niewykluczone, że ten fakt miał po raz kolejny przestawić zwrotnice jego losu w końcowej fazie życia.

Potem zostaje wezwany do Warszawy na kurs wyższych dowódców. Przed objęciem 30 czerwca 1921 roku stanowiska dowódcy 14. Dywizji Piechoty (Poznań), otrzymuje francuską Legię Honorową oraz Krzyż Walecznych po raz pierwszy (16 czerwca). 29 czerwca 1922 roku Schubert został zweryfikowany w stopniu generała dywizji. W Poznaniu zostaje do 1 grudnia 1922 i stamtąd odchodzi na stanowisko zastępcy Dowódcy Okręgu Korpusu nr VII (również Poznań). Potem awansował na dowódcę okręgu Korpusu nr IX w Brześciu nad Bugiem. Od 4 kwietnia 1924 był przewodniczącym Oficerskiego Trybunału Orzekającego. Rok później, 31 maja, Schubert pożegnał się z wojskiem i został przeniesiony w stan spoczynku. Poza odznaczeniami wojskowymi udekorowano go wszystkimi klasami Krzyża Zasługi (złotą, srebrną i brązową).

W ówczesnej podbydgoskiej wsi Prądy (Prondy), dnia 1 października 1925 roku kupuje, płacąc gotówką, czteroipółhektarową posiadłość, z wspomnianym powyżej domem. Czym zajmuje się na emeryturze? Dokładnie nie wiadomo. Sama posiadłość ma charakter ogrodniczy. Pewnie, jako były wojskowy, prowadzi aktywny tryb życia. Można domniemywać z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością, iż odbywał na przykład spacery w okolicę położonego niedaleko młyna państwa Tańskich. Znajdujący się wówczas w jego pobliżu Staw Wodnika z centralnie położoną kępą drzew, należał do popularnych miejsc wypoczynkowych nawet dla ludzi z centrum. I szkoda, że obecnie ów młyn, mający również tragiczną historię, popada w ruinę. A ze Stawu Wodnika, który z Darkiem pamiętamy z dzieciństwa, został tylko zarys brzegów i ślad po wyspie w postaci starych drzew…

Generał się nie udzielał politycznie. Jego posiadłość przynosiła całkiem spore dochody. Lokuje je generał częściowo w papierach wartościowych i pożyczkach państwowych, jak sam podkreśla, głównie z myślą o zabezpieczeniu losu swoich dzieci: Eryka i Ireny. Musiał również Schubert wchodzić w relacje biznesowe z mieszkańcami Bydgoszczy. Tak było w przypadku spółki ,,Szmidt i Dietrich?, której pożyczył chyba całkiem pokaźna kwotę? nigdy nie odzyskaną. Krótko przed wybuchem wojny złożył na przechowanie swoje ruchomości zapakowane w 24 skrzynie do Firmy ,,RAWA?, lokalizacji której nie udało mi się ustalić.

Nadchodzi 1 września 1939 roku. Dokładnie podczas wydarzeń z 3 września opuszcza Bydgoszcz. Ewakuował się w rejon Sochaczewa. Miał wtedy 75 i pół roku. Do Bydgoszczy wraca 23 września. Jego dom przy Nakielskiej jest ograbiony. Depozyt złożony do firmy ,,Rawa? zaginął. Okupant przestał respektować polskie zobowiązania emerytalne, a na domiar złego niemiecka policja okradła generała ze wszystkiego, co jeszcze mu pozostało w bagażu podręcznym zabranym na czas ewakuacji. Na dodatek jego ukochana żona jest wątłego zdrowia. Przez kilka miesięcy utrzymuje się z łaski innych, życzliwych ludzi. Okoliczni Niemcy, jak mogli, utrudniali generałowi życie A to zniszczyli płot, innym razem zdemolowali bramę. Generał chyba w tym czasie spodziewał się śmierci, skoro dnia 23 listopada zdecydował się na spisanie w języku niemieckim pierwszej wersji testamentu.

Aby zdobyć środki do życia, wpadł Schubert na genialnie prosty pomysł. Otóż po dokonaniu anszlusu Austria stała się częścią Rzeszy i oficerowie dawnej CK armii dostawali, gdy im się to należało, emeryturę wojskową od hitlerowców. A generał miał w tej armii wysłużone 37 lat. Zgodnie ze stanem prawnym III Rzeszy napisał do władz niemieckich prośbę o: emeryturę lub w przypadku niemożności jej uzyskania wysiedlenie do Krakowa, gdzie mieszkała jego dalsza rodzina. Prośbę poparł jego przełożony z czasów I wojny światowej feldmarszałek-lejtnant August Urbansky von Ostrymiecz (1866-1950). Prośba trafiła do Kancelarii Rzeszy. Stamtąd do Wydziału Zaopatrzenia przy Naczelnym Dowództwie Niemieckich Sił Zbrojnych (Oberkomando der Wehrmacht).

Niewykluczone, że za sprawą wstawiennictwa przełożonego, Wydział Zaopatrzenia rozpatrzył jego prośbę pozytywnie. Postawił jednak jedno ,,ale?. Owym ,,ale? było legitymowanie się dowodem niemieckim, czyli wpis na volkslistę. Podobny warunek postawiły władze niemieckie w sprawie uzyskania odszkodowania za sprzęty powierzone firmie ,,Rawa?. Niemiecka instytucja, która przejęła oszczędności złożone przed wojną przez Schuberta w PKO zachowała się identycznie.

W tym czasie jedyny dochód stanowiło 20 marek otrzymywanych od Urzędu Opieki Społecznej w Bydgoszczy. Aby uzmysłowić sobie czym było owe 20 marek na dwoje trzeba pamiętać, że w Kraju Warty polski robotnik zarabiał w tym czasie około 19 marek, ale? tygodniowo! Ale los i tak jeszcze nie odpuszczał. Na domiar złego niejaki Dietrich z Lipnik koło Białych Błot złożył na gen. Schuberta donos, iż miał on przed wojną do niego powiedzieć: ,,Wszystkich Szwabów i łajdaków należałoby wystrzelać, jak bym miał przy sobie pistolet to bym sam jemu w łeb strzelił?.

Czy był to ten sam Dietrich, któremu przed wojną generał pożyczył pieniądze? Niewykluczone. W ówczesnej sytuacji, po tzw. Blutsonntag, był to wyrok śmierci. Jerzy Sulima-Kamiński w swoim ,,Moście Królowej Jadwigi? przecież wspominał, jak bydgoszczanie w czasie okupacji ukrywali się z nazwą miasta, z którego pochodzili, gdyż automatycznie stawali się w oczach Niemców bandytami. A zmyślona, czy też prawdziwa, wypowiedź generała świadczyła o jego bydgoskiej bandyckości i na niego kulę ściągała. Na całe szczęście dochodzenie przejął komisarz Herold. Był on onegdaj studentem Uniwersytetu Jagiellońskiego i raczej w starym generale śmiertelnego zagrożenia nie dostrzegł. Ale doradził staranie się o obywatelstwo niemieckie, aby móc zamknąć dochodzenie.

Sam generał chyba nie miał na to absolutnie szczerej woli. Dodatkowo są poszlaki, iż jako stary frontowiec, mimo podeszłego wieku ,,odgryzał? się okupantom, jak mógł. Świadczyć o tym może drobny, ale znaczący epizod zapisany na kartach historii. Otóż w Wigilię 1940 roku Niemcy zburzyli generałowi gołębnik, który upadając uszkodził dach. I jest to wbrew pozorom fakt znaczący. Dlaczego? Dom generała, o czym napisano wcześniej, był duży. Tak więc i ten gołębnik musiał być spory i z całą pewnością z ulicy Nakielskiej widoczny. A co było szczególnego w owym gołębniku? Ano to, że był pomalowany w biało-czerwone barwy, a kierunek wiatru wskazywały nasze narodowe chorągiewki!!!

W marcu 1941 r. ruszyły zapisy na niemiecką listę narodowościową. Tak naprawdę nie były to zapisy, a raczej rozsyłanie przez urzędników miejskich wypełnionych podań o przyjęcie danej grupy narodowościowej (można się było nawet odwołać, choć był to krok samobójczy). Generał odesłał podanie i otrzymał niemiecki dowód osobisty koloru niebieskiego – zaliczono go do grupy drugiej (ostatnio pisał szerzej o tej problematyce portal bydgoszcz24.pl, przeprowadzając wywiad z doktorem Romaniukiem). Ktoś powie zdradził? Inny powie: a admirał Unrug, obrońca Helu? Był Niemcem ze spolszczonej rodziny, mimo to odmówił obywatelstwa i stopnia admirała III Rzeszy, wiernie trwając przy polskości z wyboru. Tak… ale Unrug szedł do niewoli w 1939 roku, w październiku, gdy większość ludzi i żołnierzy myślała, że wojna się skończy za pół roku. A zdrada? Przecież sam Sikorski czy na Śląsku biskup Adamski, zachęcali do przyjęcia listy, aby ocalić polski żywioł przed eksterminacją lub w najlepszym razie wysiedleniem.

Generał był wówczas prawie 80-letnim dziadkiem z chora żoną. Po przyjęciu listy jego uposażenie wzrosło do 500 marek, co było kwotą znaczną. Dla porównania oficer niemiecki w stopniu majora lub pułkownika zarabiał bez dodatków odpowiednio 620 i 750 marek. Generał w żadne stowarzyszenia niemieckie się nie bawił. Los starca chwilowo odmienił się na lepsze. Władze miejskie natomiast z obietnicy odszkodowania za mienie utracone w 1939 roku się nie wywiązały. Był objęty, jako członek II grupy narodowościowej, planem ewakuacji, ale odmówił. W styczniu 1945 r. pozostał w Bydgoszczy. Przekroczył 80. rok życia i zapewne miał nadzieje, że teraz już wszystko będzie dobrze.

Niestety, koleje jego losu miały znów się zmienić. 20 marca 1945 r. został wraz z żoną aresztowany i osadzony w obozie dla Niemców w Potulicach. 6 maja Krajowa Rada Narodowa wprowadziła dekret, w myśl którego osoby posiadające IV i III grupę narodowościową zostały zrehabilitowane automatycznie. Ci z drugiej natomiast zyskali możliwość rehabilitacji na drodze sądowej.

2 lipca 1945 r. umiera żona generała. Cały czas jest poniżany, nakłaniany do samobójstwa i oskarżany o zdradę. Wyrokiem Sądu Specjalnego jego majątek ulega konfiskacie. Jednak 29 października los po raz kolejny odwrócił się w dobra stronę. Tego dnia Sąd Grodzki w Bydgoszczy przywrócił generałowi obywatelstwo polskie i zwolnił majątek z konfiskaty. Do czerwca 1946 roku mógł być spokojny… Znów wszystko miało się ułożyć. Był zrehabilitowany, wolny i zapewne przywrócono mu emeryturę. Jednakże Sąd Specjalny w Toruniu na sesji wyjazdowej w Bydgoszczy zaskarżył orzeczenie Sądu Grodzkiego.

Tym razem generał został nieodwołalnie pozbawiony obywatelstwa polskiego, praw publicznych i honorowych oraz skazany na przepadek mienia. Musiał ponadto zapłacić koszty sądowe. Podstawą takiego orzeczenia były zeznania byłych pracowników Starostwa Bydgoskiego z czasów wojny. Czy uczciwe? A może chodziło po prostu o wymierzenie kary za rok 1920? Skoro nie skończył w Katyniu jak emerytowany generał Bohatyrowicz, to teraz można było w imieniu nowego suwerena załatwić owo niedopatrzenie.

Taki był koniec przewrotnej życiowo drogi właściciela fascynującej Darka i mnie posiadłości. Przygarnięty przez córkę Irenę i jej męża, majora Edmunda Pożniaka, do końca życia walczył o rehabilitację. Jak wynika z uważnej lektury jego ostatniej wersji testamentu, nie narzekał nigdy na Polskę, a jedynie na niesprawiedliwe potraktowanie przez jej władze. Nie wiadomo, jak na życie generała wpłynęła Ustawa z dnia 20 lipca 1950 roku o rehabilitacji posiadaczy wszystkich kategorii volkslisty.

Karol Schubert umiera jako nędzarz w 1954 roku i zostaje pochowany na cmentarzu parafialnym w Dąbrówce Nowej w gminie Sicienko.

Pod koniec lat 90. XX wieku podjęto na stronach internetowych próbę przywrócenia nazwiska generała do obiegu społecznego. Ktoś nawet dopominał się o prawną rehabilitację, ale jak wynika z dekretu z 1950 roku i całej drogi życiowej Karola Stanisława, żadnej chyba rehabilitacji nie wymaga. Ale na pewno wymaga przywrócenia w pamięci bydgoszczan.

I tak oto rozwiązała się tajemnica mieszkańca domu, ?komandora czy generała? z ulicy Nakielskiej. Od pierwszego ,,spotkania? z Generałem minęło prawie 40 lat… :) i prawie równo 90, gdy nabył ten dom.

Jan Pacyno

Bibliografia:
1. Tomasz Mądrzyński, Prywatne Archiwum Gen. Karola Schuberta.
2. ,,Żołnierz wielkopolski? z 15.02.1923, s. 10.
3. J. Odziemkowski, ,,Leksykon wojny polsko-rosyjskiej 1919-1920?, Oficyna Wydawnicza ,,Rytm?, 2004, s.: 73, 99 i 146.
4. Niepodległość: czasopismo poświęcone najnowszym dziejom Polski, t. 1-4, s. 146.
5. M. Tarczyński, ,,Bitwa niemeńska 29 VIII – 18 × 1920: dokumenty operacyjne. Cześć 2 (20 IX – 18 X), Part 2, Wyd. ,,Rytm? 1999, s. 154.
6. Studja taktyczne z historji wojen polskich 1918-21, Warszawa 1925, nr 6-8, s. 64 i 113.
7. Piotr Stawecki, ,,Słownik biograficzny generałów Wojska Polskiego 1918-1939?, Wyd. Bellona, 1994, s. 93.
8. S. Tample, ,,Myśl Polska?, 1940, s. 131.
9. L. Wyszczelski, ,,Operacja warszawska sierpień 1920?, Bellona 2005, s. 476 i 477.