Zdaniem radnych PO, zapowiedź dobrej zmiany była jedynie hasłem wyborczym PiS. – Nie idą za tym żadne kroki i działania. Mówiąc w dużym skrócie, PiS nie daje rady – oceniła Monika Matowska, dyrektor biura poseł Teresy Piotrowskiej, w którym odbyła się dzisiaj konferencja prasowa, podsumowująca sto dni rządu Beaty Szydło. Radna wyliczyła inwestycje i przedsięwzięcia, które miały zostać zrealizowane, a nie będą z powodu postawy rządzącego ugrupowania. Są to droga krajowa S10, Zarząd Dorzecza Wisły, Metropolia Bydgoszcz oraz Uniwersytet Medyczny.
- Każdy region, każde miasto, co jest zrozumiałe, stara się mieć, że tak powiem, w centrali swoich reprezentantów, tych, którzy zabiegają o miasto, o region, tych, którzy pilnują, żeby obietnice były realizowane, aby to, co było zapowiadane, stało się faktem. W okresie rządów Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego mieliśmy swoich reprezentantów bardzo licznych. Najważniejsi to oczywiście Radosław Sikorski, który był najpierw marszałkiem Sejmu RP, a następnie ministrem spraw zagranicznych – chwalił umocowanie lokalnej PO w centrali radny Lech Zagłoba-Zygler, nie zapominając o Teresie Piotrowskiej i Pawle Olszewskim.
- Mieliśmy też w minionych latach swojego wojewodę. Był nim pan Rafał Bruski – podkreślił wiceprzewodniczący rady miasta i przypomniał, że z bydgoskiej PO wywodzili się także wicewojewodowie Zbigniew Ostrowski i Elżbieta Rusielewicz.
O tym, jak dramatycznie sytuacja zmieniła się na niekorzyść, opowiedział Jakub Mikołajczak. – Oto aktualny skład Rady Ministrów. Mamy tutaj przedstawicieli: Krzeszowic, Tych, Legionowa, Warszawy, Krakowa, Sochaczewa. Nie widzę tutaj nigdzie przedstawicieli Bydgoszczy – relacjonował radny PO i uznał, że nasze miasto zaliczane do ósemki największych w Polsce powinno mieć w rządzie swojego reprezentanta.Dopełnia czary goryczy, że nie ma bydgoszczan na stanowiskach podsekretarzy stanu oraz że żaden poseł PiS z Bydgoszczy nie stoi czele komisji sejmowej. – W miejscu Bydgoszczy jest jedna wielka czarna dziura. W tą czarną dziurę nie wpadają ani żadne inwestycje, nie wpadają żadne pieniądze, ani nie wpadają żadne prestiżowe stanowiska – podsumował swoje ustalenia Jakub Mikołajczak i nawiązując do prośby parlamentarzystów PiS, żeby opozycja im nie przeszkadzała we realizowanie ?dobrej zmiany?, stwierdził, że nikt z PO nie przeszkadzał politykom PiS w zajmowaniu stanowisk w rządzie czy lobbowaniu za wojewodą z Bydgoszczy.
Odpowiadając na pytanie, co uzyskało nasze miasto w trakcie ośmiu lat rządów PO-PSL, radna Monika Matowska wyjaśniła, że było już blisko do uchwalenia ustawy, dzięki której siedziba Zarządu Dorzecza Wisły byłaby w Bydgoszczy.
Nie było też łatwo organizatorom konferencji odpowiedzieć na pytanie, jakie zasługi dla Bydgoszczy miał wicewojewoda Zbigniew Ostrowski. – Wskazaliśmy w prezentacji pana Zbigniewa Ostrowskiego jako wicewojewodę, bo taką funkcję pełnił z rekomendacji środowisk bydgoskiej Platformy. Należy go oceniać w kategorii wicewojewody, to znaczy zdolności i możliwości, które ma wicewojewoda jeżeli chodzi o sprawowanie urzędu – wytłumaczył radny Mikołajczak.