Na wniosek prezydenta Rafała Bruskiego wprowadzony został dzisiaj na sesji Rady Miasta Bydgoszczy dodatkowy punkt programu obrad, w którym przedstawiona została informacja na temat konfliktu między miejską spółką, Chemwikiem a firmą należącą do Skarbu Państwa, Nitro-Chemem. O niewprowadzanie tego punktu wnioskował przewodniczący Klubu Radnych PiS Mirosław Jamroży, który uważał, że sprawa konfliktu między dwoma firmami, z których jedna ma międzynarodową renomę nie powinna być wywlekana na zewnątrz w sytuacji, gdy debata nie jest dobrze przygotowana. Radni koalicji PO-SLD przegłosowali opozycję i konflikt między firmą komunalną i państwową stał się przedmiotem obrad radnych.
Robert Marcińczyk, prezes Chemwiku, powiedział, że miejska spółka występując przeciw Nitro-Chemowi ma na celu wyegzekwowanie od państwowej firmy przestrzeganie prawa w zakresie obowiązujących przepisów dotyczących ochrony środowiska i pełnienie roli kontrolnej w stosunku do dostawców ścieków do systemu kanalizacyjnego (podobnie jak WIOŚ na terenie miasta). Robert Marcińczyk stwierdził, że Nitro-Chem jest jedyną firmą w Bydgoszczy w sposób drastyczny nie spełniającą wymogów ochrony środowiska. Z tego powodu Chemwik w dniu 24.02.2016 r. złożył do marszałka województwa Piotra Całbeckiego oświadczenie o cofnięciu zgody na wprowadzanie ścieków przemysłowych do własnej kanalizacji, a jednocześnie zawnioskował o cofnięcie bez prawa odszkodowania ? pozwolenia wodnoprawnego Nitro-Chemu. – Z powodu braku wykonania przez Nitro-Chem urządzeń do ciągłego pomiaru charakterystycznych wskaźników zanieczyszczeń, niewybudowania i uruchomienia biologicznej podczyszczalni ścieków w terminie do 31.12.2016 r., Chemwik nie dotrzyma bardziej drastycznych warunków pozwolenia wodnoprawnego, które będą obowiązywać z dniem 1.01.2017 r. Skutkiem tego będzie nałożenie na Chemwik kar środowiskowych, które zapłacą ostatecznie mieszkańcy. Na dodatek grozi nam zwrot grantu w kwocie 13 mln zł Wojewódzkiemu Funduszowi Ochrony Środowiska, który otrzymaliśmy na modernizację oczyszczalni, a teraz okaże się, że efekt ekologiczny nie został osiągnięty – przedstawiał powody działań Chemwiku Robert Marcińczyk.
Prezes Marcińczyk tłumaczył również, że od 1 stycznie 2017 roku obowiązywać będą bardziej zaostrzone rygory dotyczące ochrony środowiska, a już wiadomo, że Nitro-Chem nie wywiąże się w terminie z przyjętych na siebie zobowiązań (zamontowania urządzeń do ciągłego pomiaru wskaźników), a przekroczenia dopuszczalnych wartości wskaźników zanieczyszczeń, a zwłaszcza azotu ogólnego, stwarzają zagrożenie niedotrzymania warunków pozwolenia wodnoprawnego posiadanego przez miejską spółkę. – Chemwik nie jest w stanie oczyścić ścieków przemysłowych wg obowiązujących norm, w przeciwieństwie do ścieków komunalnych i będzie musiał płacić w 2017 r. kary środowiskowe. Ich zapłata będzie równoznaczna z przeniesieniem obciążeń na mieszkańców – tłumaczył Marcińczyk i dodał, że Miasto Bydgoszcz zostanie obciążone przez Ministra Finansów karą nałożoną przez Komisję Europejską za niespełnienie norm unijnych.
Tymczasem takiego zagrożenia dla Nitro-Chemu nie ma, nawet gdyby zostało mu cofnięte pozwolenie wodnoprawne. – Jeśli pozwolenie wodnoprawne zostanie odebrane przez marszałka, grozi mandat 500 zł. A kolejny – za rok – przedstawił zagrożenia dla Nitro-Chemu, dodając, że pracownikom firmy nie grożą zwolnienia.
Pomimo przytoczonej argumentacji marszałek w dniu 28.10.2016. r. wydał decyzję odmawiającą cofnięcia pozwolenia wodnoprawnego Nitro-Chemu. Takie postanowienie zaskoczyło szefa Chemwiku, który wniósł w dniu 18.11.2016 r. odwołanie od tej decyzji.
- Pan prezes Marcińczyk żyje w matriksie. Wiele bzdur zostało wypowiedziane. W stosunku do Nitro-Chemu prowadzi się agresywną, wrogą politykę – skomentował wystąpienie prezesa Chemwiku, prezes Nitro-Chemu Tomasz Ptaszyński. – Nitro-Chem spełnia wszystkie wymagania w zakresie ochrony środowiska, w zakresie parametrów przewidzianych dla ścieków przemysłowych. Nitro-Chem nie odprowadza żadnych substancji szkodliwych dla środowiska – dodał Tomasz Ptaszyński. Prezes Nitro-Chemu tłumaczył, że przestrzega wszystkich zapisów umowy między jego firmą a Chemwikiem, co potwierdzają kontrole Wojewódzkiej Inspekcji Ochrony Środowiska i decyzje marszałka województwa.
Poinformował również, że opóźnienie w wybudowaniu własnej oczyszczalni ścieków wynika z przeciągających się procedur administracyjnych, w tym uzyskania pozwolenia na budowę. – Umowa na budowę oczyszczalni jest już podpisana – zapewnił.
Prezes Ptaszyński stwierdził, że Nitro-Chem jest liderem Polskiej Grupy Zbrojeniowej. Produkty firmy znajdują zbyt na wszystkich kontynentach. – Nad produktami made in Bydgoszcz słońce nie zachodzi – tłumaczył, że marka bydgoskiej firmy ceniona jest na całym świecie. – Jesteśmy akredytowani przez armię amerykańską. Musimy wypełniać wszystkie przepisy. Mandat nawet 500-złotowy świadczyłby o tym, że nie spełniamy polskich przepisów, a rządy na całym świecie, chcą mieć pewność, że współpracują z wiarygodną firmą. Nieprzestrzeganie przez nas przepisów podważałoby to, że wszystko jest zgodne z zasadami ochrony środowiska – dowodził Ptaszyński, tłumacząc, że jako firma eksportowa muszą być transparentni.
- Gospodarz miasta razem z podległymi spółkami chce zniszczyć firmę – jednoznacznej oceny działań prezydenta Rafała Bruskiego i Chemwiku oraz MWiKu dokonał przewodniczący Rady Nadzorczej Nitro-Chemu Krzysztof Kozłowski. Kozłowski dowodził, że po upadku Zachemu, czyni się z Nitro-Chemu kozła ofiarnego, który ma po Zachemie przejąć wszystkie płatności i dlatego nastąpiły drastyczne podwyżki cen za oczyszczane ścieki dostarczane przez Nitro-Chem. – Kto zapłaci za oczyszczanie jak zabraknie Nitro-Chemu? Co się stanie, jak właściciel przeniesie zakład do innego miasta? – pytał Kozłowski.
O ile przed sesją prezydent Rafał Bruski domagał się zajęcia sprawą konfliktu przez radnych, po wysłuchaniu obu prezesów zmienił zdanie. – Mieliśmy dwa pełne emocji wystąpienia. Źle się stało. Problem co do faktów mamy. Dlaczego temat jest głośny? Bo wdarła się do niego polityka. A im mniej rozgłosu, tym lepiej dla obu podmiotów – stwierdził, zaskakując radnych Prawa i Sprawiedliwości. Następnie odczytał fragment pisma wiceministra obrony narodowej Bartosza Kownackiego, który włodarzy Bydgoszczy oskarżał o niekorzystne działania w stosunku do bydgoskiej firmy zbrojeniowej. – Proponuję, byśmy nie dyskutowali tu i teraz – podsumował prezydent Bruski i zaproponował powołanie arbitra, który mieć będzie wiedzę i autorytet. – Zwróćmy się do rektora UTP, by z zewnątrz znaleźć kompromis – zaproponował, dodając, że spółka miejska ma rygory środowiskowe, a spółka Nitro-Chem realizuje inwestycje.
- Najpierw pan wprowadza pan punkt do obrad, a teraz nie chce pan dyskutować. Wy, platflormersi, przegraliście tę debatę! – ocenił Rafał Piasecki (PiS). – Wystąpienie prezesa Chemwiku poniżej krytyki. Wstyd, że mamy takiego przedstawiciela spółki miejskiej. To wstyd! Walił pan w bęben, jak perkusista, który zgubił pałeczki. Jest mi wstyd, że mamy takiego prezesa w mieście, który bije w polski holding obronny – komentował Piasecki.
- Nie jest prawdą, że ceny dla Nitro-Chemu drastycznie wzrosły. Cena za metr sześcienny spadła – ripostował Bruski i apelował: – Jak najmniej polityki! Polityka nie służy wyjaśnieniu tej sprawy.
Z inicjatywą wystąpił Ireneusz Nitkiewicz (SLD). Zaapelował, by powołać zespół, który przyjdzie z pomocą, tak by pracownicy zatrudnieni w firmie zbrojeniowej nie stracili pracy.
Radny Jakub Mikołajczak (PO) nie zgodził się “tak do końca” ze stwierdzeniem, że “wszyscy radni są za firmami zbrojeniowymi”.
Radny Janusz Czwojda (PO) zauważył, że ratowanie firm to nie zadanie radnych, tym bardziej że Nitro-chem nie jest zagrożony, ale zgodził się, że “im ciszej w tej sprawie, tym lepiej”.
Triumfował Mirosław Jamroży. – A nie mówiłem. Przebieg debaty biznesowi nie służy. Więcej chaosu było niż dyskusji. Cieszę się, że tylko jednemu radnemu nie po drodze ze zbrojeniówką. Ale Nitro-Chem daje sobie radę, nie trzeba go ratować! Nie mamy im przeszkadzać – zaskoczył radnych PO liberalną konstatacją.
- Nie ma zagrożenia dla pracowników Nitro-Chemu. Chodzi jednak o pieniądze, które zapłacą mieszkańcy Bydgoszczy. A takie zagrożenie istnieje – przypomniała argumenty Chemwiku radna Monika Matowska (PO). Radny Rafał Piasecki skomentował, że chodzi o pieniądze Nitro-Chemu, które zapewnią funkcjonowanie Chemwikowi.
Wtedy zaskoczył wszystkich radny Andrzej Kaczmarek. – Ja jestem pacyfistą jak Mikołajczak. W Polsce działają najwięksi handlarze bronią. Ile osób zginęło po zastosowaniu produktów Nitro-Chemu? – pytał retorycznie radny PO.
Uwagę do jednego z wątków dyskusji zgłosił ponownie Janusz Czwojda. – Zachem nie upadł. Został zlikwidowany przez właściciela. Decyzja zapadła na posiedzeniu rządu w 2006 roku – stwierdził, dowodząc, ze PiS ponosi odpowiedzialność za bankructwo Zachemu, a nie Konrad Mikołajski, który był prezesem firmy.
Wtedy dyskusję przerwał prowadzący obrady Jan Szopiński (SLD). – Nie idźcie tą drogą, mówił klasyk mojej formacji – przestrzegł wiceprzewodniczący rady dyskutujących radnych.
Po zarządzonej przerwie w obradach radni przegłosowali apel. W jego wyniku dojdzie do spotkania przewodniczących klubów radnych i przedstawicieli pozostających w konflikcie firm.