Środowa sesja rady miasta miała burzliwy przebieg i trwała wiele godzin (od 9.00 do 19.00). Podzieliśmy jej tematykę na kilka segmentów, żeby przybliżyć ją w kolejnych publikacjach.  Zaczynamy od części najbardziej kipiącej emocjami.

Bogdan Dzakanowski podpadł radnym koalicji rządzącej miastem już podczas przyjmowania porządku obrad. Zgłosił dwie propozycje, które na pewno im się nie spodobały.  

- Proszę o wprowadzenie pod obrady uchwały w sprawie  wygaśnięcia mandatu pana radnego Jakuba Mendrego – zawnioskował Bogdan Dzakanowski, co nie mogło specjalnie dziwić. Niedawno radny klubu SLD Lewica Razem przyznał publicznie, że mieszka poza Bydgoszczą, tymczasem w myśl prawa radny musi mieszkać na terenie gminy,  w radzie której zasiada. Jednocześnie jedyny bydgoski radny niezrzeszony wniósł o powołanie specjalnego zespołu, który sprawdzi pod tym kątem wszystkich radnych.

Bogdan Dzakanowski odniósł się też do wniosku stowarzyszenia „Ster na demokrację”, aby Bydgoszcz przyjęła rodzinę i kilkoro sierot z Aleppo. - Mam propozycję dla pań radnych i panów radnych, którzy poprą ten wniosek. Proszę radnych, którzy chcą to zrobić, żeby pod swój dach przyjęli tę rodzinę – zasugerował na początku sesji.

Przewodniczący rady miasta poprosił Bogdana Dzakanowskiego, żeby powtórzył swój pierwszy wniosek, a potem wyraził zdziwienie, że domaga się on  skontrolowania wszystkich radnych. - Przygotował pan projekt uchwały ze wszystkimi rygorami? - zapytał Zbigniew Sobociński.

 - Mówiłem  na początku, że to jest prośba do pana przewodniczącego, żeby taki projekt przygotował. Ja nie mam takich możliwości. Przypomnę, że w wielu miastach powstały takie zespoły, a radny Mendry oświadczył  w mediach, że nie zamieszkuje w gminie Bydgoszcz. Pytałem komisarza wyborczego i okazało się, że to nie jest jego sprawa, to  jest sprawa Rady Miasta Bydgoszczy - tłumaczył  radny Dzakanowski.

- To są ogólne kwestie, jakie pan podnosi, powszechnie znane. Natomiast musiałby pan wyartykułować, o jakie osoby panu chodzi – domagał się przewodniczący rady. - Wszystkich radnych – upierał się Bogdan Dzakanowski. - I ta komisja ma weryfikować wszystkich radnych? – upewniał się dr Sobociński. - Zespół przy radzie miasta, tak jak to jest w innych miastach - po raz kolejny wyjaśnił radny niezrzeszony.

Przewodniczący rady odwołał się w tej sytuacji do radcy prawnego. - Jest to zagadnienie bardzo poważne, długotrwałe i wydaje mi się, że w dniu dzisiejszym nie do przeprowadzenia - uznał mec. Zbigniew Cichowski. - Komisarz wyborczy każdorazowo zapytuje, czy dana osoba przyjmie mandat radnego, w związku z tym jest w pełni świadoma, jeżeli dokonuje jakichś uchybień, konsekwencji. Czy możemy panie radny, tak to zostawić w tym momencie? – zapytał Zbigniew Sobociński, ale radny uznał, że to sprawa w gestii przewodniczącego rady. - Pańska prośba to jest jedno, a czy ja się zdecyduję na taki krok, to jest inna sprawa - wyjaśnił przewodniczący bydgoskiej rady miasta.

Kilka godzin później radni zajmowali się sprawą opłat za śmieci. - Panie prezydencie, wczoraj odbyła się komisja, gdzie nie jestem członkiem, ale oczywiście byłem na tej komisji. Pana lewa ręka, która siedzi koło pana, zaproponowała mi, abym po analizę sytuacji ProNatury dotyczącej stawek za odprowadzanie odpadów komunalnych udał się do Honolulu. Chciałem pana prezydenta zapytać o adres – zakpił Bogdan Dzakanowski.

Jego zdaniem, nie można godzić się na zmianę stawek opłat za śmieci bez zapoznania się z funkcjonowaniem całego systemu. Przypomniał, że pod taką petycją podpisało się ponad 900 bydgoszczan. Całą dokumentację, dotyczącą kosztów i wpływów  powinna otrzymać komisja rewizyjna. Wniosek tej treści został złożony w 2015 roku.

- Oczekuję od pana odpowiedzi. Nie słownej. Pana słowa już mnie nie przekonują. Pan robił po pewnym zdarzeniu konferencję prasową. Pan powiedział, że miał 0,0. To jest nieprawda. W sądzie to wyjaśnimy. Ja chcę mieć dokumenty, panie prezydencie, w sprawie tego bilansu, wpływy, wydatki - domagał się Bogdan Dzakanowski, a widząc, że prezydent przestał słuchać, zapytał przewodniczącego rady, czy może dokończyć.

- Niech pan kończy, bo końca nie widać – odpowiedział Zbigniew Sobociński.

- Przypomnę, że to nie Bogdan Dzakanowski  zlecił komisji rewizyjnej to zadanie. To rada miasta zleciła komisji rewizyjnej zbadanie tej sprawy – kontynuował radny niezrzeszony.

- Już pan skończył? Bo pan się powtarza – przerwał mu przewodniczący rady.

- W Toruniu płacą 11, 12 zł, w innych miastach mniej. Mieszkańcy uważają, że nasz system może być lepszy, sprawniejszy i jest to do zrobienia. Dziękuję - dokończył niezrażony Bogdan Dzakanowski. Wtedy o głos poprosił prezydent.

- Panie przewodniczący, wysoka rado, szanowni państwo, wszyscy radni za wyjątkiem jednego. Jeżeli będę na tej sali obrażany, a jestem, bo kwestionowanie wyników badania alkomatem, że był inny niż 0,0, to jest dla mnie obraza. Ja bym chciał, żeby pan przewodniczący spowodował, żeby takich zachowań więcej nie było, bo ja po prostu nie będę przychodził na sesje. Mogę rozmawiać na każdy temat, ale nie chcę być tak traktowany - poinformował prezydent Rafał  Bruski.

Przewodniczący rady miasta zaserwował wówczas Bogdanowi Dzakanowskiemu potężną reprymendę.

- Coraz bardziej się skłaniam ku temu, żeby jednak zasugerować pewne rozwiązania wobec pańskiej osoby. Jest pan osobą publiczną. Nie pozwala pan pracować w normalnym rytmie.  Nawet nie potrafi pan wyartykułować tego, co chciałby pan powiedzieć. Powtarza się pan. Ma pan logoreę.

To są niebezpieczne na tej sali zachowania, proszę pana, dlatego że paraliżuje pan instytucję nie tylko o wymiarze publicznym, ale przede wszystkim my służmy mieszkańcom Bydgoszczy, a pan ma wyraźną radość, jeżeli przy każdym punkcie obrad rady miasta tworzy pan swoje widowisko. Taki pan nie był. Jaka krzywda musiała się panu stać, że państwie zachowanie w ciągu paru lat tak się zmieniło?

Można mieć różnice polityczne, ale koleżeńskość zachować. A nas obowiązuje szczególny rodzaj zachowań. Pan kompromituje tę radę miasta. I nawet teraz pan się z tego śmieje.

Gdyby może pan miał sześć lat i był dzieckiem z ADHD,  to bym to zrozumiał. Ale jest pan dorosłym człowiekiem, żeby nie powiedzieć bardzo mocno dojrzałym. Dlatego apeluję do pana z tego miejsca  o to, żeby pan dochował pewnych niepisanych zasad, które powinny obowiązywać, ale w regulaminie nie zostały zapisane. I tyle - zakończył zmywanie radnemu głowy dr Sobociński.

Przewodniczący chciał wrócić do prowadzenia obrad, ale udzielenia głosu zaczął domagać się…Bogdan Dzakanowski. - Proszę się uspokoić, bo zawołam stosowne służby - postraszył Zbigniew Sobociński. - Proszę wezwać - zawołał radny niezrzeszony, ale przewodniczący rady groźby nie zrealizował. Radni jak gdyby nigdy nic wznowili dyskusję na temat stawek za śmieci.

Tak na marginesie, przewodniczący rady miasta też często zachowuje się „niestandardowo”.  Niektóre jego wypowiedzi są zabawne, ale zdarzają się też zwyczajnie niegrzeczne. Na wczorajszej sesji Zbigniew Sobociński powiedział m.in.:

- Nie mam wpływu, bo nie mam pokrętła - na uwagę z sali, że słabo słychać.

- Czy to naprawdę  tak trudno zrozumieć? - do radnego Nitkiewicz.

- Wreszcie! - gdy radna Szabelska zakończyła wypowiedź.

- Zastanowię się. Dajcie mi parę minut. Ja musiałem słuchać trzy godziny - po prośbie o reasumpcję głosowania.

- Tomek! Na zielony, pamiętaj! - do radnego Regi