Zaczął się ostatni rok przed wyborami samorządowymi. Gremia kierownicze ugrupowań politycznych szukają lokomotyw wyborczych. Taką lokomotywą byłby niewątpliwie były minister spraw zagranicznych.

Notowania Platformy Obywatelskiej nie są z pewnością takie, jakich by sobie jej członkowie i sympatycy życzyli. Jednak w ciągu roku dużo się może zdarzyć i wyniki sondaży mogą ulec zmianie. Poza tym wybory samorządowe kierują się własną logikę. Dużo w nich zależy od osiągnięć i popularności kandydatów. Jeśli lokomotywą na liście niekoniecznie popularnej partii będzie posiadający dużo zwolenników kandydat, to  pociągnie innych kandydatów, ponieważ  lista uzyska odpowiednią do uczestniczenia w podziale mandatów liczbę głosów.

Dotarła do nas informacja, że lokomotywą Platformy Obywatelskiej w wyborach do sejmiku województwa zostanie Radosław Sikorski. Podobno otrzymał kuszącą propozycję. Jeżeli PO i PSL będą miały większościową reprezentację w sejmiku, były marszałek sejmu zastąpi Piotra Całbeckiego i obejmie funkcję marszałka województwa.

Radosław Sikorski jeszcze nigdy nie starał się o mandat radnego, natomiast w wyborach parlamentarnych wręcz miażdżył konkurentów, zdobywając olbrzymią przewagę (w wyborach do sejmu w 2007 roku ponad 117 tys.głosów, w 2011 roku blisko 92 tys.). Na lokomotywę na liście świetnie się nadaje.

To, że zdobyłby bez większego wysiłku mandat radnego, jest oczywiste. Pytanie, czy zostałby następnie wybrany na marszałka. Większość radnych PO i PSL  w sejmiku  to nie jedyny warunek sine qua non. Reprezentacja włocławsko-toruńska musiałaby się zgodzić na marszałka z Bydgoszczy.

Zapytaliśmy byłego ministra spraw zagranicznych, czy dostał propozycję kandydowania do sejmiku z perspektywą objęcia funkcji marszałka. - Bzdura.  Pierwsze słyszę. Jestem poza polityką - zażegnywał się Radosław Sikorski.

Przyjmujemy to do wiadomości, ale nie zapominamy starej zasady, która mówi, że im bardziej informacja jest dementowana, tym bardziej jest coś na rzeczy.