Współpraca ma swoje zasady. Musi mieć, bo inaczej nie dałoby się stosować tego słowa. My im węgiel, oni nam banana. Dobrze, kiedy obie strony dokładają coś ekstra do tego, co spisano na papierze i nazwano umową o współpracy. Może być tak, że jedni dają pomysł i wiedzą, jak go zrealizować, a drugim się to podoba i finansują przedsięwzięcie. Gorzej, gdy ci, co finansują, zapominają, że kasa to nie wszystko i nie można się szarogęsić. Jeśli współpraca trwa, jedna ze stron ma prawo zakładać, że pomysłu wspólnie realizowanego druga strona nie może sprzedać, oddać, sprzeniewierzyć, zakopać pod torami, podeptać czy medialnie wykorzystać tylko na własny rachunek.

Waldemar Matuszak i jego córka Dominika mieli i mają ? pomysł i wiedzieli i wiedzą, jak go wprowadzić w życie. Dlaczego nie protestowali, kiedy w grę weszło zgłoszenie do Urzędu Patentowego? Sądzę, że ich zatkało po prostu. A poza tym ? jak jest współpraca, to nikt nie zakłada złej woli drugiej strony. Jak kupujesz zegar z kukułką, to słusznie przypuszczasz, że kukułka jest w środku. I Matuszakowie takie założenie zrobili. Skoro jest nazwa i pomysł, który od nich pochodzi, a impreza ma służyć wielu ludziom, to niech sobie będzie i Urząd Patentowy.

Uczciwi ludzie tak mają ? zakładają, że skoro służą innym w stu procentach, to sto dwadzieścia też będzie dobre. Tymczasem z oświadczenia Biura Obsługi Mediów etc. dowiadujemy się, że to, co dokładali od siebie, to była ? uwaga ? samowola. Amfiteatr przy Operze Nova marniał wykorzystywany jedynie i li przez ujeżdżaczy deskorolek, a architekci rwali włosy z głowy, że taka lokalizacja pozostaje zapomniana przez ratusz.

I choć koncepcja koncertów na statkach z pewnością nie jest pomysłem Matuszaków, to jednak koncepcja realizowania ich w Bydgoszczy nie jest pomysłem ratusza. Dlaczego? Bo nie było sceny. A teraz scena jest i grosz ? całkiem niezły ? wydany na jej budowę nie może się już zwrócić. Trzeba zatem szukać tańszego wykonawcy pomysłu. A jeśli będzie to przy okazji osoba bliska ogólnokrajowym mediom, to tym lepiej dla ratusza. I już ? jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze. A że przy okazji można coś fajnego opatentować jako swoje, to górą nasi.

Bardzo chcę wierzyć w to, że prezydent nie ma do końca orientacji w tym, co robią jego urzędnicy. Wolę to, niż uważać ? jak większość ? że jest świadom ich bezpardonowego działania. Mam nadzieję, że rozmawia z dyrektorami wydziałów na inne tematy niż to, w jaki sposób dany wydział może oszczędzić w bieżącym roku kalendarzowym jakąś konkretną sumę pieniędzy.

W sprawie sporu o ?Rzekę muzyki? Prezydent Bruski milczy. To nie jest dobre milczenie. ?Zdajemy sobie sprawę, że nie ma ludzi niezastąpionych i ?Rzeka Muzyki?, choć innym nurtem, zapewne nadal będzie płynąć.? ? pisze Dominika. Istotnie, tak będzie. Tylko woda brudna.