Temat czwartkowej konferencji prasowej senatora Jana Rulewskiego wiąże się ściśle z obecną porą roku. Wrzesień mianowicie to nie tylko początek roku szkolnego i wydatków na związane z tym faktem zakupy, ale także okres składania wniosków o zasiłki. – Jest ładna dzisiaj pogoda ? mówił Rulewski ? a rodzice zamiast pójść z dziećmi na spacer, stoją z wnioskami w tasiemcowych kolejkach. W takich kolejkach stoją nie tylko bydgoszczanie, stoi w tym czasie kilka milionów Polaków.
Gospodarz konferencji ujawnił, dlaczego kolejki ustawiają się na zewnątrz budynku: – Bo szafy z dokumentacją, naliczyłem ich sto, wypchnęły petentów na dziedziniec. Tyle postawiono szaf, żeby przechowywać dokumenty przez pięć lat.
Coroczne kolejki, zdaniem senatora PO, są skutkiem wady ustawowej, ale można się z tym problemem uporać. Dotyczy on rodzin, w których dochód nie przekracza 536 zł na osobę. Co roku składa się 9 mln wniosków o zasiłki. Rulewski uważa, że powinno się umożliwić składanie wniosków korespondencyjnie, a przede wszystkim trzeba zwolnić od tej czynności rodziny, w których przez miniony rok nic się w kwestiach finansowych nie zmieniło. Wystarczyłoby wówczas powiadomienie gminy o takim fakcie. Tej treści poprawkę wniósł senator Rulewski do ustawy o świadczeniach rodzinnych.
Co do drugiej, stwierdził, że nie zachwyci ona ministra Rostowskiego, bo dotyczy waloryzacji zasiłków i dodatków rodzinnych. – Od sześciu lat nie zmieniono wysokości dodatku dla rodzin wielodzietnych, wynoszącego 80 zł, chociaż inflacja spowodowała spadek jego realnej wartości o 30 proc. ? poinformował Rulewski, by pokazać zasadność swojej poprawki. Równie przekonująco uzasadnił konieczność zniesienia systemu prorodzinnych ulg podatkowych: – Założenie, że dzięki niemu wzrośnie dzietność, okazało się nieprawdziwe.
Senator PO zaproponował, by środki pozyskane w ten sposób przeznaczyć na powiększenie zasiłków.
Po przedstawieniu stanowiska na temat świadczeń rodzinnych gospodarz konferencji ujawnił swój autorski pomysł na zatrzymanie exodusu młodych ludzi z naszego kraju, bo jak to ładnie ujął: – Nie łupki, ale młodzież jest największym bogactwem Polski. Projekt nazwał, nawiązując do Mickiewicza, Funduszem dla Młodości.
Po urodzeniu dziecka jego rodzice zakładaliby mu specjalne konto i wpłacaliby na nie co miesiąc jakąś kwotę, np.100 zł. Drugie 100 zł dokładałby budżet państwa. Oszczędzanie trwałoby albo do osiągnięcia pełnoletniości, albo do zakończenia studiów, jednak nie dłużej niż do 26 roku życia. Środki te lokowane byłyby w bezpiecznych papierach wartościowych na zasadach zbliżonych do systemów emerytalnych, jednak o większych gwarancjach państwa.
Jak oszacował Jan Rulewski, osiemnastolatek wchodziłby w dorosłe życie przy pomocy Funduszu dla Młodości z kapitałem w wysokości ok. 42 tys. zł, a absolwent studiów miałby na start ok. 56 tys. zł.
- Kończy swój byt program ?Rodzina na swoim? – poinformował bydgoski parlamentarzysta. – Zawnioskowałem do rządu o wskazanie do marca innej formuły wsparcia młodych małżeństw. Muszę jednak dzisiaj przestrzec, jako osoba, która kontroluje poczynania rządu, choć jestem w opcji przyjacielskiej, że nowego programu rząd nie ma.
To właśnie dlatego senator Rulewski zaprezentował autorski program Fundusz dla Młodości.