Zgodnie z zarządzeniem prezydenta Bydgoszczy, w poniedziałek, 24 lipca, zaczną się konsultacje dotyczące zmiany nazw ulic, alei oraz parku.

Kiedy z woli radnych rządzącej miastem koalicji PO-SLD nie udało się poza jedną zdekomunizować bydgoskich ulic, prezydent (jeszcze w trakcie trwania sesji w tej sprawie zwołanej, czyli 12 lipca) wydał zarządzenie dotyczące konsultacji społecznych. Mają one potrwać od 24 lipca do 21 sierpnia. Dotyczą nazw zgłoszonych przez klub radnych Prawa i Sprawiedliwości.

W konsultacjach mogą brać udział wyłącznie mieszkańcy tych ulic, których nazwy mają ulec zmianie, a w przypadku parku Załuskiego – mieszkańcy osiedla Leśnego. Do głosowania  uprawnieni są bydgoszczanie, którzy ukończyli 16 lat.

To oryginalne rozwiązanie. Konsultacje odbyły się już w większości miast, na których ciąży obowiązek zdekomunizowania obecnych nazw ulic. Regułą było, że wypowiedzieć się w tej sprawie mogli wszyscy pełnoletni mieszkańcy. Dlaczego prezydent Rafał Bruski zadecydował inaczej?

Niechętni dekomunizacji są przede wszystkim mieszkańcy ulic, których nazwa ma zostać zmieniona. Mimo iż zdają sobie sprawę z nieuchronności tego zabiegu, podczas konsultacji mogą dać wyraz swojemu niezadowoleniu, głosując przeciw nazwie zaproponowanej przez radnych PiS. Bydgoszczanie zamieszkujący inne rejony miasta patrzyliby na nową nazwę bez tego typu emocji.  To oczywiste, że  prezydent Rafał Bruski, który jest nie tylko członkiem PO, ale także sympatykiem KOD-u, uczyni wszystko, by do tego nie dopuścić.

Z tego właśnie powodu wydał zarządzenie, na mocy którego uprawniona  do udziału w konsultacjach jest niepełnoletnia młodzież. Tak się bowiem złożyło, że rada osiedla w Fordonie sprawdziła już preferencje mieszkańców. Uczniowie potraktowali konsultacje internetowe  jako okazję do świetnej zabawy. Ulicę Duracza przemianowali na Dragon Balla, Berlinga na Clinta Eastwooda, a park Załuskiego na  Obi-Wana Kenobiego.

Dopuszczając do głosowania szesnastolatków, zakłada prezydent, że nie poprą propozycji radnych  Prawa i Sprawiedliwości.

Jaki plan realizuje Rafał Bruski? Załóżmy, że zgłoszone przez PiS nazwy nie uzyskają akceptacji. Na konsultowanie nowych nie będzie już czasu, bo samorządy muszą  do 2 września uporać się z dekomunizacją nazw. Jeśli tego nie uczynią, zrobi to za nie wojewoda. Czy PO obwini za ten stan rzeczy radnych PiS, zarzucając im, że zaproponowali nazwy, których nie chcą mieszkańcy? Czy zostawi to zadanie do wykonania wojewodzie z PiS,  żeby na nim skrupiło się niezadowolenie bydgoszczan?

Szkoda, że konsultacje w Bydgoszczy są wykorzystywane do gierek politycznych. Prezydent Piły, dla przykładu, chciał naprawdę się dowiedzieć, jaka jest wola mieszkańców. Poprosił zespół ds. nazewnictwa o przygotowanie dla każdej ulicy, której nazwa musi być zmieniona, trzech propozycji. Mieszkańcy mogli więc wybierać między trzema nowymi nazwami. Konsultacje trwały od 30 maja do 14 czerwca. Przed wakacjami.

 W Bydgoszczy mieszkańcy mają „do wyboru” jedną nazwę dla każdej z ulic, które obejmuje ustawa dekomunizacyjna. A konsultacje odbędą się w szczycie okresu urlopowego.

Przyjmijmy, że włodarzem Bydgoszczy nie jest funkcjonariusz partyjny. Taki prezydent zwraca się do klubów radnych o  przygotowanie propozycji. Podczas konsultacji społecznych bydgoszczanie wybierają między trzema  nazwami, zgłoszonymi przez PO, PiS i SLD. Walka byłaby zażarta, ale fair. Jakie imię nadaliby mieszkańcy ulicy Teodora Duracza: Krzysztofa Gotowskiego, Tadeusza Mazowieckiego czy Felicji Gwincińskiej?