W tym roku po raz pierwszy scena nie będzie się mieściła na pokładzie ?Jantara?. Zamiast klimatu ma być wygoda. Romantyzm przegrał z pragmatyzmem. Muzyka w trakcie letnich koncertów z cyklu ?Rzeka Muzyki? popłynie z nowej sceny usadowionej na żelbetonowych filarach. Na pewno oprócz głosów krytycznych, usłyszymy także zachwyty: jakaż ta scena jest funkcjonalna, jaka estetyczna.

W pierwszą niedzielę lipca bydgoszczanie i przyjezdni goście posłuchają w amfiteatrze przy Operze Nowa słynnych arii na sopran, tenor i baryton. Tak zaczną się tegoroczne koncerty na wodzie. Ale ktoś inny będzie je przygotowywał. Dotychczasowi organizatorzy (Waldemar Matuszak i jego córka Dominika) zostali przez ratusz wyautowani. Wyautowani zostali również mieszkańcy, bo nie uznano za stosowne zapytać ich o zdanie na temat żelbetonowej sceny na wodzie. Prezydent nie uwzględnił negatywnej opinii Społecznej Rady ds. Estetyki Bydgoszczy, a więc jej członkowie też mogą się czuć wyautowani.

Co zabawne, konieczność postawienia sceny wodnej tłumaczono nam ciasnotą na pokładzie ?Jantara?. Artyści nie mieli miejsca, żeby przygotować się do występów. Wybudowany więc został pomost o wymiarach 25 × 4 m. Za kilka dni obok niego zostanie zacumowana barka, żeby wykonawcy koncertu mieli się gdzie przebierać.

Muzyka jest na szczęście odporna na różne niewypały, na betonowe niewypały również. Koncerty w ramach ?Rzeki Muzyki? z pewnością przyciągną nad Brdę tłumy mieszkańców i dostarczą słuchaczom wielu wspaniałych przeżyć. A że się komuś łza w oku zakręci na wspomnienie o muzyce na Brdzie z pokładu jednego z najstarszych polskich statków rzecznych?