Bernard Noel opisuje
ciało którego doświadcza
jakby nie było jego własnym
wyimki z ciała stają się
jak niespodziewany paraliż w pełnym słońcu
na balkonie
gdzie sucha skóra wyciska
ostatnie słowa
z cichym jękiem
palce drętwieją na kolanach
usta zaglądają
do domu pełnego osób
i zwracają się do nich mową
którą próbują zapamiętać
nikt nie wie ile kosztuje
spowolnienie przemiany z człowieka
w puste zakurzone miasto
Fotografia XLIV
Ta poitrine, elle est magnifique
John Updike
umieramy z każdym posiłkiem
pan śmierci niszczy nam szkliwo nazębne
zmieniamy się w ospałe ryby
w akwarium z perfumowaną wodą
na szczęście mamy wysokie usta
czułość wynegocjowaną jeszcze w probówce
różowe paznokcie łaskawy dar
ogromne ciała szorstkie pośladki i plecy
gdzie uwielbia chować się woda
twardy zarost przecina gładkość naskórka
w miejscach gdzie nie powinien
wstydliwa wyniosłość tych miejsc
zmienia nas nie do poznania
Chór stroskanych cieni
Jaki piękny balet pomiędzy nami,
kolory i regularne linie,
kiedy twój głos i język wywracają ciała
patrzących. Zapach datury i ciernie akacji są jak
zagubiony bezkształtny ruch
postaci spadającej z okna
hotelowego pokoju w Memphis.
Jak naftowe cienie, niewidzialne biodro
ananasowe, czekoladowe, słodkie.
Człowiek ze śpiewnikiem w dłoni. Widzisz go jeszcze
i słyszysz. Przez niego jesteśmy związani na wieki
marzeniami o drodze do Tennessee, New Hampshire, New Haven,
daturą, piżmem, akacją, daturą.
Chór kobiet powrotnych
będziemy krzyczeć
krzyczeć jak tornado jak wielka ciemna chmura
dźwięku pyłu i ciepła
głośna wyciem wilków i dzwonów
będziemy prosić ora pro nobis
będziemy śpiewać ? ciemne i jasne
śpiewać aby straszyć
aż z dłoni wyrosną nam ostrza noży
z oczu wysączy się kwas i ług
dla was będziemy czułe i piękne
ogolone milczące i słodkie
będziemy krzyczeć na pomoc na gwałt na własną potęgę
aż w mieście zatli się noc