Już wkrótce kolejne spotkanie klubu ?Grota?, więc ostatni dzwonek, żeby nadrobić zaległości i powiadomić, czego dowiedzieliśmy podczas wykładu w minionym tygodniu.

Akta SB były niszczone. To wszyscy wiemy. Dr Sebastian Pilarski z łódzkiego IPN postanowił tę wiedzę uporządkować i skonkretyzować. – Zostawiano to, co jest niewartościowe. Nie ma akt dotyczących inwigilacji opozycji i Kościoła, czyli tego, co było esencją działalności bezpieki – stwierdził na wstępie goszczący w Bydgoszczy historyk.

Procederowi niszczenia dokumentów próbowano nadać pozory legalności. Funkcjonariusze zmieniali kategorię akt na takie, które nie muszą być przechowywane. W ten sposób legalnie niszczono dokumenty, ale te, które wcześniej bezprawnie przekwalifikowano.

Dr Pilarski zrelacjonował, jakie uzasadnienie niszczenia akt podawali funkcjonariusze SB. Najczęściej twierdzono, że wskutek głębokich zmian w Polsce nie posiadają one obecnie żadnej wartości, ani operacyjnej, ani historycznej, co było oczywistym kłamstwem. Za prawdziwy należy natomiast uznać inny argument. Wielu tajnych współpracowników zaczęło odmawiać współpracy. Można jednak powątpiewać, czy był to powód wystarczający do usuwania dowodów ich wcześniejszej działalności.

Zdaniem funkcjonariuszy SB, uzasadniało niszczenie posiadanych materiałów to, co się działo w Czechosłowacji i Rumunii. Tam mówiono o konieczności odtajnienia akt i ujawnienia ich zawartości opinii publicznej. Niewykluczone, że jednym z decydujących czynników był strach. ? Funkcjonariusze obawiali się, że te dokumenty, które wytworzyli w trakcie służby w SB, mogłyby stać się podstawą do formułowania aktów oskarżenia o prześladowanie ludzi z powodów politycznych – opowiadał pracownik Biura Udostępniania i Archiwizacji Dokumentów Instytutu Pamięci Narodowej w Łodzi.

Co ciekawe, funkcjonariusze SB byli w roku 1990 niezadowoleni z powodu nałożonych na nich zadań. Wykonali mianowicie podwójną pracę. Najpierw kazano im akta ?odchudzić? (pozostawić część materiałów i sporządzić stosowny protokół, co wymagało dużej pracy biurokratycznej), a następnie polecono im zniszczyć pozostawione materiały.

Na początku roku 1990 media zaczęły informować, że palone są akta SB, a 31 stycznia gen. Czesław Kiszczak wydał decyzję zakazującą niszczenie dokumentów. Była ona fikcyjna, gdyż proceder ten trwał nadal. W Piotrkowie Trybunalskim działacze ?Solidarności? zauważyli 2 lutego czterech funkcjonariuszy SB palących akta w koksownikach i złożyli zawiadomienie do prokuratury. Podczas postępowania wyjaśniającego stwierdzono, że nadpalone dokumenty to akta SB, choć sprawcy twierdzili, iż zajmowali się ?brakowaniem? nic nie znaczących materiałów miejscowego komitetu PZPR.
Gen. Kiszczak w piśmie do marszałka sejmu Mikołaja Kozakiewicza stwierdził wówczas, że nie doszło do masowego niszczenia akt, miały jedynie miejsce pojedyncze przypadki łamania prawa, a osoby które się tego dopuściły, zostały pociągnięte do odpowiedzialności.

- Łatwo udowodnić nieprawdziwość słów Kiszczaka – oświadczył dr Pilarski i przytoczył zeznania funkcjonariuszy SB z czerwca 1990. Jeden z nich stwierdził: ?My działaliśmy w dobrej wierze, w przekonaniu, że działamy w interesie społecznym. Brakowaliśmy materiały przez nas wytworzone, które w obecnej rzeczywistości nie miały żadnej wartości operacyjnej, procesowej ani też archiwalnej. Niszczenie materiałów było publiczną tajemnicą nagłośnioną w środkach masowego przekazu. Jeśli było to zatem nieprawidłowe, to centrala MSW winna ten proces przerwać na początku, a nie czekać do 90 roku, aż proces likwidacji zostanie zakończony.?