– Wrócą rolnicy do Urzędu Wojewódzkiego w Bydgoszczy, czy strajk jest definitywnie zakończony?
- Wiele wskazuje na to, że prędzej czy później wrócimy. Kiedy o 22.00 żeśmy się w piątek rozjeżdżali, zostało powiedziane, że to nie koniec strajku, nadal trwa pogotowie strajkowe.
– Nie jesteście zadowoleni z rozmów, które przeprowadziliście? Cztery godziny trwało spotkanie z wiceministrem rolnictwa.
- Na większość postulatów stwierdzał, że są niemożliwe do spełnienia przy obecnym stanie prawnym. A przecież, kiedy rządowi na czymś zależy, to w jeden dzień potrafi przepchnąć sprawę. Bycie parlamentarzystą, ministrem to służba, a my ciągle napotykamy na przeszkody.
– Jednak na coś się przedstawiciel rządu zgodził.
- Na to, co nic nie kosztuje. Na powołanie zespołów społecznych przy terenowych oddziałach ANR do opiniowania obrotu ziemią.
– To wygląda na kontrolowanie Agencji Nieruchomości Rolnych. Czemu ma służyć taka kontrola?
- Sprawdzaniu w czyje ręce idzie ziemia, żeby nabywcami nie były jakieś słupy.
– A tak się obecnie dzieje?
- Nagminnie.
– Jaka sprawa wzbudziła najwięcej emocji?
- Podatek dochodowy. Kategorycznie się temu przeciwstawiamy. Wiceminister Nalewajk nas poinformował, że resort uczestniczy w pracach nad wprowadzeniem podatku dochodowego, dbając o to, żeby był neutralny w skutkach dla rolników. Przecież wiadomo, że nie będzie neutralny. Dojdzie do tego, że chłop kreatywną księgowość będzie musiał tworzyć.
– Zapamiętają bydgoszczanie strajk rolniczy, bo zablokowaliście fragment ważnej trasy komunikacyjnej w mieście. Wjechaliście ciągnikami na tory tramwajowe?
- Zamierzaliśmy, ale policja zaczęła nas straszyć karami. No to sami stanęliśmy na torach. Siła byka i rozum chłopa są niezmierzone.
– Z reklam telewizyjnych, jakie ostatnio były nadawane z udziałem ministra Sawickiego, wynika, że rolnictwo polskie ma się kwitnąco.
- Pan Sawicki reklamował głównie PSL. Na dodatek napuszczał miasto na wieś, że niby rolnicy ciężkie miliardy dostają. Czy my przejadamy te pieniądze, przepijamy? Minęły czasy średniowiecza, kiedy za koniem się chodziło. Musimy być konkurencyjni wobec Europy. A rząd nam w tym nie pomaga. Niezadowolenie wśród rolników jest ogromne. A kiedy minie Euro niezadowolonych będzie jeszcze więcej, a wtedy władza się zdziwi.