W śledztwie dotyczącym usiłowania zabójstwa nauczycielki ze szkoły z Warlubia przeprowadzono eksperyment procesowy. Pod samochodem zdetonowano ładunek o takich samych parametrach, jaki został podłożony pod samochodem nauczycielki.
12 czerwca, blisko szkoły w Warlubiu, pod autem nauczycielki został podłożony ładunek wybuchowy. Wezwani na miejsce policyjni pirotechnicy zneutralizowali podejrzaną paczkę. Okazało się, że był to ładunek wybuchowy z zegarowym mechanizmem. Pakunek został zneutralizowany przez pirotechników. Wcześniej doszło do ewakuacji około 700 osób - uczniów i nauczycieli z pobliskiej szkoły. Niedoszłym zamachowcem okazał się mąż niedoszłej poszkodowanej, mieszkaniec Grudziądza, który został zatrzymany w Bydgoszczy. O tej sprawie głośno było w całej Polsce.
42-latek zamachowiec został tymczasowo aresztowany. W miniony wtorek (24.10) na terenie byłej strzelnicy policyjnej w Białych Błotach odbył się eksperyment procesowy. Eksperyment przeprowadzono w ramach śledztwa dotyczącego usiłowania zabójstwa, do którego doszło ponad 4 miesiące temu w Warlubiu. Eksperyment polegał na kontrolowanym zainicjowaniu wybuchu ładunku o takich samych parametrach, jaki został podłożony pod samochodem nauczycielki. Czynność ta miała na celu zweryfikowanie skutków działania ładunku na pojazd i otoczenie. Oprócz policjantów w eksperymencie brali udział prokurator prowadzący śledztwo oraz biegły z dziedziny badania amunicji i ładunków wybuchowych.
- Dla śledczych wyniki eksperymentu i opinia biegłego będą istotnym dowodem w prowadzonym śledztwie dotyczącym usiłowania zabójstwa nauczycielki - poinformowała podinsp. Monika Chlebicz, rzecznik prasowy Komendanta Wojewódzkiego Policji w Bydgoszczy.