Jestem bydgoskim przyrodnikiem i słowa senatora dotknęły mnie osobiście. Od kilku lat zajmuję się ochroną ptaków i nietoperzy w budynkach i wiem doskonale, jak potrzebne są ekspertyzy przyrodnicze przed inwestycją. Podczas swojej działalności podjęłam już kilkadziesiąt interwencji, dzięki którym udało się uratować kilkaset par ptaków gniazdujących w budynkach oraz zachować ich siedliska.
Niestety nie wszystkie interwencje zakończyły się sukcesem, co poczytuję przede wszystkim jako porażkę systemu ochrony przyrody w Polsce i zapisów prawnych, które są zbyt mało konkretne. Osobiście zawiadamiałam Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego około 10 razy. Jedynie dwie interwencje zakończyły się wstrzymaniem prac, mimo iż wszystkie zgłaszane przypadki dotyczyły bezpośredniego zagrożenia życia zwierząt chronionych. W jednym przypadku inspektor przybył na miejsce dopiero po 3 tygodniach, kiedy prace remontowe były już prawie zakończone.
Owszem, prawo chroni zwierzęta, ale w praktyce jest to martwe prawo, bo osobom odpowiedzialnym za jego egzekwowanie z reguły nie zależy na tych zwierzętach i ignorują swoje obowiązki, a przez to inwestorzy nie znają prawa lub nie chcą go znać. Zatem owszem, jeśli urzędnicy różnych organów będą wykonywać dobrze swoje obowiązki, nie będzie problemu łamania prawa ochrony przyrody. Jednak rzeczywistość pokazuje, że większość z nich nie wykonuje ich dobrze, a efekt jest taki, że z wielu osiedli ptaki znikają w zastraszającym tempie. Trzeba patrzeć na realia, a nie niemożliwe do spełnienia ideały.
Mogę zapewnić, że w ostatnich latach zamurowano setki tysięcy, jeśli nie miliony zwierząt właśnie dlatego, że na inwestorze nie spoczywa obowiązek wykonania ekspertyzy przyrodniczej. Nie wszyscy zrobili to w wyniku złej woli. Większość inwestorów zwyczajnie nie wie, że w ich budynku gniazdują ptaki lub przebywają nietoperze, bo nie mają wystarczającej wiedzy przyrodniczej. Nie potrafią rozpoznać gatunków, nie znają ich biologii.
Chyba każdy ornitolog, który wykonuje ekspertyzy w budynkach spotkał się z opinią inwestora, że w jego budynku nie ma żadnych ptaków, a po kontroli okazało się, że są i to kilka gatunków. Ja również wykonuję takie ekspertyzy, choć także w ciągu ostatnich lat spędziłam kilka tysięcy godzin pracując za darmo przy monitoringu 4 miast pod kątem występowania ptaków w budynkach, podejmując interwencje, pisząc pisma itp. Nie mówię już o ilości wydanych pieniędzy na znaczki, wydruki i dojazdy do kontrolowanych miejsc.
Zatem zapewniam, że nie opływam w dostatki z powodu wykonywania płatnych ekspertyz. Wynika to z bardzo prostej zależności: osoba, która aktywnie działa w obronie zwierząt i tym samym sprawia poprzez interwencje kłopoty inwestorom, nie zostanie zatrudniona do ich przyszłych inwestycji. Jest to sprawa dość oczywista. Więc jeśli rzeczywiście ktokolwiek chce zarobić na ekspertyzach przyrodniczych, powinien trzymać się z dala od jakiejkolwiek formy aktywizmu, co doskonale sprawdza się w praktyce.
Większość ekspertyz przyrodniczych w Bydgoszczy wykonują ornitolodzy, którzy nigdy nie angażowali się ochronę zwierząt w budynkach. Jak widać, opinia senatora wyrażona na posiedzeniu jest całkowicie sprzeczna z rzeczywistością i obraźliwa dla tych przyrodników, którym najbardziej zależy na przyrodzie.
Druga kwestia to cena ekspertyzy. Nie wiem, skąd wzięła się w słowach senatora kwota 2000 zł. Być może miał on dane warszawskie. W większości miejsc w Polsce cena takiej ekspertyzy nie przekracza kwoty 1000 zł i zależna jest ona przede wszystkim od wielkości budynku oraz zakresu wykonywanych prac.
Osobiście zdarzało mi się wykonać ekspertyzę nawet za 350 zł (nie licząc takiej, którą wykonałam za darmo, co też się zdarzyło). Za najdroższą zażądałam 1000 zł za budynek, jednak była to ekspertyza ornitologiczno-chiropterologiczna, czyli z prostego podziału wynika, że za ptaki inwestor zapłacił zaledwie 500 zł. Znam też osoby, które wykonują podobne prace taniej. Daleko wymienionym kwotom do wspomnianych przez senatora 2000 zł. Jeśli inwestor wykonuje drobne prace remontowe wartości 3000-4000 zł, nie jest potrzebna pełna ekspertyza. Wystarczy, że specjalista sprawdzi konkretne miejsce, które ma być w wyniku prac naruszone, bo nie wyobrażam sobie, żeby za taką kwotę można było wyremontować więcej niż niewielki fragment budynku.
Ekspertyza przyrodnicza nie powoduje również żadnych opóźnień w pracach. Przeciętnie załatwienie wszystkich formalności architektoniczno-budowlanych, kredytowych itp. zajmuje co najmniej kilka miesięcy, a w tym czasie można wykonać wszelkie niezbędne obserwacje potrzebne do przygotowania ekspertyzy. Zatem ten argument był również chybiony.
Jedyna słuszna kwestia poruszona przez senatora dotyczyła tego, że rzeczywiście przy wspomnianym nakazie prawnym inwestor będzie musiał zatroszczyć się o kolejny dokument, co sprawi mu nieco dodatkowej pracy. Ale czy z tego powodu mamy się godzić na to, żeby zabijano zwierzęta i niszczono ich siedliska? Czy życie zwierzęcia, a właściwie milionów zwierząt jest dla Pana Kobiaka warte mniej niż wygoda inwestora? Mam nadzieję, że nie.
Ostatnia sprawa, na którą pragnę zwrócić uwagę to drugi postulat obecnych na posiedzeniu przyrodników, czyli lista dostępnych, najlepiej certyfikowanych specjalistów przyrodników w urzędach. Stworzenia takiej listy jest postulowane nie tylko przez ornitologów i chiropterologów, ale także inwestorów.
Uczciwi inwestorzy chcą zamawiać ekspertyzy i mieć przy tym pewność, że wykonuje ją osoba kompetentna. Tymczasem z powodu braku regulacji w tej kwestii mogą trafić na osobę przypadkową, reklamująca się jako specjalista, a w rzeczywistości posiadająca niewielką wiedzę przyrodniczą. Ekspertyza wykonana przez taką osobę zawiera wiele błędów, które często skutkują problemami podczas remontu (łącznie z jego wstrzymaniem), kiedy okazuje się, że budynek zasiedlony jest przez więcej gatunków zwierząt, niż stwierdzono, a prace odbywają się w niewłaściwym momencie. Osobiście kilkakrotnie interweniowałam w podobnych przypadkach i zawsze wiązało się to z licznymi problemami dla inwestora, łącznie z koniecznością wykonania ponownej ekspertyzy (zaznaczam, że nie przeze mnie ? aby uniknąć kolejnych podejrzeń o interesowność).
Jeśli nadal ktokolwiek ma wątpliwości co do zasadności wprowadzenia obowiązku wykonywania ekspertyz przyrodniczych dla budynków, proponuję wystosować zapytania do organu ochrony przyrody, który wydaje pozwolenia na zniszczenie siedliska zwierząt chronionych, czyli Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska. Jestem przekonana, że tamtejsi urzędnicy potwierdzą taką konieczność, ponieważ to oni najlepiej wiedzą jak bardzo ekspertyzy są potrzebne przy wydawaniu podobnego pozwolenia.
We wniosku do RDOŚ należy podać m. in. liczbę osobników poszczególnych gatunków zwierząt występujących w budynku. Trudno sobie wyobrazić, że inwestor lub zarządca budynku, który większość życia spędza przy biurku, będzie w stanie rozróżnić jerzyka od jaskółki czy wróbla od mazurka. Nie będzie również wiedział, gdzie szukać ptaków i nietoperzy, ponieważ do tego potrzebna jest wiedza o ich zwyczajach, biologii i ekologii. Ponadto do identyfikacji nietoperzy potrzebny jest specjalistyczny sprzęt oraz znajomość jego obsługi i umiejętność analizy zapisanych na nim danych.
Nie sądzę, żeby jakikolwiek inwestor w Polsce dysponował takim zapleczem, ale każdy z nich ma obowiązek wystąpić do RDOŚ o pozwolenie na zniszczenie siedliska zwierząt chronionych w budynku przed jego remontem podając wyżej wymienione dane. Jak ma to zrobić bez ekspertyzy wykonanej przez kompetentną osobę? A z obserwacji wynika, że niemal każdy nieocieplony jeszcze budynek jest zasiedlony przez ptaki lub nietoperze.
Z poważaniem
Karolina Jamska