Po trwającym przeszło rok okresie obstrukcji Toruń zaczął  dostarczać odpowiednią ilość odpadów do bydgoskiej spalarni.

Informowaliśmy w grudniu zeszłego roku, że bydgoska spalarnia ma problem, ponieważ z Torunia przywożonych jest za mało śmieci. Dostarczając mniej odpadów niż to zostało ustalone w umowie, nasz sąsiad naraził bydgoski zakład na straty.

Wydajność naszej ekoelektrociepłowni  została zaprojektowana na unieszkodliwienie 180 tys. ton odpadów rocznie. W zeszłym roku Toruń dostarczył 35 zamiast  55 tys. ton śmieci, a niewykorzystane moce przerobowe generują zbyteczne  koszty.

Władze Torunia  reagowały w sposób arogancki na pisma z Bydgoszczy wzywające do respektowania podpisanej w 2009 roku umowy. Kiedy odpowiadający za gospodarkę komunalną zastępca prezydenta Michała Zaleskiego oświadczył, że w 2017 roku Toruń dostarczy jeszcze mniej odpadów  (30 tys. ton), prezydent Rafał Bruski uznał, że miarka się przebrała i sąsiedzi otrzymali wezwanie przedsądowe. Chociaż jest to krok poprzedzający skierowanie sprawy do sądu, Toruń nadal dostarczał do bydgoskiej spalarni mniej śmieci niż powinien.

W marcu wysłaliśmy do ratusza pytanie, czy Bydgoszcz procesuje się z nierespektującym umowy Toruniem. -  Nie. Pozew nie został jeszcze złożony ? odpowiedziała Marta Stachowiak, rzecznik prezydenta. Ponieważ napisanie pozwu nie wymaga aż tak wiele czasu, stało się dla nas oczywiste, że trwają próby polubownego rozwiązania sprawy.

- Potwierdzamy, że doszło do rozmów. Mamy uzgodnione wstępne porozumienie - zdradziła Marta Stachowiak.  Czy to oznacza, że kończą się gierki sąsiadów, przynajmniej w tej sprawie?  - Toruń dostarcza od początku kwietnia odpady w zwiększonym wolumenie ? poinformował nas Piotr Kurek, rzecznik ProNatury.  

Nasi sąsiedzi zobowiązali się dostarczyć do Bydgoszczy  o 14 tys. ton śmieci więcej niż w minionym roku. - Łączny strumień przekazanych odpadów w bieżącym roku wyniesie nie mniej niż 49 tys. ton  - powiadomiła media rzeczniczka prezydenta Torunia.